– Będziesz urządzał przyjęcie, synku? – zapytała czarownica i puściła Draco oczko, pakując jego zakupy.
Uśmiechnął się do niej zwycięsko, podając torbę pełną galeonów i biorąc pudło z lady. Wciąż się na niego gapiła, ale był zbyt szczęśliwy, by się tym przejmować. Spędził wiele dni męcząc się nad idealnym prezentem i czuł taką ulgę, natrafiwszy na coś, co mógł dać Harry'emu z dumą.
– To nie na przyjęcie – rzucił przez ramię, uśmiechając się jeszcze szerzej, gdy uniosła brwi. – To wszystko dla jednej osoby. Bardzo wyjątkowej osoby.
* * *
Trzymając w dłoni fiolkę pełną szarego, kłębiącego się dymu, Harry zdał sobie sprawę, że podejmuje wielki krok. Tłumił te wspomnienia tak długo, że czuł się prawie jakby należały do kogoś innego. Jego mięśnie były napięte i drżały; starł pięścią zabłąkaną łzę z policzka. Było ważne, by Draco dowiedział się o wszystkim. Ta część życia Harry'ego przeminęła, ale nigdy nie zniknie naprawdę.
Mrok jego nienawiści do Voldemorta. Pragnienie, by oddać swoje życie, by zostać w wygodnym i cichym życiu po śmierci, zamiast wracać do chaotycznej wojny, która wciąż szalała. Wyczerpanie, fizyczne i psychiczne, zrodzone przez lata walki, które czyniło to tak pociągającym. Rozżalenie, które wciąż czasami czuł, za to, że został zmuszony do wyboru pomiędzy ratowaniem świata a przebywaniem z tymi, których kochał i stracił.
Ułożył fiolkę w małym pudełeczku, ochraniając ją zaklęciami, które uczyniły ją niełamliwą. Nałożył na wierzch jeszcze jedno zaklęcie, które odpowie jedynie na magiczną sygnaturę Draco, zapewniając, że nikt inny nie będzie w stanie obejrzeć wspomnień. Był pewien, że mógł mu je powierzyć, ale nie chciał ryzykować, że dostaną się w inne ręce.
Harry zatrzymał się, zanim przywiązał małą paczuszkę do sowiej nogi, przełykając ukłucie bólu na myśl o utracie Hedwigi. Wydarzyło się to więcej niż dekadę temu, ale po wyciągnięciu tych wszystkich wspomnień na prezent dla Draco, uczucie było tak świeże, jakby to zdarzyło się wczoraj. Zostawił paczuszkę leżącą na biurku i odgonił sowę. Nie był jeszcze gotowy, by wysłać ten prezent.
* * *
– Nie wiem, gdzie on jest – powiedział Draco ostro.
Ron nie mógł oszczędzić Draco przesłuchania, choć posunął się do złożenia formalnej skargi na swojego przełożonego, gdy ten nalegał, by wezwać Ślizgona. W rezultacie zabroniono mu wstępu na przesłuchanie, co mogło być dobrą rzeczą. Draco nie był pewien, że chciał, by najlepszy przyjaciel Harry'ego miał do niego dostęp, podczas gdy on był pod wpływem Veritaserum.
– Czy byłeś w to zamieszany, Malfoy? – Auror uśmiechnął się szyderczo, z pogardą. – Taki niewinny facet jak Atalier nie mógł na to wpaść sam. Jaki był w tym twój udział?
Draco westchnął; głowa bolała go od przedawkowania eliksiru – sześć kropli, choć trzy zadziałałyby idealnie – i przedłużającego się przesłuchania.
– Dowiedziałem się o tym, gdy Atalierowie przyszli do mnie w sprawie niezgodności na ich kontach – odpowiedział Draco przez zaciśnięte zęby. – Ich konta w Gringottcie były pod obserwacją, tak właśnie się o tym dowiedziałem. Poinformowałem Madame i Mounsieur Atalierów o przywłaszczeniu pieniędzy przez Cato, gdy tylko to potwierdziłem.
– Ile ty sobie uszczknąłeś, Malfoy?
Draco prawie zawarczał, sfrustrowany.
– Nic. Nie miałem z tym nic wspólnego.
Starszy auror pokręcił głową z obrzydzeniem i walną pięścią o stół.
CZYTASZ
Musi Kochać Quidditch
RomanceOpowieść nie należy do mnie ja tylko rozpowszechniam Autorka:dracosoftie Tłumacz:Daiquiri Okłatka: _MZSH_
