23.

6.8K 507 456
                                        


Oczy Blaise'a rozszerzyły się po słowach Rona; chwycił obu mężczyzn, brutalnie wciągając ich do pustej szpitalnej sali.

– Powinieneś chyba powiedzieć Malfoyowi.

– Nie! – wykrzyknęli Harry i Blaise jednocześnie, nieświadomie wędrując wzrokiem przez korytarz do drzwi Draco.

– Nie – powtórzył Blaise, odwracając się do Rona. – Nie, dopóki nie upewnimy się, że Cal jest bezpieczny. Aurorzy strzegący pokoju bez wątpienia wkrótce mu powiedzą. Musimy iść.

Ron pokiwał głową, wciąż zdezorientowany, ale gotów postępować tak, jak tego chcieli Harry i Blaise. W końcu znali Malfoya lepiej niż on, więc jeżeli się ze sobą zgadzali, musieli mieć rację.

– Idę z wami – powiedział, kiwając głową jednemu z Aurorów, dając mu znać, że wszystko jest w porządku. – Mam pozwolenie, by zrobić cokolwiek będzie konieczne, by odszukać Cartwella, a mam przeczucie, że będzie chciał odnaleźć syna Malfoya.

Blaise zawahał się, ale skinął głową kurczowo, jego oczy przybrały trochę dziki wyraz na tę myśl.

– Zamek Malfoyów jest w Amboise, we Francji. Jeżeli nie zostaliście rozpoznani przez zaklęcia ochronne, jedynym sposobem na dostanie się tam jest podróż ze mną, Neville'em lub Draco. Zabiorę was tam, jeśli chcecie.

Harry i Ron zgodzili się, podchodząc bliżej do Blaise'a.

– Trzymajcie się – powiedział, zacieśniając uścisk, zanim się zdeportował.

                               * * *

– Harry? Ron? – wybełkotał Neville, wpychając Cala za siebie, gdy trzech mężczyzn pojawiło się nagle w zamkowym wejściu.

Dwadzieścia minut wcześniej dostał spanikowanego Patronusa od Blaise'a, instruującego, by chronił Cala i zebrał wszystko, co mogłoby być im potrzebne na kilka dni poza domem. Nie potrzebował dalszych wyjaśnień – na taką okoliczność przygotowywali się, odkąd Cal był niemowlęciem.

– Nie ma czasu – powiedział Blaise, chwytając jedną z ciężkich toreb z ramienia Neville'a i kucnął, przyciągając Cala do swojej piersi w mocnym uścisku. – Wiem, że to straszne, Cal, ale wkrótce wszystko będzie dobrze.

Zaczął grzebać pod jego kołnierzykiem w poszukiwaniu medalionu, który chłopiec nosił odkąd Blaise pamiętał, patrząc w oczy Neville'owi ponad niesfornymi, czarnymi włosami Cala. Neville kiwnął głową, kładąc dłoń na ramieniu chłopca. Było to więc coś poważnego. Nigdy nie widział schronienia, do którego zabierze ich Świstoklik, ale wiedział, że musiało być ochronione o wiele lepiej niż zamek. Chyba sam Merlin nie byłby w stanie go znaleźć, po całej pracy, jaką Draco i Blaise włożyli w jego ukrycie.

– Harry, Weasley – zaczął Blaise, ściągając z szyi podobny medalion i rzucając go Harry'emu. – Użyjcie go dopiero wtedy, gdy powrót będzie bezpieczny.

Harry pokiwał głową, jasno rozumiejąc ukryte znaczenie w niewinnych słowach Blaise'a.

Przyjdźcie do nas tylko wtedy, gdy Cartwell nie będzie już zagrożeniem. Serce Harry'ego zamarło na tę myśl. Patrzył na małego chłopca, wciąż w ochronnym uścisku Blaise'a. Był wyraźnie przestraszony, ale stał wyprostowany i dumny, unosząc chude ramiona. Szerokie, szare oczy patrzyły w oczy Harry'ego, arystokratyczne rysy twarzy miały wyraz ponurej determinacji, jakiego żadne dziecko nie powinno nosić. Lekkie drżenie dolnej wargi było jedyną rzeczą zdradzającą jego strach i Harry zobaczył tak dużo z Draco w jego wyrazie twarzy i postawie, że patrzenie na niego było prawie bolesne.

Musi Kochać QuidditchOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz