25

1K 69 22
                                    

Przesadziła.

Wiedziała, że przesadziła, gdy tylko spotkała się z resztą Wewnętrznego Kręgu. Kasjan zmierzył ją rozbawionym spojrzeniem, podobnie Azriel. Feyra rozdziawiła usta, a Nesta, która również się pojawiła, uniosła brwi. Morrigan prychnęła, a Rhysand... Cóż, on wyglądał na zaintrygowanego.

Amalie poprzedniego wieczoru wyszukała czarne, skórzane spodnie. I buty z wysokimi cholewkami, wypolerowane na błysk. Mogła się w nich przejrzeć jak w lustrze. Do tego biała koszula, zapięta pod samą szyję i ozdobiona koronkami. A na to narzucona czarna, wyszywana srebrem marynarka, doskonale dopasowana do jej kobiecej figury. Poprawiła mankiety i białe koronki wystające spod rękawów marynarki. Nie wyglądała jak fae. Fae się tak nie ubierali. To był strój typowy dla ludzi. I to nie z wyspy...

Tylko broni jej brakowało. Srebrne włosy opadały falami na plecy. Nie miała zamiaru walczyć, więc inna fryzura była zbędna.

Jej siostry wyglądały dostojnie i elegancko, a Morrigan uwodzicielsko. Każda miała na sobie suknię, podkreślającą wyjątkową urodę właścicielki.

-Gotowi? – zapytał tylko Rhysand. Wszyscy pokiwali głowami. Azriel zniknął pierwszy. Miał sprawdzić czy w posiadłości Thesana wszystko jest jak należy. Czy nie czeka tam na nich jakaś niespodzianka. Amalie stała niewzruszona obok grupki fae, nie czując się dobrze wokół wrogów. Jednakże musiała to wytrzymać. Nie miała wyboru. Była obca. A wśród tych wystrojonych arystokratów... Cóż, nie mogła już się wycofać.

-Czysto – powiedział Rhysand. Feyra ujęła go pod ramię. Amalie wciąż nie rozgryzła jakie relacje panują między tą dwójką. Nie byli parą. Możliwe, że przyjaciółmi... Czy czymkolwiek innym. Nesta chwyciła dłoń Kasjana, a ten ostatni rękę Morrign, która popatrywała na jej siostrę z nienawiścią w oczach. Zniknęli. – Amalie? – Rhysand zwrócił się do niej. – Chyba, że chcesz sama przeskoczyć – zakpił. Wiedział, że Amalie nie ma pojęcia gdzie jest miejsce spotkania. Kobieta niechętnie złapała go za rękę. Porwała ich ciemność. Moc huczała wokół niej i Amalie zrozumiała jak potężny jest Rhysand... I była tym odkryciem przerażona. Kto mógłby go pokonać? Kiedyś sądziła, że to tylko takie gadanie, że książę Dworu Nocy jest najpotężniejszym mężczyzną w Prythianie. Teraz wiedziała, że...

-Pięknie tu – szepnęła Feyra. Amalie rozejrzała się z ciekawością dookoła. Istotnie, pałac Thesana był cudownym miejscem pełnym światła. Mimowolnie wciągnęła czyste powietrze głęboko w płuca, próbując się uspokoić. Morrigan prychnęła. Amalie ją zignorowała. Wyprostowała się i przybrała na twarz najbardziej obojętny wyraz na jaki było ją stać. Ruszyli. Gospodarz powitał ich w przestronnej komnacie, na środku której znajdowało się jeziorko, a w nim lilie wodne wszelkiego rodzaju i rybki. Amalie przyjrzała się książętom już przybyłym. Helionowi, księciu Dworu Dnia wraz z towarzyszami oraz Kalliasowi. Na tym ostatnim zawiesiła na dłużej spojrzenie. Już rozumiała, czemu Rhysand podejrzewał, że to z jego Dworu pochodzi. Białe jak śnieg włosy oraz zimne, błękitne oczy i jasna, alabastrowa skóra... Pasowałaby do Dworu Zimy, ze swoimi stalowymi oczami i szarymi włosami... Szkoda tylko, że była niegdyś człowiekiem.

-Witajcie – powiedział Thesan. Jego ukochany, stojący nieco za nim, przypatrywał się im czujnie. Amalie była świadoma tego, że oni robili dokładnie to samo. Nikt nikomu tutaj nie ufał. – A może – zastanawiał się głośno – skoro to wy zwołaliście to spotkanie, to do was powinno należeć witanie gości? – Amalie nawet nie drgnęła, choć ta informacja ją zaskoczyła... A może nie powinna? Ktoś musiał rozpocząć negocjacje, więc czemu nie Dwór Nocy?

Zdrajczyni ✔Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz