Draco popijał herbatę, patrząc jak Cal biega po ogrodzie. Jego syn był absurdalnie szczęśliwy dowiadując się po obudzeniu, że Draco jest w zamku, i Draco poczuł się winny. Czy zaniedbywał Cala? Draco westchnął, zmuszając swoją zmęczoną twarz do radosnego uśmiechu, gdy jego synek pomachał mu ze swojego miejsca na trawniku.
– Dzień dobry – powiedział Neville z wymuszoną wesołością sprawiającą, że Draco się skrzywił, i wsunął się na krzesło obok Draco z własnym kubkiem herbaty.
Draco obrócił się, obserwując czarodzieja ze zwężonymi oczami. Nie mógł się zmusić do złoszczenia się na Neville'a lub Pansy, chociaż myślał, że powinni byli się wtrącić. Bardziej racjonalna część niego rozumiała, że Pansy była związana przysięgą, by nie wyjawić sekretu, i nie było trudno zrozumieć, że Gryfon obok niego nie był skory do zdradzenia jego zaufania – czy zaufania Pottera.
– Dzień dobry – powiedział przeciągle, z podniesioną brwią, po czym znowu skupił się na Calu, który latał na dziecięcej miotle nad ziemią.
Neville zamilkł, próbując odczytać nastrój Draco. Nie wiedział, czy powinien przeprosić za ukrywanie przed nim sekretu, czy zapytać jak blondyn radził sobie z wiadomościami. Neutralny wyraz twarzy Draco nie pomagał.
– Och, na Merlina – Draco westchnął, przewracając oczami gdy zapadła niezręczna cisza. – Nie jestem na ciebie zły, chociaż część mnie chce być. I nie musisz mnie rozpieszczać czy mi schlebiać. Nic mi nie jest.
Neville obserwował go w ciszy. Była to sztuczka, której nauczył się po latach spędzonych ze Ślizgonami. Był pewien, że Draco zacznie mówić, żeby wypełnić lukę w konwersacji.
Próbował tego podejścia z Daphne, z różnym skutkiem. Zdawało się to działać najlepiej, gdy druga osoba miała coś do ukrycia, a Neville był pewien, że Draco coś ukrywał.
– Nic wielkiego się nie stało – kontynuował Draco, wciąż wpatrzony w synka, próbującego stanąć na miotle wiszącej jakiś metr nad ziemią.
Draco rzucił już na ziemię kilka zaklęć Poduszkujących, ale interweniowałby, gdyby Cal chciał tego spróbować wyżej. – No i co? Gryffin to Potter. I tak dowiedziałbym się za tydzień. Wczorajszy wieczór był nieprzyjemny, ale przynajmniej zaoszczędził mi niezręcznej randki.
Neville upił kolejny łyk herbaty i rozsiadł się na krześle. Wiedział o planowanej randce więcej niż Draco, ale powstrzymał się przed mówieniem o tym. Gryffin i Sly zgodzili się na film, i jeżeli wszystko poszłoby dobrze, Draco planował zabrać Gryffina na kolację do ekskluzywnej restauracji w mugolskim Londynie, która była w rzeczywistości własnością czarodziejów. Draco nie wiedział jednak, że Harry planował coś podobnego, zamierzając zabrać go tej samej restauracji. Z początku Neville uważał za zabawne to, że obaj zrobili rezerwacje w tej samej restauracji, w której tak trudno było to zrobić, ale teraz to tylko sprawiało mu ból. Był to kolejny przykład jak cholernie kompatybilni byli, ale to nigdy nie wyjdzie na jaw jeżeli Harry i Draco nie przestaną udawać niezainteresowanych.
– Oczywiście, teraz wszystko ma sens – kontynuował Draco, wydając się nieświadomy, że wciąż mówi, wyrzucając z siebie słowa w pośpiechu. – James Evans pisze o głupich, bohaterskich Aurorach, a Potter jest głupim, bohaterskim idiotą, zawsze wpakowującym się w kłopoty, ryzykując życie dla ludzi, których ledwo zna.
Neville nie powiedział ani słowa, patrząc jak emocje przelatują przez jego normalnie chłodne oczy. Jeżeli Ślizgon miałby jakiekolwiek pojęcie o tym, co mówi – albo gdyby wiedział, że Neville widzi prawdę za tymi słowami w jego zmartwionych, szarych oczach – byłby zażenowany.
CZYTASZ
Musi Kochać Quidditch
RomansaOpowieść nie należy do mnie ja tylko rozpowszechniam Autorka:dracosoftie Tłumacz:Daiquiri Okłatka: _MZSH_
