Czas jakby zwolnił i ciągnął się nieubłaganie. Z każdą sekundą coraz bardziej się spinałam, każde tyknięcie zegara sprawiało, że ściskało mnie w żołądku. Spojrzałam na moje dłonie. Były mokre od potu. Przetarłam je o bluzkę, i wróciłam do wcześniejszej czynności. Mianowicie nerwowego stukania o stolik. Moja ,,współlokatorka" z ławki zerknęła na mnie pytającym spojrzeniem.
- Co ci Luna? - zapytała Nadia.
- Co? A, nie nic. Spoko - odpowiedziałam i starałam się uspokoić. Jednak moje myśli ciągle krążyły wokół tego, co ma się zdarzyć dziś wieczorem. Przypomniałam sobie mój sen, oparty na tym co stało się dwa lub trzy dni temu. Szczerze, straciłam rachubę czasu. W każdym razie było to niedawno.
Czas jakby całkowicie się zatrzymał, nie zwracałam uwagi na to co dzieje się wokół mnie gdy znowu ujrzałam przed oczami ogiera. Ogromnego, którego majestat przyćmiewały liczne rany i bród. Jego bystre oczy, przepełnione smutkiem. Na wspomnienie ich przeszły mnie ciarki. Jak w ogóle można być tak nieczułym i nie widzieć cierpienia niewinnej istoty?
Zabrzmiał dzwonek. Spakowałam książki, wzięłam głęboki wdech i wyszłam z klasy.
- Pamiętajcie o piątkowym teście! - Krzykną za nami ksiądz. Świetnie. Dopiero październik i już test z religii. Westchnęłam i szłam dalej. Wymijałam ludzi a raczej się przepychałam. Zwykle wykazywałam się zwinnością swych ruchów jednak dziś wszystko było dla mnie utrudnieniem.
Kiedy doszłam do szatni na hali zorientowałam się, że jestem pierwsza. Widać mi jedynej się tak śpieszyło. Otworzyłam drzwi i...bach. Potknęłam się o własne nogi.
- Ha, ha, ha!
Ten śmiech. Niech mnie ktoś trzyma bo przysięgam na wszystko co żyje, że zabiję tą wredną mędę!
Podniosłam się i zobaczyłam największy błąd natury. Pustą blondynę zwaną Vanessa. Spojrzałam na nią z pogardą i skierowałam się do swojej szafki. Jednak nie byłam pierwsza.
- Coś ci nie idzie co Luna? Ha, ha! - dalej się śmiała.
- Stól pysk blondyno - zwykle jestem kulturalna ale to coś po prostu...Ugh! Nie daje mi takiej możliwości.
- O jojoj. Luncia się złości? Uważaj bo ci żyłka pęknie.
Cisza.
- Co, nie wygarniesz mi jak zwykle?
Dalej cisza. Nie mam zamiaru zwracać uwagi na tego pustaka.
- Chyba nie jesteś taka twarda co? A może tylko udajesz, żeby ludzie się nad tobą nie użalali? Hmm?
Położyła mi rękę na ramieniu. W środku aż się we mnie gotowało.
- Albo żeby cię chwalili. Och jaka to jesteś wspaniała! - powiedziała z ironią w głosie.
- Tak naprawdę jesteś tylko kolejnym żałosnym człowieczkiem co to chce na siebie zwrócić uwagę.
Znowu się zaśmiała. Nie no dosyć tego! Nie dam siebie tak obrażać! Jeśli ktoś tu jest żałosny to ona!
Złapałam ją za nadgarstek i wykręciłam jej rękę na drugą stronę oraz przygwoździłam do ziemi kładąc swoją nogę z czarnym glanem na jej karku.
- AŁA!!! - krzyczała z bólu a ja bez żadnych emocji i głucha na wszystko coraz bardziej ciągnęłam jej rękę. A ona dalej wyła.
- Ucisz się, bo zaraz ogłuchnę - rzekłam zimnym głosem. Tak naprawdę mój nastrój zmienia się od razu kiedy tylko widzę kiedy ona cierpi. Nie żebym była za przemocą ale ona jest wyjątkiem.
YOU ARE READING
Bravo
NouvellesOpowieść o tym jak zwykła dziewczyna o imieniu Luna poznaje wspaniałego ogiera imieniem Bravo. Dziewczyna przy pomocy przyjaciół odkryje w sobie dar...Dar rozumienia końskiej mowy. Będzie starać się przekonać do siebie dzikiego konia, ale czy jej si...
