Clarke
Kilka minut temu zakończyłam jedną z najbardziej bolesnych rozmów w moim życiu. Dowiedziałam się czegoś , czego nigdy w życiu nie spodziewałbym się po swojej matce. Jak ona w ogóle mogła patrzeć mi w oczy, po tym co zrobiła.
Nie mogę uwierzyć, że Wells ukrywał to przede mną przez tak długi czas. Przez kilka miesięcy patrzyłam na niego z pogardą i nienawiścią. Żeby to tylko patrzenie mogło go zranić...Za każdym razem gdy się do mnie odzywał, obrażałam go. Krzyczałam, że jest zdrajcą, że dla mnie jest już martwy. Co ja najlepszego zrobiłam? Okazało się , że jedyna osoba, którą powinnam nienawidzić to moja matka.
Wells chciał mnie jakoś pocieszyć, ale wolałam zostać sama. Już wystarczająco się nacierpiał przeze mnie. Weszłam do namiotu. Szybko się przebrałam, po czym położyłam się na łóżku i zaczęłam płakać. Po kilku minutach usłyszałam jak ktoś stuka lekko w mój namiot. Miało to chyba symbolizować pukanie.
-Mogę wejść? -zapytał dobrze znany mi głos.
-Zależy. Jeżeli przyszedłeś rozmawiać to wybrałeś bardzo zły moment.- odpowiedziałam, pociągając nosem.
-Kto powiedział, że przyszedłem rozmawiać?- zapytał brunet unosząc brwi.
Nawet w takich momentach potrafił mnie rozbawić. Uśmiechnęłam się smutno i po chwili poczułam silne ramiona owijające moją talię. Nie pytał jak się czuję. Wiedział, o całej rozmowie. Wells powiedział, że to właśnie Bellamy namówił go do wyznania mi prawdy. Byłam wdzięczna mu za to. Brunet domyślił się , że wolę znać nawet najgorszą prawdę, niż najlepsze kłamstwo. Taka już jestem.
Nie wiem ile tak tkwiliśmy w swoich ramionach. Wiem, że była bardzo zmęczona i powoli zamykały mi się oczy. Brunet musiał to zauważyć.
-Mam zostać? -zapytał.
-Jeżeli chcesz.-odpowiedziałam uśmiechając się.
Przemoczyłam całą jego koszulkę. Zauważył, że patrzę na jego ubranie.
-To nic, później wyschnie.- powiedział uśmiechając się.
Tak bardzo cieszyłam się, że mam takiego przyjaciela. Położyłam się i przykryłam kocem. Chłopak zdjął bluzkę i ułożył się obok mnie. Przyciągnął mnie do siebie i mocno objął. Nie zdałam sobie sprawy, jak szybko zasnęłam.
Rano obudziłam się, jednak Bellamy'ego nie było obok. Pewnie wstał o wiele wcześniej ode mnie. Wywlokłam się na śniadanie, chociaż miałam ochotę zostać w swoim namiocie przez resztę dnia. Wiedziałam, że muszę choćby udawać silną. Poza tym nie mam więcej czasu na rozklejanie. Na Ziemi tydzień mijał jak miesiąc.
Po płaczu nie było śladu, pozostała złość. Chciałabym, żeby matka wiedziała, że znam prawdę. Nadal pracowaliśmy nad łącznością z Arką. Nie to, że chcę żeby ona przyjechała, po prostu wiele osób jest zagrożonych przez brak tlenu tam.
Podszedł do mnie Wells.
-Jak się czujesz? -zapytał przejęty.
-Nie jest najgorzej. Chciałabym, żeby moja matka poczuła , to co ja czułam wczoraj wieczorem.
Spojrzałam na bransoletę. Chyba nawet wiem już jak to zrobić. Odwróciłam się i zaczęłam iść w stronę namiotu Jasper'a i Monty'ego.
-Clarke! Co robisz?-zapytał z daleka przyjaciel.
-Sprawię, żeby poczuła.- odkrzyknęłam.
Szybko przedostałam się do namiotu moich przyjaciół. Jasper jeszcze drzemał, więc pomyślałam, że go obudzę. Wiem, jestem okropna, ale i tak jest już późno. Szturchnęłam chłopaka.
-Co się stało , kto umarł ??- zapytał zdezorientowany.
-Nikt, jeszcze. Szukam Monty'ego. Wiesz może gdzie jest?- zapytałam szybko.
-Clarke naprawdę po to mnie budzisz?- zapytał zaspany.
-Gdyby to nie było ważne , to bym Ciebie nie budziła.
-Jest w statku, nadal stara się naprawić jakoś łączność.
-Dzięki.- rzuciłam szybo wychodząc.
Pobiegłam w stronę statku. Zderzyłam się z jakąś sylwetką. Rzuciłam szybkie przepraszam, kontynuując szybki bieg.
-Bellamy'ego namiot jest w drugą stronę księżniczko.- krzyknął rozbawiony Murphy.
Ten to ma żarty. Nawet bym coś odkrzyknęła, ale musiałam niezwłocznie załatwić inną sprawę. Weszłam do statku i od razu zobaczyłam Monty'ego kucającego przy jakimś sprzęcie.
-Mam coś co może Ci się przydać.- powiedziałam szybko, po czym podniosłam rękę i wskazałam drugą na bransoletę.
-Jesteś pewna? -zapytał
-Tak. Nie jest mi już potrzebna, a Tobie może się bardzo przydać.
-Dziękuję Clarke. Jak coś się zmieni to będę Cię informował.
Kiwnęłam zgodnie głową. Wyszłam ze statku. Przetarłam rękę, na której widniała delikatnie odciśnięta wcześnie bransoleta. Przyznam, że poczułam się trochę lepiej. Trochę tak jakby nikt nie miał nade mną kontroli. Zdecydowanie polubiłam to uczucie. Poza tym jeśli to miało sprawić, że mojej matce przykrość , to tym bardziej miałam satysfakcję.
-Clarke? Co ty tu robisz? -zapytał. Spojrzał na moją prawą rękę.- Czemu to zdjęłaś?
-Nie mam już po co tego nosić. -odpowiedziałam, wymijając go.
Nie było to dokładnie zgodne z prawdą, ale dobra. Tak naprawdę, nie byłam za zdejmowaniem naszej jedynej "łączności z Arką", ale Monty koniecznie jej potrzebował, a ja wręcz przeciwnie.
Przez cały dzień zastanawiałam się nad tym co zrobiłam. Może nie powinnam? Za późno, już się stało.
Zamyślona zmierzałam na ognisko. Setka zorganizowała je głównie z powodu urodzin Miller'a, który uwielbia takie klimaty. Co z tego, że większość go nie znała. Dla niektórych każda okazja, żeby się upić była dobra.
Dzisiaj nastrój do picia miałam idealny, chciałam zapomnieć o tym wszystkim. Miałam dosyć tej codziennej presji. Pomagania wszystkim wokoło, a teraz jeszcze doszła moja matka
Usiadłam obok Octavi, Murphy'ego, Bell'a i Monty'ego.
-Co ty taka nie w humorze?- zapytała O.
-Wszystko wporządku. Poza tym, że wczoraj dowiedziałam się, że przez moją matkę nie żyje mój ojciec. Poza tym super.-odpowiedziałam ironicznie.
Wzięłam butelkę z ręki Bellamy'ego i pociągnęłam dużego łyka.
Octavia nie wiedziała za bardzo co ma powiedzieć. Ciągle otwierała usta i po chwili zamykała, jakby zastanawiała się co powiedzieć, żeby nie pogorszyć sprawy.
-Kurwa.-podsumowała, krótko i zwięźle.
-Dobrze podsumowane, całe moje życie w jednym słowie.- powiedziałam i kiwnęłam głową w jej strone, pijąc kolejnego łyka.
-Uważaj na słowa O. Jesteś za młoda.-powiedział Bellamy.
-Nie pouczaj mnie braciszku. Sam w moim wieku nie byłeś święty. Ile to dziewczyn pieprzyłeś jak byłeś "za młody" -to ostatnie powiedziała udawając głos Bell'a. Brunet szturchnął ją w ramie.
Na słowa Octavi dziwnie posmutniałam, sama nie wiedząc czemu.
-To nie twoja sprawa Octavia.-powiedział wkurzony.
-Ani twoja jakich słów używam.-odpowiedziała z uśmiechem na twarzy.
Jest i kolejny rozdział! Planowałam go trochę inaczej, ale wyszło jak wyszło.💋 Jak wam się podoba? 💘 Jeżeli macie jakieś uwagi to śmiało piszcie;) xo xo
CZYTASZ
can we surrender?
FanfictionZnienawidzili się od samego wylądowania na ziemii. Bellamy Blake -komplety dupek, tyle mogła powiedzieć o nim Clarke po kilku dniach. Jednak gdy zaczęli rozmawiać, zauważyli, że cała ta nienawiść jest bez powodu. Co się stanie kiedy wrogowie się zap...
