No kochani, udało się. Przepraszam was jak zwykle za moją punktualność. Ale myślę, że mi wybaczycie bo miałam, nie dość, że swoje, to jeszcze sprawy klasowe na głowie. No i jak zwykle brak weny... Niecierpię tego, wybaczcie jeszcze raz i życzę miłego czytania.
~ Partnerka 🐱🐱🐱😘
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Percy
Złość targała mną jak nigdy wcześniej. Nie wierzę, że to wszystko powiedziałem, rozmyślałem nad moim życiem, kiedy usłyszałem krzyk. Spojrzałem w kierunku Annabeth, w samą porę, żeby zobaczyć, jak spada z konia. Rzuciłem się galopem w jej stronę. Byłem przerażony. Zeskoczyłem czym prędzej z konia i podbiegłem do dziewczyny, która leżała nieprzytomna na ziemi i wziąłem ją w ramiona. Byliśmy na środku pola, znikąd pomocy. Zadzwoniłem po pogotowie i ruszyłem z nią w stronę domu. Była nieprzytomna ale oddychała. To pewnie lekkie wstrząśnienie mózgu.
Przyciskałem ją do piersi i starałem się powstrzymać łzy. To nie stało by się gdyby nie ja.
-Ann, przepraszam. - szepnąłem jej do ucha.
Ułożyłem ją na łóżku i sprawdziłem obrażenia. Nie były poważne, trochę obić no i utrata przytomności. Przyjechała karetka. Pozwolili jej zostać u mnie, ze względu na ślub, ale pewnie gdybym nie był lekarzem, to już by nie pozwolili. Kazali mi ją kontrolować, powinna się niedługo wybudzić, w razie czego dzwonić.
Nic się nie działo do końca dnia. Siedziałem cały czas przy niej. W nocy, żeby jej czegoś nie zrobić przysunąłem fotel i ułożyłem się na nim wygodnie. Wziąłem książkę i zacząłem czytać. Dziewczyna przewróciła się i mimowolnie spojrzałem na nią. Wyglądała cudnie, nawet teraz. Biło od niej naturalne piękno. Opalona skóra kontrastowała z białą pościelą. Rozczochrane włosy tylko dodawały jej uroku. Odłożyłem książkę i schowałem twarz w dłoniach przesuwając, aż po włosy.
-Co ja narobiłem. Ann, co ja zrobiłem.
Oparłem się o fotel i nawet nie pamiętam kiedy zasnąłem. Jednak nie na długo, bo co jakiś czas budzony ruchem, lub głębszym oddechem czy kaszlnięciem nieprzytomnej dziewczyny, zrywałem się do pozycji stojącej, bojąc się, żeby nic się nie stało. Rano obudziłem się przy wciąż nieprzytomnej Annabeth. Znów ukryłem twarz w dłoniach. Czemu ja płaczę? Nie potrafię tego wytłumaczyć.
Chwilę później, uchyliwszy cicho drzwi, do pokoju weszła mama. Była w szlafroku i miała roztrzepane włosy. Pewnie dopiero wstała. Podeszła do mnie, usiadła na podłokietniku fotela, przytuliła, pogładziła po włosach i pocałowała w czubek głowy.
-Percy, w ogóle nie spałeś, idź... - nie dałem jej dokończyć.
-Mamo spokojnie, mam 25 lat, potrafię o siebie zadbać. Poradzę sobie.
-Jesteś lekarzem, wiesz, że takie coś szkodzi zdrowiu, czy przez urlop zapomniałeś.. hm.?
-Mamo, proszę Cię. - wstała
-Jak uważasz - westchnęła - przyniosę ci śniadanie, musisz coś jeść. - i wyszła
Wróciła trochę później, już ubrana. Postawiła talerz i kubek na stoliku nocnym i wyszła bez słowa. To źle, przyjdzie tata. Jednak nic się nie działo, aż do południa. Annabeth dalej leżała nieprzytomna, kiedy zadzwonił mój telefon. Wyświetlił się numer Sebastiana, mojego młodszego brata. Odebrałem, wychodząc na balkon.
-Halo ?
-Cześć Percy, jak się czujesz?
-Mama cię na mnie nasłała - cisza - Mów prawdę i tak wiem kiedy kłamiesz.
-No trochę... ale posłuchaj.
-Masz minutę, muszę wracać.
-Po pierwsze to wiedz, że przylatuję na wesele Ann, po drugie, właśnie Percy, ona wychodzi za mąż...
-Sebastian przestań.
-Dobra stary, ale mama nie da za wygraną, prędzej czy później przyjdzie ojciec.
-Wiem... - powiedziałem z rezygnacją - dobra brat, muszę kończyć. Do zobaczenia jutro.
-No hej.
Wszedłem z powrotem do pokoju. Poczucie winy nie dawało mi spokoju, czułem się odpowiedzialny za ten wypadek. To przeze mnie Ann uciekła, przeze mnie. Czemu ja zawsze wszystko psuję. Ten dzień do końca minął spokojnie, kilka razy przychodziła mama, próbując mnie przekonać, żebym wyszedł i przynosząc jedzenie i picie. Nic z tego.
Znów ,, spałem,, tak jak wczoraj, czyli praktycznie nic.
Około 9 mama przyniosła śniadanie i oznajmiła, że Sebastian będzie za mniej więcej godzinę. Więc kiedy usłyszałem do dźwięk silnika zawołałem mamę, żeby została z blondynką, a sam niechętnie zszedłem przywitać się z bratem. Wyszedłem na ganek razem z ojcem, który nic do mnie nie powiedział. Zdziwiłem się kiedy w moją stronę zmierzał nie kto inny jak Luke.
Już chciałem iść z powrotem do Ann, kiedy zawołał :
- Uciekasz ? Najpierw powodujesz wypadek Annabeth, a teraz uciekasz bohaterze ?
Odwróciłem się ze złością.
-To nie przeze mnie. - broniłem się choć średnio w to sam wierzyłem.
Mężczyzna podszedł do mnie i z pięści uderzył prosto w lewą skroń. Zatoczyłem się i złapałem za już zsiniałe miejsce. Mój tata stanął w mojej obronie. Jego Luke nie tknął, za bardzo go szanuje. W tym momencie przyjechał Sebastian. Zobaczył tą małą scenę i kiedy Luke już wymienił z tatą parę zdań, zabrał go do domu na papierosa i kawę, czy coś tam, jak najdalej ode mnie. Usiadłem na ganku i czekałem, aż tata przyniesie mi lodu. Przyszedł moment później z zimnym okładem i usiadł na przeciw mnie.
- Słuchaj Percy, chciałem z tobą pogadać.
-Mama ?
-Nie, martwię się o ciebie. Posłuchaj mnie przez moment i obiecaj, że nie wyjdziesz i nie przerwiesz aż skończę.
-Okej. Mów.
-Synu, Annabeth wychodzi za mąż, widzę jak ci na niej zależy, ale ona ma narzeczonego, którego po jutrze poślubi, nie możesz im stawać na drodze. Gdyby go nie kochała, nie wychodziłaby za niego. Kiedyś łączyło was coś wyjątkowego, ale widocznie nie była ci pisana. Los chciał, żeby zobaczyła to wtedy na studniówce.
Nie możesz zatracać się w uczuciu, które nie ma przyszłości, bo gdzieś na świecie jest ktoś, kto czeka na twoje serce. Zapamiętaj sobie moje słowa. Kiedyś je wspomnisz. - szczerze to odebrało mi mowę, mój ojciec nigdy nie dawał mi porad i to jeszcze takich przydatnych.
- Dzięki tato.
- No, a teraz idź i pozbieraj trochę jabłek do sadu, twoja matka robi szarlotkę. Annabeth jest teraz w dobrych rękach. Dawaj lód. Jeszcze się przyda. - wręczył mi koszyk i kazał spadać. Cały tata.
Poszedłem do sadu i tak jak mi kazano pozbierałem najlepsze jabłka. Wracając rozmyślałem o radzie ojca, rozglądałem się na wszystkie strony. Kiedy na górnym balkonie dostrzegłem szczupłą postać o jasnych włosach, w jeansowych szortach i białej bluzce wiązanej na szyi. Chwilę potem, kiedy mnie dostrzegła, zniknęła, a ja w pośpiechu ruszyłem do domu. Myślałem, że wyjdzie pierwsza, ale nie. Wszedłem na ganek postawiłem koszyk przy drzwiach i wszedłem do kuchni, właśnie zbiegała po schodach. Uśmiechała się promiennie. Wstał Luke i zatrzymał ją biorąc w ramiona. Zarzuciła mu ręce na szyję i pocałowała, ale dla mnie liczyło się tylko to, że Annabeth się obudziła. Kiedy widziałem ją szczęśliwą, cieszyłem się, ale żałowałem, że nie dzielę z nią tego szczęścia. Podeszła do mnie i przytuliła bez słowa. Patrzyli na mnie wszyscy, włącznie z Luke'em. Słowa taty krążyły w moim umyśle ,, Nie możesz zatracać się w uczuciu, które nie ma przyszłości, bo gdzieś na świecie jest ktoś kto czeka na twoje serce. ,, Spojrzałem na Luke, który z entuzjazmem rozmawiał z moją mamą. Puściłem Ann i odsunąłem się. Chciała coś powiedzieć, ale byłem szybszy.
- To co, bierzemy się za wasz ślub. - zagadnąłem wesoło, choć moje serce w tym momencie łamało się na kawałki. I właśnie wtedy postanowiłem się poddać....
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
YOU ARE READING
Co znaczy kochać ?
FanfictionJak żyłoby się bohaterom, z serii książek Ricka Riordana w świecie śmiertelników ? Przeczytaj i przekonaj się sam, że ich życie wcale nie jest łatwiejsze, gdy są śmiertelnikami... Okładka: Wattpad Polska
