4. I will wait for you

456 43 4
                                    

-Ale jak to Pana Tomlinsona nie ma w gabinecie?! - Harry po raz kolejny dopytywał o miejsce pobytu Louisa w celu znalezienia go zanim zajdzie słońce. 

-Panie Styles, jest wigilia dlaczego nie pojedzie Pan do rodziny i spędzi ją z nimi zamiast uganiać się za doktorem Tomlinsonem. Jak mówiłam miał on pewną sprawę do załatwienia, jedną z prywatnych. - Odrzekła Pani Yellow, która zdecydowanie była gorszą wersją Pani Wild. Rzecz w tym, że ona miała dziś dzień wolny, a na jej miejscu zasiadała ta stara, nadęta brzoskwinia. 

-Jadę do rodziny, dziś wieczorem, ale teraz naprawdę muszę zobaczyć doktora powiedzmy, że doświadczyłem olśnienia. -Burknąłem.

-Ach tak? Może to już pierwsza gwiazdka? - Kobieta nie dawała za wygraną i najwidoczniej podśmiewywała się ze swych własnych dowcipów, które w tym momencie wcale nie śmieszyły bruneta. Wczoraj wieczorem Harry przypomniał sobie jak doszło do wypadku i potrzebował chwili rozmowy i wsparcia ze strony Louis'a, on potrafił poprawić mu humor w każdej sytuacji. Kiedy już miał wychodzić dostrzegł w kalendarzu wiszącym na ścianie zaznaczony dzisiejszy dzień z podpisem ,,kolacja u Bridget". Harry'ego okropnie zasmuciła ta informacja. Zastanawiał się dlaczego Tomlinson w wigilię widzi się z jakąś Bridget zamiast z własną rodziną.

Wyszedł powoli z poradni tym razem z marnym wyrazem twarzy. Wsiadając do samochodu poślizgnął się na lodzie powstałym ze śniegu dziś rano. Przeklął cicho pod nosem, ale widząc przechodzącego obok starszego Pana z wnuczką od razu przeprosił za swoje impulsywne zachowanie.

Postanowił przed wyjazdem do Holmes zajść jeszcze do pobliskiej kociej kawiarni, w której chętnie przesiadywał po terapiach. Będąc w środku podszedł do lady zamawiając gorącą czekoladę z bitą śmietaną, a słysząc z głośników pierwszą melodię ,,Rockin' around the christmas tree" od Brendy Lee uśmiechnął się pod nosem, ponieważ uwielbiał tę piosenkę, a słysząc ją w ten przepełniony świąteczną miłością dzień zaczynał powoli odczuwać klimat Bożego Narodzenia. Podziękował za swoje zamówienie i jak najszybciej podszedł do stolika biorąc pod pachę rudo-białego kota i siadając w miejscu, z którego mógł obserwować cały rynek znajdujący się przed lokalem. Ludzie spieszyli się robić zakupy na ostatnią chwilę, byli też tacy, którzy nie mieli w sobie żadnych emocji, najprawdopodobniej ci bez rodziny, lub nawet przyjaciół do towarzystwa dzisiejszego dnia. Nic dziwnego, że było im z tym źle. Nikt nie chciałby być sam dwudziestego czwartego grudnia.


***


I tak właśnie Harry Styles został całkowicie sam w wigilijny wieczór.

Jak do tego doszło?

Anne została wezwana na bankiet związany z promocją nowej powieści kryminalnej promowanej przez wydawnictwo, w którym pracuje i musiała odwołać wszystko co zaplanowała na dzisiejszy wieczór. Gemmie opóźnił się lot z Californii, więc pojawi się prawdopodobnie dopiero jutro po południu, a całe kuzynostwo oraz babcia i dziadek z Irladnii stwierdzili, że wybiorą się o poranku, ponieważ, nie wyrobili się z wszystkimi prezentami i deserami. Najprawdopodobniej ostatnie było kłamstwem, ale nie chciał bardziej wnikać w całą sytuację. 

Siedział więc sam z lampką wina i malutką choinką z wbudowanymi światełkami kupioną w supermarkecie tydzień temu. Nie miał na nic ochoty, ale postanowił podgrzać sobie ciasto marchewkowe i obejrzeć Kevina samego w Nowym Yorku. Nic tak nie poprawia humoru samotnej osobie w Święta, jak oglądanie wesołego filmu komediowego o tematyce świątecznej. Po kilkunastu minutach seansu usłyszał ciche wibracje telefonu, mógł również zauważyć, że było sporo po północy, jednak nie odczuwał on zmęczenia. Dzwonił Louis.

-Halo?

-Harry? Penelope mówiła, że pytałeś o mnie. Chciałem spytać czy to coś ważnego?

-Umm. Louis, ja.. Przypomniałem sobie okoliczności mojego... wypadku. Chciałem o tym z Tobą porozmawiać, bo wiem, że dobrze mi doradzisz, w końcu nie jesteś psychologiem bez powodu. - Zaśmiał się i wypił kolejny łyk wina.

-Jesteś teraz w Holmes?

-Niee, jestem u siebie, pije wino, jem ciasto marchewkowe, oglądam Kevin'a, dobrze się bawię. - Szepnął zauważając żałosny klimat swojej sytuacji.

-Oh, myślałem, że wyjeżdżasz, to nie te święta miały być tymi największymi w twoim życiu? Z dziadkami, kuzynostwem i całą resztą? - Louis mówił z całkowitym zrozumieniem.

-Taak, jednak plany nieco się zmieniły, wszyscy są dziś zajęci. Tak wyszło.

-Rozumiem, w takim razie pakuję manatki i lecę na saniach prosto na Quanord 23.

-Nie, nie, nie. Na pewno masz ważne plany, poza tym jest późno i jest Wigilia.

-Właśnie, jest Wigilia i nikt nie powinien być sam, a skoro obu nam doskwiera samotność dwudziestego czwartego grudnia to znaczy, że musimy spędzić tę noc razem, hm?

-To dość perwersyjne.- Zaczerwienił się lekko na słowa szatyna.

-Nie, kiedy mam na myśli jedzenie ciasta marchewkowego i oglądanie komedii. To całkiem typowa rzecz. Masz może makaron do spaghetti?

-Um, myślę, że tak.

-Wspaniale, widzimy się za piętnaście minut Harry.

-Będę czekał.



You remind me of better memories / larry stylinsonOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz