Rozdział 20

202 16 3
                                        


Przesiedziałam w pokoju tydzień. Pomimo wszystko postanowiłam się nie załamywać, tak żeby nie funkcjonować. Mam przed sobą całe życie, mam cudownych przyjaciół. Dam sobie radę. Ubrałam się w białą koszulkę i ogrodniczki, włosy związałam w kucyka. Sięgnęłam po telefon i napisałam do Luke'a. Nie odzywałam się od tygodnia. Nie odpisywał, stwierdziłam, że może śpi. Prawdę mówiąc, nie wiem jak mu powiedzieć co się stało. Zeszłam na dół. Percy w kuchni smażył naleśniki. Dwa tygodnie temu, przeniosłam się z pokoju w restauracji, do domu Percy'ego. Nie zauważył mnie na początku, jednak zaraz się odwrócił i spojrzał na mnie trochę ze smutkiem, trochę z niedowierzaniem. 

-Cześć. - rzuciłam w stronę bruneta. 

-Hej, jak się czujesz? 

-Daję radę. Świetnie pachnie. 

-Mam nadzieję. - odpowiedział stawiając przede mną talerz z jedzeniem. Usiadł naprzeciw mnie i zaczęliśmy jeść. Skończył pierwszy i patrzył na mnie. 

-Co? - posłałam mu uśmiech 

-Na pewno nie chcesz pogadać? - posmutniałam 

-Percy, jeśli będziemy o tym rozmawiać, będzie gorzej.

-Masz rację, co mogę zrobić, żebyś zapomniała. 

-Nie da się zapomnieć, ale... - wpadł mi do głowy pewien pomysł

-Ale..? 

-Naucz mnie jeździć. 

-Co? 

-Naucz mnie jeździć konno, nie słyszysz? - Uśmiechnął się promiennie.

-Nie ma sprawy. Kiedy zaczynamy? 

-Zaraz. Tylko zadzwonię do Luke'a, wiesz muszę mu chyba powiedzieć i zaczynam się martwić, nie daje znaku życia od tygodnia. 

Kiwnął głową, a ja poszłam na taras. Wybrałam numer chłopaka. Sygnał. Dwa. Trzy. Nie odbiera. Co się dzieje? Westchnęłam i zadzwoniłam jeszcze raz. Odebrał. 

-Halo?  - powiedział zdyszany

-Cześć. Słuchaj musimy pogadać. 

-Kotek, teraz nie mogę, zadzwoń po południu, dobrze? Kocham cię. Pa. 

-Ale... - nie zdążyłam odpowiedzieć, już się rozłączył. Opadłam na krzesło, zdenerwowałam się i zaczął mnie boleć brzuch. Oddychałam głęboko i  gapiłam się w ekran. Otworzyła się siatka w drzwiach, otarłam szybkim ruchem oczy i uśmiechnęłam się do Percy'ego. 

-Wszystko w porządku? 

-Jak najlepszym - skłamałam

Spojrzał na mnie niepewnie. Wstałam. 

-Idziemy? 

-Pewnie, chodź. 

Wyszliśmy z domu i szliśmy drogą, rozmawiając. Słońce świeciło, pachniało wsią i czułam się szczęśliwa, pierwszy raz od wielu dni, na zwykłym spacerze. Rozmawiałam z Percy'm o ,,niczym,, i o ,,wszystkim,,. Skręciliśmy w drugą drogę, wiodącą już prosto do stajni. Na moje nieszczęście, słońce raziło nas prosto w oczy. Percy miał okulary. Zatrzymałam się na chwilę, udając, że wiążę buta, chłopak szedł dalej, rozpędziłam się i skoczyłam na niego, ściągając mu okulary. 

-Ej!!! Oddawaj!

-Ym ym, ja wyglądam w nich lepiej - wyszczerzyłam się, wkładając je na nos.  

Westchnął, śmiejąc się. Doszliśmy do stajni. Percy poszedł powiedzieć, że bierze swojego konia. Ja ustałam pod drzewem, wyciągnęłam telefon i napisałam jeszcze raz do Luke'a. Nic. Schowałam komórkę i rozejrzałam się. Nigdy tu nie byłam. Podbiegł do mnie śliczny owczarek i zaczął się łasić, a ja zaczęłam go głaskać.  Percy wrócił i poszliśmy do stajni.

Co znaczy kochać ?Stories to obsess over. Discover now