Clarke
Obudziłam się wtulona w bruneta.
Patrzyłam na jego bujne,kręcone włosy. Oczy, duże i brązowe. Piegi sprawiały, że jego twarz była bardziej łagodna.
Uwielbiałam patrzeć na jego twarz. Zwłaszcza rysować. Jedyna rzecz jaką udało mi się przemycić na Ziemię to mój szkicownik.
Mam nadzieję, że chłopak nie będzie do niego zaglądał, bo pomyślałby pewnie, że mam obsesję. Nie wiem dlaczego uwielbiałam go rysować. Robiłam to wiele razy, ponieważ za każdym razem jak kończyłam coś mi nie wychodziło. To za dużo piegów, za duże oczy, za małe brwi- mogłabym długo wymieniać moje błędy. Za którymś razem doszłam na perfekcji. Znałam jego twarz na pamięć.
Wiele razy zastanawiałam się jaki jest brunet. Nigdy wcześniej nie poznałam go, tylko czasami mijałam się z nim przemierzając korytarze.
-Już się obudziłaś księżniczko?-spytał zaspanym głosem.
-Nie, śpię z otwartymi oczami.-odpowiedziałam ironicznie. Brunet przewrócił oczami.
-Musisz zawsze być taka miła? -zapytał sarkastycznie.
-Tak.-odpowiedziałam,na co brunet głośnie się zaśmiał.
Lubiłam jego uśmiech.
Usłyszeliśmy szelest otwieranego namiotu.
-Octavia? Co ty tu robisz?-zapytał zdziwiony Bellamy.
-Mogłabym spytać Cię o to samo, ale wolę nie słyszeć o tym ze szczegółami.-odpowiedziała szybko i zaczęła się śmiać.- Szkoda, że nie widzieliście swoich min, jak weszłam. Ja już lepiej pójdę-dodała rozbawiona.
-Chyba nie będę miał życia, przez resztę czasu.-podsumował Blake.
-Za kilka dni jej się znudzi, zwłaszcza jak powiesz , że do niczego nie doszło.-pocieszyłam go, śmiejąc się jednocześnie.
-Dużo rzeczy może się jeszcze wydarzyć w te kilka dni-odpowiedział wstawając i zakładając bluzkę.
Zaczerwieniłam się, na szczęście Bellamy tego nie zauważył bo szybko musiał wyjść. Okazało się, że spaliśmy trochę za długo.
Szybko się ogarnęłam i wyszłam z namiotu. Usłyszałam gwizdanie za mną,to nie mógł być nikt inny-Murphy.
-Jak było? -zapytał rozbawiony.
Przypomniałam sobie poprzednia zapłakaną noc.
-Mokro.-odpowiedziałam i usłyszałam jak chłopak głośno się zaśmiał.
Zdałam sobie sprawę jak to zabrzmiało.
-A co Bellamy aż tak słabo całował?-zapytał śmiejąc się jeszcze bardziej.
Uff nie skojarzył sobie tego.
Odeszłam śmiejąc się, zobaczyłam Wells'a zbliżającego się do mnie. Czy on musi istnieć?
-Naprawde Clark? Bellamy Blake?-zapytał zdenerwowany.
-Nie twoja sprawa.-odpowiedziałam i odeszłam, za nim cokolwiek zdążył powiedzieć.
Zjadłam szybko coś na śniadanie i poszłam do namiotu z rannymi.
Sprawdziłam jak każdy się czuje, wykonałam codzienne obowiązki.
Zamierzałam do bramy, wiedziałam, że spotkam tam Blake'a.
-Co jest?-zapytał.
-Mogę z wami iść na polowanie?-zapytałam proszącym głosem.
-Clarke wiesz, że nie chce żeby coś ci się stało. Nie będziesz tam bezpieczna.
-Ech,Bellamy nie jesteś moją matką. Dam sobie radę, poza tym będziesz mógł mnie pilnować.-opowiedziałam, przewrócił oczami.- Przyjaciele powinni sobie ufać,a ja obiecuję, że będę bardzo ostrożna.-powiedziałam spokojnie.
Bellamy popatrzył na mnie zrezygnowanym wzrokiem.
-No dobrze,niech Ci będzie Clarke.
Jak coś nie pasuje, czy coś to piszcie❤Chętnie wszystko rozważę 😊 Xo Xo
CZYTASZ
can we surrender?
FanfictionZnienawidzili się od samego wylądowania na ziemii. Bellamy Blake -komplety dupek, tyle mogła powiedzieć o nim Clarke po kilku dniach. Jednak gdy zaczęli rozmawiać, zauważyli, że cała ta nienawiść jest bez powodu. Co się stanie kiedy wrogowie się zap...
