Słowa opiekunki Gryffindor'u wciąż dźwięczały Lily w uszach, gdy jej trucht zamienił się w bieg. "Pan Potter spadł z miotły podczas trenningu. Leży w Skrzydle Szpitalnym. Jest w śpiączce". Przemierzała labirynt korytarzy Hogwar'tu myśląc tylko o jednym: Muszę iść do James'a. Dopiero pod drzwiami SS dotarło do niej, że ona wcale nie musi tylko chce. Wytrwałość i miłość do rudowłosej pani prefekt przyniosły efekty; ściana dzieląca dwójkę gryfonów zaczęła pękać. Natomiast, gdy przekroczyła próg pękła maska nieczułości. Z oczu Evansówny popłynęły łzy, a z ust wyrwał się cichy szloch. Potter leżał na białym prześcieradle, podłączony do wielu maszyn mierzących jego funkcje życiowe. Kolor jego skóry dziwnie przypominał kolor pościeli, a włosy stały się ciemniejsze. Lily usiadła obok łóżka i złapała James'a za rękę. Z jej oczu nadal tryskały słone łzy, mocząc szatę.
- Jak mogłeś... - zdusiła szloch - czekałam na ciebie w pokoju wspólnym, a ty... przecież nie możesz... to się nie dzieje na prawdę...
Znowu załkała. Spędziła sporo czasu siedząc i wpatrując się w twarz gryfona. Najbardziej brakowało jej tych czekoladowych tęczówek, w których igrały iskierki radości. Ktoś położył jej rękę na ramieniu, ale nawet nie zawracała sobie głowy sprawdzaniem kto. Teraz liczył się tylko Rogacz.
- Lily, chodźmy już - delikatnie zasugerował Remus. - Siedzisz tu trzecią godzinę.
- Dzisiaj i tak się nie obudzi - dopowiedział Syriusz, który był tak blady jak James oraz tak bliski płaczu jak Evans. Potter był dla niego jak brat i bardzo boleśnie odczuł jego wypadek.
- Przyjdziemy jutro - Dorcas była bardziej stanowcza, ale wiadomym było, że przeżywa sytuację, tak samo jak reszta. - Lils to nie jest dobry pomysł, idziemy się przespać.
- To idźcie - wymamrotała rudowłosa, chociaż zdawała sobie sprawę z tego, co przyjaciółka ma na myśli.
- Wiesz, że nie o to chodzi - powiedział Syriusz i bez zbędnych ceregieli chwycił Lily w pasie i przerzucił przez bark.
- Co ty robisz?! - wrzasnęła panna Evans, kiedy znaleźli się poza SS - Czy jak wyglądam jak worek ziemniaków?!
- Z doświadczenia wiem, że to niebezpieczne pytanie.
Była tak zmęczona, że nie zauważyła, kiedy dotarli pod portret Grubej Damy. Black kontynuował wędrówkę z dziewczyną na ramieniu dopóki nie znaleźli się w pokoju wspólnym.
- Możesz mnie puścić - zaczęła Lily. - Łapo, proszę
- Zostawcie nas na chwilę - poprosił Black. Poczuł, że musi porozmawiać z Rudą. - Widać, że z tobą źle. Po raz pierwszy w życiu nazwałaś mnie " Łapą" i poprosiłaś o cokolwiek. Nie przerywaj mi, ty mnie POPROSIŁAŚ Evans. To nie jest normalne.
Miał nadzieję, że trochę ją rozchmurzy i wedle oczekiwań tak się stało. Rozumiał jak czuje się Lily oraz to, że oboje potrzebują...
- ... wsparcia - dokończyła Ruda swoją wypowiedź.- Masz rację nie możemy popadać w panikę, musimy być silni. James nie pozwoliłby nam się załamać.
Zaczęła żywo gestykulować. Syriusz w przypływie czułości objął ją w pasie i mocno przytulił. Nie było w tym żadnych podtekstów. Od jakiegoś czasu ich relacja zmieniła się z kolega-koleżanka na brat-siostra. Czuł, że musi się nią opiekować, tak długo jak Rogacz nie będzie sprawny. Poza tym odbicie dziewczyny Huncwotowi przez innego z nich po prostu nie wchodziło w grę i nie miało szans się wydarzyć.
-Tęsknię za nim - wymamrotała Lily w ramię Syriusza.
- Wiem, Lilka, ja też - odrzekł Black i zamrugał szybko odganiając zbierające się pod powiekami łzy. - Ale on niedługo wróci. Musi wrócić. Bo jak nie to go zabiję.
