Chyba utknęliśmy tu razem

2.4K 92 13
                                        

  Wyruszyliśmy o świcie. 

Jesteśmy na ziemi już tydzień, a ja nadal codziennie nie mogę się napatrzeć na to wszystko. Szum drzew,śpiew ptaków, czy choćby nawet krople deszczu,o tych rzeczach mogłam tylko pomarzyć, gdy mieszkaliśmy na arce.  Tam wszystko było monotonne i nudne. Z biegiem czasu zauważyłam,że w moim życiu nie dzieję się nic nowego, po  za różnymi pacjentami odwiedzającymi klinikę mojej mamy. W pewnym momencie miałam wszystkiego dosyć,wtedy sięgałam po ołówek i malowałam. Najbardziej uwielbiałam malować portrety. 

Pewnego dnia byłam bardzo zmęczona po pracy z mamą,usiadłam przy barze i obserwowałam ludzi. Miałam przy sobie swój szkicownik , ponieważ zazwyczaj w wolnym czasie szukałam inspiracji. Moją uwagę przykuł pewien strażnik. Był bardzo przystojny, jednak nie to mnie w nim zaciekawiło. Jego twarz pokrywały piegi, miał ciemne, porozrzucane na wszystkie strony włosy i brązowe oczy. Coś mnie w nim urzekło. Na tyle mnie zaciekawił, że wyjęłam kartkę i nawet nie zauważyłam kiedy, zaczęłam rysować jego portret. Zastanawiałam się  czy chłopak zauważył, jak się w niego wpatruje. Nagle nasze oczy się spotkały. Kącik jego ust powędrował ku górze. Bardzo się speszyłam i szybko wyszłam z tego miejsca. Kilka razy spotkałam tego chłopaka, ale za każdym razem odwracałam wzrok.

-Clarke?

Usłyszałam czyiś głos, jak się okazało należał do Finna

-Tak? -zapytałam 

-Słuchasz mnie w ogóle? 

-Tak.

-To co teraz powiedziałem? 

-No dobra,masz mnie. Zamyśliłam się.

-O czym? 

Na te słowa lekko się zaczerwieniłam, ponieważ zdałam sobie sprawę,że myślałam o Bellamym Blake'u.

-Niczym ciekawym.

-Miej oczy otwarte, nie jesteśmy sami.

Usłyszałam czyjeś kroki podążające w naszą stronę. Bellamy zmierzał do nas wielkimi krokami, widocznie zdenerwowany. Ale mi go szkoda...-pomyślałam sarkastycznie.

-Co to za pogaduszki. Skupcie się i wyglądajcie ziemian. Przede wszystkim szukajcie bunkrów.- powiedział brunet.

-Nie będziesz mi rozkazywał Blake.-odpowiedziałam złośliwie.

-Jak na razie ja tu rządzę, co się sprowadza do rozkazywania księżniczko. -odpowiedział z uśmiechem.

-Ktoś w ogóle za tym głosował? Bo chyba sam sobie to ubzdurałeś...-powiedziałam wkurzona.

-To może ja was zostawię?...-zapytał Finn

Nie zdążyłam nic powiedzieć,bo uprzedził mnie Bellamy.

-Niezły pomysł,muszę porozmawiać o czymś ważnym z księżniczką.

Finn szybko się oddalił. Wkurzyłam się na Bellamiego...Czy on musi się we wszystko wtrącać?

Szliśmy w ciszy przez kilka minut,po czym brunet wreszcie się odezwał.

-Długo tak będziesz się obrażać? Nie lubię humorków dziewczyn,a uwierz mi mam je codziennie zapewnione przez Octavie.

-Nie jestem obrażona.

-Ta."Nie jestem obrażona,ale przy najbliższej okazji rzuciłabym cie na pożarcie zwierzętom z lasu..."

-Jakbyś nie zauważył od początku wyładowania tutaj tak się traktujemy więc...

-Nie musi tak być.
 
Po tych słowach zmieszalam się bardzo. Czyżby Bellamy Blake proponował mi rozejm? Nie zdążyłam nic mu odpowiedzieć bo zobaczyliśmy gęsta mgłę zmierzającą w naszą stronę. Wiedzieliśmy,że to nic dobrego, więc zaczęliśmy biec. Reszta grupy była z tyłu, mieliśmy nadzieję, że znajdą jakaś jaskinie czy coś. Biegnąc natrafiłam na jakąś przeszkode i upadłam. Myślałam,że już po mnie ale Bellamy zawrócił się i zdecydowanie do mnie zmierzał.

-Nie dam rady iść...Będziesz musiał mnie zostawić Bell.

-Zamknij się. Jesteś lekka,więc ostatecznie mogę cię ponieść.

-Chyba nie będziemy musieli uciekać...Zobacz!

Spojrzeliśmy na te liście na których leżałam,pod nimi była jakaś stara klapa od wejścia. Bellamy delikatnie mnie odsunął.

-To chyba jakiś bunkier.

Bellamy wniósł mnie do środka pomieszczenia,położył delikatnie na łóżku. Mgła delikatnie drasnęła mnie po udzie, a Bellamiego po ręce.

-Dziękuję...Mogłeś mnie tam zostawić. Narazileś swoje życie dla mojego.

-Zawsze do usług księżniczko.

Poczułam dziwne ciepło. Czy pierwszy raz użył tego przezwiska w celu przyjaznego? Jeszcze dziwniejsze jest to,że to mi się spodobało. Jego ton głosu był spokojny i troskliwy. Myślałam,że zwraca się tak tylko do Octavi. Poczułam się mile zaskoczona.

Bellamy odszedł w poszukiwaniu wody i opatrunków, żeby opatrzeć poparzone miejsca. Wrócił po sekundzie z potrzebnymi rzeczami.

-Muszę Cię opatrzeć.-powiedziałam spokojnie

-Najpierw zaczniemy od Ciebie, bo bez odpowiedniej pomocy nie będziesz dała rady chodzić.

-W porządku.

-Postaram się być delikatny.

-Poczekaj,musisz zedrzeć ze mnie spodnie.

-Myślałem ,że poczekamy jeszcze kilka dni księżniczko.

-Myślałem ,że poczekamy jeszcze kilka dni księżniczko

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Zdałam sobie sprawę,jak to zabrzmiało...

-Bellamyyy,mam poparzoną nogę wiec przez spodnie tego nie opatrze! Bez tych uśmieszków.

-A było tak pięknie Clarke! Zrujnowałaś chwilę.

Wiedziałam, że żartował ,ale i tak zaczerwieniłam się jak burak. Co się dzieje Clarke??

Bellamy delikatnie zdjął moje spodnie. Rana nie wyglądała tak źle. Udo było lekko draśnięte.

-Co teraz?-zapytał troskliwie

-Będę żyła. Oczyszczę ranę i założę opatrunek.

Po oczyszczeniu rany postanowiłam zająć się Bellamym.

-Wygląda na to, że chyba utknęliśmy tu razem.

Nie wiem czemu ale mimowolnie się uśmiechnęłam.

can we surrender?Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz