Bellamy
-Mogę ją zobaczyć?- zapytałem Murphy'ego.
-Tak, leży w namiocie z rannymi.
Poszedłem w stronę namiotu. Wszedłem tam i zamarłem. Leżała z zamkniętymi oczami. Wyglądała pięknie, jak zwykle. Nie zmieniła się ani trochę, może trochę podrosły jej włosy. Miała podkrążone oczy, pewnie nie spała przez długi czas. Obok niej siedział Wells. Na początku nie zauważył, że przyszedłem, więc dopiero po chwili się ze mną przywitał. Trzymał ją za rękę, poczułem lekkie ukłucie w środku. Czy to zazdrość?
-Opowiesz mi co się stało? - zapytałem w końcu, po kilku minutach ciszy.
-Zrywając wodorosty w rzece, strzelił w nią Ziemianin. Oczyściliśmy ranę, ale nadal się nie wybudza. To trucizna Bellamy, nie wiemy co mamy zrobić. Zazwyczaj po taki strzale następuje...śmierć.-odpowiedział zrozpaczony.
-Nie dopuszczę do tego.-powiedziałem, całując Clarke w czoło, wychodząc.
Miałem pewien pomysł, odrobinę samobójczy, ale pomysł .Jeżeli to ma pomóc blondynce, to jestem gotowy zaryzykować. Poszedłem poszukać Octavii, znalazłem ją rozmawiającą z Monroe. Szturchnąłem ją lekko.
-Octavia, możesz na chwileczkę?-zapytałem.
-Jak muszę.-odpowiedziała , oddalając się ze mną powoli.
-Umiałabyś trafić z powrotem do tej jaskini?
-Chyba tak, a co?
-Mówiłaś , że ten Ziemianin Ci pomagał i leczył?
-No tak. Bellamy jeżeli chcesz mu podziękować w taki sposób jak mi się wydaje, to wybij to sobie z głowy.
-Gdzie mieszka?
-Nie wiem, przychodził do tej jaskini codziennie. Mówił, że jak jego ludzie zobaczą, że mi pomaga to uznają to za zdradę.
-Myślisz, że przychodzi tam dalej?
-Chyba tak, bo nadal ma tam kilka rzeczy, a co?
-Muszę się do niego wybrać.
-Ale po co?-zapytała po raz kolejny, odrobinę zdenerwowana.
-Potrzebuje jego pomocy.-odpowiedziałem głośniej.-Wydaję mi się, że tylko on może pomóc Clarke.
-W takim razie zgadzam się.
-Na co?
-Powiem Ci gdzie to jest, jeżeli będę mogła iść z Tobą.
-O wiesz, że to jest daleko i to niebezpieczne. Jeżeli ktoś ma narażać swoje życie to będę tylko i wyłącznie ja, zrozumiano?
-Dobrze, kiedy wyruszasz?
-Za chwilę.
Octavia wytłumaczyła mi jak dostać się do jaskini niepostrzeżenie. Przecież właśnie w tamtej okolicy było najwięcej Ziemian. Wziąłem broń, zapasy i poszedłem w stronę bramy.
-Ani mi się waż, gdzie ty się znowu wybierasz ?-zapytał zdenerwowany John.
-Muszę ją uratować.-powiedziałem zrozpaczony.
-Jak zamierzasz to niby zrobić?-powiedział.
Opowiedziałem mu mój plan. Spojrzał na mnie lekceważąco.
-A co jak coś pójdzie nie tak?-zapytał
-Nie mogę stracić Clarke!-krzyknąłem, nie panując nad sobą.- Nie możemy jej stracić-poprawiłem się szybko, zmieniając ton głosu na spokojniejszy.
-Rozumiem Bellamy, że Tobie na niej zależy, ale pomyśl racjonalnie co chcesz teraz zrobić. Jaką masz gwarancje , że ten facet Cie nie zabije? Żadnej. Jeżeli to zrobi, to na nic się nie przydasz Clarke.
-Muszę zaryzykować...jest tego warta.
-Poczekaj chwilę.powiedział, po czym oddalił się w stronę swojego namiotu. Po kilku chwilach wrócił z Raven. Po drodze zawzięcie coś jej tłumaczył.
-Co chcesz zrobić, przepraszam bardzo? Zwariowałeś? Spanie pod gwiazdami ucisnęło ci mózg? -zapytała wkurzona.
Niepotrzebnie jej mówił.
-Poradzę sobie.-powiedziałem, nie wierząc w swoje własne słowa. Nie miałem żadnej pewności, że wrócę żywy.-Podjąłem decyzję, a wy musicie mi na to pozwolić.Czy gdyby na miejscu Clarke była Raven , nie ryzykowałbyś Murphy? Chciałbyś patrzeć jak umiera?-zapytałem w końcu.
Oboje milczeli.
-Masz broń?-zapytała Reyes.
-Masz mnie za głupiego?-zapytałem, podnosząc brew.
-Mogę nie odpowiadać?-zapytała ironicznie.
-Skończyliście już gadać, mogę wreszcie ruszyć? Póki moja dziewczyna jeszcze oddycha.-powiedziałem i po chwili złapałem się za buzię rękoma, zdając sobie sprawę co powiedziałem.-To znaczy póki jeszcze moja przyjaciółka oddycha.
Para popatrzyła na siebie. Zaczęli do siebie coś migać, nie miałem pojęcia o co im chodzi.
-Zapomniałem Ci powiedzieć.-zaczął John drapiąc się po głowie.-Clarke jest z Well'sem.-dodał szybko.
Poczułem silne ukłucie w sercu.
-To ja.. ten może już będę się zbierał-powiedziałem, starając się ukryć zawiedzenie.
Opuściłem obóz. Udałem się w kierunku wskazanym przez siostrę. Jej wytłumaczenie dużo mi nie dało, ,bo każde drzewo wyglądało dla mnie tak samo. Szedłem na wyczucie,mając nadzieję, że nigdzie się nie zgubie. W końcu ujrzałem wypatrzone miejsce. Wreszcie. Wszedłem do środka, ostrożnie. Nie było nikogo, postanowiłem poczekać. Octavia mówiła, że Ziemianin odwiedza tą jaskinię raz dziennie, z przyczyn tylko jemu znanych. Usiadłem, zastanawiając się co powiem człowiekowi, który pewnie będzie chciał mnie zabić. Może być ciężko. Z wszystkich sił starałem się, żeby nie zasnąć. Oczy cały czas mi się zamykały. Koniec końców po kilku godzinach czekania zmorzył mnie sen.
Obudziłem się związany. Nie wiedząc o co chodzi, zacząłem się rozglądać na wszystkie strony. Zobaczyłem mężczyznę, trochę starszego ode mnie. Miał z 25 lat na oko. Patrzył na mnie przenikliwym wzrokiem. Chciałem się odezwać, jednak przeszkadzało mi w tym to, że miałem związaną buzie. Próbowałem się uwolnić, Ziemianin podszedł do mnie szybkim krokiem i jedne co później zobaczyłem to ciemność i straszny ból.
Dziękuję wszystkim którzy to czytają, głosują i komentują 💜 Jesteście kochani, miłego wieczoru (ranka, po południa, zależnie od tego kiedy czytacie) Piszcie jak coś nie pasuje, pozdrawiam xo xo😎
CZYTASZ
can we surrender?
FanfictionZnienawidzili się od samego wylądowania na ziemii. Bellamy Blake -komplety dupek, tyle mogła powiedzieć o nim Clarke po kilku dniach. Jednak gdy zaczęli rozmawiać, zauważyli, że cała ta nienawiść jest bez powodu. Co się stanie kiedy wrogowie się zap...
