Rozdział 18

140 12 2
                                        


Dom był cały w płomieniach, wśród nich była dwójka dzieci. Chciałam im pomóc, ale kiedy weszłam zawalił się na mnie sufit. Potem zobaczyłam ekran monitora w szpitalu, na którym powoli zwalniało tętno osoby podłączonej. Zbiegli się lekarze i zaczęli robić masaż serca respiratorem. Po pewnym czasie kardiomonitor ukazywał poziomą kreskę, a ja usłyszałam głośne : piiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiiii. 


Obudziłam się z krzykiem. Siedziałam na łóżku, w moim pokoju u Percy'ego. Obok Luke zerwał się, spojrzał na mnie zaspany z niepokojem. Ciężko oddychałam. 

-Zawołać Percy'ego ? - zapytał 

-Nie... Nie trzeba. 

-Na pewno? 

-Tak, to tylko koszmar. 

-To przyniosę kawę i tak już nie zaśniemy. 

-Dobrze. - wstał włożył koszulkę i szorty, i wyszedł z pokoju. Schowałam twarz w dłoniach. Dawno nie śniły mi się takie rzeczy. Wstałam i kulejąc, poszłam się ogarnąć do łazienki. Wyglądałam strasznie, mocno podkrążone oczy, czerwone od płaczu i blada twarz. Jak ktoś mógłby chcieć ożenić się z takim kimś jak ja, dodając do tego inne problemy. Umyłam buzię i wyszłam z pomieszczenia. Właśnie wszedł Luke, stawiając tackę z kawą na szafce. Zdjął koszulkę i szorty i wpełzł śmiesznie do łóżka, zachęcając mnie gestem do tego samego. Uśmiechnęłam się nieśmiało i położyłam się obok niego, kładą mu głowę na torsie. Czułam bicie jego serca. Jak taki człowiek jak on, mógł pokochać kogoś takiego jak ja? Rozmyślania przerwał mi głos Luke'a. 

-Nad czym tak rozmyślasz mądralo? 

Milczałam. 

-Nic, ważnego. - podniosłam wzrok, a on pocałował mnie w nos. 

-Słuchaj... mogę cię o coś spytać? 

-Właśnie spytałaś, ale jak mniemam masz inne pytanie. Mów co się stało? 

-No bo wiesz... zastanawiałam się, czy nasz ślub ma sens. Chyba nie mogę być w związku, zobacz na mnie i na Ciebie... ja -weterynarz w niewielkim miasteczku, ty- biznesmen, znany w innych krajach z Warszawy. A po za tym, po tym co wczoraj zaszło... wiesz ja nie jestem po tym wypadku w pełni zapewnić ci tego co kiedyś.... - zaczęłam płakać - a uwierz, że na prawdę bym chciała... 

Luke podniósł się, chwycił mnie za ręce i spojrzał prosto w zapłakane oczy. 

-Teraz ty słuchaj mnie... - chciałam protestować - nie przerywaj mi... jesteś cudowną kobietą, byłem w tobie zakochany odkąd pamiętam. Jesteś piękna, inteligentna, trochę niezdarna - uśmiechnęłam się przez łzy - ale w słodki sposób. To że spotkało cię takie nieszczęście, to nie twoja wina, na prawdę gdybym mógł zamienił bym się z tobą. Ja cię kocham, pomimo naszych różnic, pomimo wypadku i pomimo wszystko. Chcę się z tobą ożenić, chcę żebyś była moją żoną i żebyśmy mieli gromadkę wspaniałych dzieci, psa, dom z ogrodem i jeep'a. - uśmiechnął się -  Jesteś piękna zawsze, bez makijażu, bez krótkich sukienek. Jesteś piękna w porwanych ogrodniczkach, zbierając jabłka, sprzątając, cała mokra w deszczu i kiedy płaczesz. I jeśli myślisz, że do tej pory byłem z tobą, bo byłaś dobra w łóżku, czyli tylko dla seksu, to nawet nie wiesz jak bardzo się mylisz.

Popatrzył mi głęboko w oczy, a ja czułam, że mówi prawdę, że chce się ze mną ożenić, i że mnie kocha. Przejrzał moją duszę na wylot i czułam się szczęśliwa. Cały strach ze mnie uleciał. Kiedy patrzył mi w oczy, czułam, że mnie nie opuści. 

Co znaczy kochać ?Stories to obsess over. Discover now