5. JOHANN

832 71 3
                                        

Zbliżyłem do drzwi ogromnej posiadłości i ostrożnie zapukałem.
Od tygodnia pracowałem z Danielem nad naszym projektem. Do tej pory spotykaliśmy się w kawiarni lub w bibliotece, ale chłopak nalegał, abyśmy dziś spotkali się u niego. Początkowo nie chciałem się zgodzić, ale w końcu mu uległem. Powiedział, że jego rodzice są w delegacji, więc będziemy mogli w spokoju pracować i właśnie tym mnie przekonał. Trochę mi ułożyło, bo czułbym się w ich obecności nieswojo. Już przy Danielu moje serce wariowało, nie dałbym rady poznać jego rodziców.
- Hej, mam nadzieję, że dotarłeś bez problemów - powiedział blondyn, przepuszczając mnie w drzwiach - w samą porę, bo wygląda na to, że zaraz zacznie padać - wziął ode mnie kurtkę.
Udaliśmy się do salonu.
- Napijesz się czegoś, kawy, herbaty, a może kakao? - zapytał.
- Herbaty - poprosiłem nieśmiało.
- Może być czarna? - skinąłem głową w odpowiedzi - rozgość się, a ja zaraz wrócę - powiedział i poszedł do kuchni.
Rozejrzałem się dookoła. Dom wyglądał jak pałac z bajki. Salon był duży, ale przytulny.
Na przeciwko kanapy znajdował się kominek. Pomyślałem, że chciałbym kiedyś usiąść przy nim razem z Danielem. Otuleni ciepłym kocem moglibyśmy rozmawiać całą noc, pijąc ciepłą herbatę i przytulając się.
Poczułem jak się rumienię. Podszedłem do szafki, na której stało kilka zdjęć.
Na jednym z nich widoczny był mały chłopiec w rozczochranej bląd czuprynie. Siedział rozpromieniony przy stole, a całą twarz miał w czekoladzie. Zaśmiałem się, rozczulił mnie ten widok.
- Podobno byłem uroczym dzieckiem - przeszedł mnie dreszcz, gdy tuż za sobą usłyszałem głos chłopaka. Odwróciłem się do niego - proszę, twoja herbata - wręczył mi kubek.
- Dziękuję - posłałem Danielowi uśmiech.
Usiedliśmy przy stole i zaczęliśmy pracę nad projektem. Szło nam naprawdę dobrze, skoncentrowaliśmy się i wszystko było już prawie gotowe.
Po kilku godzinach spojrzałem na zegar.
- Dochodzi dwudziesta pierwsza. Trochę się zasiedziałem, chyba powinienem się już zbierać - zamknąłem książkę.
- Okej, myślę, że jeszcze jedno spotkanie i powinniśmy skończyć - chłopak zaczął robić porządek na stole.
Nagle usłyszeliśmy grzmot. Wzdrygnąłem się.
- Cholera, jak ja teraz dojdę do domu - mruknąłem zdenerwowany.
- No na pewno nie puszczę cię w taką pogodę - zaprotestował Daniel.
- Muszę jakoś wrócić - zauważyłem.
- Nie zawiozę cię, bo przy takiej pogodzie jeszcze się gdzieś rozbijemy, ale możesz zostać tutaj na noc -
- To chyba nie jest dobry pomysł - zawahałem się - rodzice będą się martwić, poza tym nie mam tu swoich rzeczy, a nie chcę robić kłopotu - próbowałem zniechęcić chłopaka. Z jednej strony chciałem zostać, ale z drugiej nie wyobrażałem sobie nocy w jednym pokoju z Danielem. Nie zasnąłbym przy nim.
- To nie jest żadnen kłopot. Pożyczę ci jakieś swoje rzeczy, rano odwiozę cię do domu, a do rodziców zaraz zadwonisz i powiesz im, że zostajesz - powiedział pewnie blondyn.
Pomimo wielu wątpliwości uległem mu, niezbyt podobała mi się wizja powrotu do domu w taką pogodę, tym bardziej, że od zawsze bardzo bałem się burz.
Najpierw zadzwoniłem poinformować rodziców, że zostanę na noc u kolegi.
Następnie udaliśmy się do sypialni chłopaka, tam przygotował mi ubrania do spania i zaprowadził mnie do łazienki.
- Tutaj masz wszystko, co może ci się przydać - wskazał na szafkę w toalecie - jak się ogarniesz, to przyjdź do kuchni, przygotuję coś na kolację - blondyn uśmiechnął się i wyszedł.
W łazience spędziłem ponad pół godziny.
Już dawno byłem gotowy, ale nie potrafiłem zebrać się na odwagę i iść do Daniela.
W końcu jednak musiałem to zrobić.
- Weź się w garść - powiedziałem sam do siebie.
Otworzyłem drzwi i poczułem cudowne zapachy dochodzące z kuchni. Powoli skierowałem się tam. Zatrzymałem się w wejściu.
Daniel wyciągał właśnie talerze z szafki, śpiewał pod nosem i podrygiwał biodrami w rytm piosenki lecącej w radiu. Zaśmiałem się na ten widok.
- Dobry ze mnie piosenkarz, prawda? - zawtórował mi.
- Zdecydowanie - byłem pod wrażeniem jego głosu, naprawdę miał talent.
- Zrobiłem jajecznicę, nic oryginalnego, ale mam nadzieję, że będzie ci smakować -
-Dziękuję - wziąłem talerz i usiadłem przy stole. Chłopak dosiadł się do mnie. Jedliśmy w ciszy. Daniel cały czas mi się przyglądał, co strasznie mnie peszyło, ale starałem się nie dać tego po sobie poznać.
Po zjedzonej kolacji zaproponował, żebyśmy obejrzeli film. Długo kłóciliśmy się o to, który wybrać. W końcu zdecydowaliśmy się na horror, na który nalegał Daniel. Zgodziłem się, chociaż wewnętrznie umierałem ze strachu. Chłopak chyba zauważył to, bo w pewnym momencie objął mnie ramieniem i przykrył kocem, który leżał obok.
- Johann jeżeli nie chcesz, to nie musimy oglądać tego filmu - powiedział cicho.
- N-nie, jest okej - wyjąkałem.
- Dobra - chłopak sięgnął po pilot i wyłączył telewizor - widzę, że się boisz. Chodźmy do mojego pokoju - wstał i wyciągnął do mnie rękę. Przyjąłem jego słowa z ulgą.
Udaliśmy się do sypialni.
Tam zaczął się spór o to, gdzie będę spał. Daniel chciał koniecznie odstąpić mi swoje łóżko, a sam przenieść się na kanapę, na co nie mogłem się zgodzić.
- Śpisz na łóżku i koniec kropka. Jestem gospodarzem i musisz mnie słuchać -
wziąłem pościel, którą chłopak przygotował i przeniosłem się na kanapę, ignorując jego słowa.
- Ale ty jesteś uparty - zaśmiał się - jeżeli naprawdę chcesz, to śpij tam, ale potem nie narzekaj, że było nie wygodnie, albo że o ciebie nie dbałem -
- Nie będę - uśmiechnąłem się teatralnie do blondyna.
Dłuższy czas rozmawialiśmy o różnych błahostkach. Koło północy postanowiliśmy iść spać. Dopiero wtedy zauważyłem, że burza znacząco się wzmogła. Pokój co chwilę rozjaśniały błyskawice, a grzmoty były coraz głośniejsze. Przykryłem głowę kołdrą i zasłoniłem uszy, ale na niewiele się to zdało. Czułem, że zaraz oszaleję albo dostanę zawału. Pewnie tak by się stało, ale wtedy odezwał się Daniel.
- Johann boisz się burz? - zapytał.
- Tak - postanowiłem odpowiedzieć zgodnie z prawdą.
- Chodź do mnie - zdziwiłem się - będzie ci raźniej - chciałem odmówić, ale gdy kolejny grzmot huknął w pobliżu domu, szybko położyłem się obok Daniela - teraz jesteś bezpieczny - objął mnie w pasie i przykrył po sam nos. Zdziwiło mnie zachowanie chłopaka, ale byłem zbyt przerażony burzą, by o tym myśleć.
Leżąc w ramionach Daniela poczułem dziwny spokój. Kompletnie zapomniałem o strachu i chwilę później odpłynąłem do krainy morfeusza.

No one said it would be easy | TanfangOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz