Przesiedziałam w pokoju tydzień. Pomimo wszystko postanowiłam się nie załamywać, tak żeby nie funkcjonować. Mam przed sobą całe życie, mam cudownych przyjaciół. Dam sobie radę. Ubrałam się w białą koszulkę i ogrodniczki, włosy związałam w kucyka. Sięgnęłam po telefon i napisałam do Luke'a. Nie odzywałam się od tygodnia. Nie odpisywał, stwierdziłam, że może śpi. Prawdę mówiąc, nie wiem jak mu powiedzieć co się stało. Zeszłam na dół. Percy w kuchni smażył naleśniki. Dwa tygodnie temu, przeniosłam się z pokoju w restauracji, do domu Percy'ego. Nie zauważył mnie na początku, jednak zaraz się odwrócił i spojrzał na mnie trochę ze smutkiem, trochę z niedowierzaniem.
-Cześć. - rzuciłam w stronę bruneta.
-Hej, jak się czujesz?
-Daję radę. Świetnie pachnie.
-Mam nadzieję. - odpowiedział stawiając przede mną talerz z jedzeniem. Usiadł naprzeciw mnie i zaczęliśmy jeść. Skończył pierwszy i patrzył na mnie.
-Co? - posłałam mu uśmiech
-Na pewno nie chcesz pogadać? - posmutniałam
-Percy, jeśli będziemy o tym rozmawiać, będzie gorzej.
-Masz rację, co mogę zrobić, żebyś zapomniała.
-Nie da się zapomnieć, ale... - wpadł mi do głowy pewien pomysł
-Ale..?
-Naucz mnie jeździć.
-Co?
-Naucz mnie jeździć konno, nie słyszysz? - Uśmiechnął się promiennie.
-Nie ma sprawy. Kiedy zaczynamy?
-Zaraz. Tylko zadzwonię do Luke'a, wiesz muszę mu chyba powiedzieć i zaczynam się martwić, nie daje znaku życia od tygodnia.
Kiwnął głową, a ja poszłam na taras. Wybrałam numer chłopaka. Sygnał. Dwa. Trzy. Nie odbiera. Co się dzieje? Westchnęłam i zadzwoniłam jeszcze raz. Odebrał.
-Halo? - powiedział zdyszany
-Cześć. Słuchaj musimy pogadać.
-Kotek, teraz nie mogę, zadzwoń po południu, dobrze? Kocham cię. Pa.
-Ale... - nie zdążyłam odpowiedzieć, już się rozłączył. Opadłam na krzesło, zdenerwowałam się i zaczął mnie boleć brzuch. Oddychałam głęboko i gapiłam się w ekran. Otworzyła się siatka w drzwiach, otarłam szybkim ruchem oczy i uśmiechnęłam się do Percy'ego.
-Wszystko w porządku?
-Jak najlepszym - skłamałam
Spojrzał na mnie niepewnie. Wstałam.
-Idziemy?
-Pewnie, chodź.
Wyszliśmy z domu i szliśmy drogą, rozmawiając. Słońce świeciło, pachniało wsią i czułam się szczęśliwa, pierwszy raz od wielu dni, na zwykłym spacerze. Rozmawiałam z Percy'm o ,,niczym,, i o ,,wszystkim,,. Skręciliśmy w drugą drogę, wiodącą już prosto do stajni. Na moje nieszczęście, słońce raziło nas prosto w oczy. Percy miał okulary. Zatrzymałam się na chwilę, udając, że wiążę buta, chłopak szedł dalej, rozpędziłam się i skoczyłam na niego, ściągając mu okulary.
-Ej!!! Oddawaj!
-Ym ym, ja wyglądam w nich lepiej - wyszczerzyłam się, wkładając je na nos.
Westchnął, śmiejąc się. Doszliśmy do stajni. Percy poszedł powiedzieć, że bierze swojego konia. Ja ustałam pod drzewem, wyciągnęłam telefon i napisałam jeszcze raz do Luke'a. Nic. Schowałam komórkę i rozejrzałam się. Nigdy tu nie byłam. Podbiegł do mnie śliczny owczarek i zaczął się łasić, a ja zaczęłam go głaskać. Percy wrócił i poszliśmy do stajni.
YOU ARE READING
Co znaczy kochać ?
FanficJak żyłoby się bohaterom, z serii książek Ricka Riordana w świecie śmiertelników ? Przeczytaj i przekonaj się sam, że ich życie wcale nie jest łatwiejsze, gdy są śmiertelnikami... Okładka: Wattpad Polska
