9

1.7K 79 13
                                        

Dokładnie w połowie grudnia James Potter oraz Syriusz Black urządzili wyścigi po szkolnych korytarzach w drodze na Obronę Przed Czarną Magią. Wpadli spóźnieni do klasy i mamrocząc przeprosiny opadli na swoje stałe miejsca tuż za Dorcas i Lily. Rogacz postukał Rudą w ramię.

- Czego znowu chcesz? - wyprzedziła jego pytanie jadowitym spojrzeniem.

- Co przerabiamy? Ale widzę, że ktoś tu ma magiczny czas w miesiącu, więc spytam Remusa. - zrobiło jej się głupio, że tak na niego naskoczyła i jej szyja zrobiła się czerwona, ale odpowiedziała na jego pytanie.

- Dementorzy i Patronusy...

Profesor Vick, wraz z profesor McGonagall, należał do skromnego grona nauczycieli posiadających tajemniczą umiejętność utrzymania w klasie ciszy bez podnoszenia głosu. Dlatego ryzykownym było werbalne porozumiewanie się na jego lekcjach, zwłaszcza siedząc z przodu, czyli dokładnie tam gdzie Łapa i Rogacz oraz dziewczyny. Profesor miał w zwyczaju pytać "przyłapanych" z tematu, który miał być dopiero przerabiany, więc...

- Panno Evans, co to jest Patronus? - ani Ruda, ani James, ani tym bardziej nauczyciel nie byli zdziwieni czy speszeni. Podobny spektakl odbywał się średnio dwa razy w tygodniu oraz kończył się dodatnimi punktami dla Domu Lwa.

- Patronus, czyli najbardziej zaawansowane zaklęcie obronne, kierowane najczęściej przeciw Dementorom. Jest zmaterializowanym szczęśliwym wspomnieniem lub myślą, im on silniejsze, tym silniejszy Patronus. Najczęściej przybiera kształt zwierzęcia. Mówi się, że Patronusy są odzwierciedleniem ludzkich dusz.

- Potter, co to Dementor? - profesor zajęty był przesuwaniem ławek, mimo to cały czas skupiał się na wypowiedziach uczniów.

- Obrzydliwa kreatura w całości pokryta ciemną szatą. Z tego co wiem, nie posiada nóg, ani twarzy, jako takiej. Dementorzy żywią się szczęściem oraz radością, których z powodzeniem dostarczają im ludzie. Posiadają także możliwość złożenia Pocałunku, wtedy oddzielają duszę od ciała. Obecnie pełnią funkcję strażników w Azkabanie.

- Super. Macie po dyszce na dzisiaj, tylko nie gadać mi już więcej, okay? Fajnie, że się rozumiemy. - użyte słowa mocno kontrastowały z jego wyglądem. Sześćdziesięcioletni, szczupły mężczyzna niskiego wzrostu z burzą siwych włosów oraz bujną brodą, pomimo wszystkich swoich dziwactw, był ulubionym nauczycielem Huncwotów. - Skoro panna Evans oraz pan Potter byli taki uprzejmi wyjaśnić wam teorię, możemy przejść do praktyki. Panie Lupin, przesunie pan ławki pod okno? Wyśmienicie. Dobra, teraz musicie uważać, bo nie zamierzam niczego mówić dwa razy. Zaklęcie brzmi Expecto Patronum i jak się pewnie domyślacie jest to połowa sukcesu. W chwili wypowiadania formułki musicie być maksymalnie skoncentrowani na jakimś szczęśliwym wspomnieniu, myśli, czymkolwiek co wywołuje u was pozytywne emocje. To bardzo ważne!

Zatrzymał się, aby spojrzeć na twarze swoich uczniów w poszukiwaniu ewentualnych pytań. Z braku takowych, kazał im poćwiczyć do końca lekcji, chociaż i tak będą to jeszcze powtarzać. Lily Evans, będąc jedną z najbardziej ambitnych osób w tamtej sali, zaczęła gorączkowo myśleć o tym co sprawia jej przyjemność. Rodzina? Nie, chyba za mało... Przyjaciele? Spróbujmy.

- Expecto patronum! - z jej różdżki wydobyła się delikatna mgiełka. To był dobry znak, który wywołał uśmiech na jej twarzy. Zaraz dostrzegła pretekst do wyraźnego grymasu. Black właśnie wymruczał formułkę i wielki srebrno-niebieski pies biegał wokół jego nóg. Za nim stał Remus obok ogromnego wilka.

- Świetnie! Black, Lupin oraz Potter macie po dwadzieścia punktów. O to właśnie chodzi! - profesor Vick był pod niemałym wrażeniem.

- Expecto patronum... - wyszeptała myśląc o ostatnim wyjeździe do Hogsmeade z całą jej paczką. Znowu nic. Tylko troszkę srebrnego dymu! Powtórzyła czynność wielokrotnie, ale coś musiała robić nie tak, skoro za każdym razem efekt był podobny. Rozbrzmiał dźwięk dzwonka, więc wszyscy zaczęli opuszczać klasę.

Historie HuncwotówOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz