Zaktualizowaliśmy nasze Wytyczne Treści.
Zapoznaj się z najnowszymi wytycznymi, aby nadal bezpiecznie udostępniać historie.

akryl na skórze

593 83 331
                                        

Teoretycznie wszystko było w porządku. James się uśmiechał, w skupieniu uczył Edwina jeździć na nartach i całował ze swoim zwykłym, stanowczym spokojem, gdy miał pewność, że rodzice niczego nie zauważą.

Teoretycznie, bo Edwin po trzech miesiącach dzielenia pokoju, potrafił zauważyć, kiedy James dusił w sobie emocje.

Teraz naprawdę powinni porozmawiać.

Poprzednio... Poprzednio Edwin miał wspaniały nastrój i nie chciał go niszczyć. Dlatego pozwolił Jamesowi powiedzieć, co ma powiedzieć i przeszedł do tego, co chciał robić. Skąd mógł wiedzieć, że Jamesa to zaboli? Przywykł do patrzenia na siebie jako ofiarę i pomysł, że to on mógłby kogoś zranić, brzmiał absurdalnie. Jasne, zdarzało mu się coś palnąć albo zapomnieć, że niektórzy są bardziej wrażliwi od niego. W pierwszym przypadku uciekał przed Yo, w drugim przepraszał Glorię. Bez jakiegokolwiek zaangażowania emocjonalnego. Skąd miał wiedzieć, że Jamesa zaboli akurat ten brak zaangażowania? Przecież przez cały czas zachowywał się jak bryła lodu i topniał tylko, gdy byli sami... Och. Stąd. Od partnera wymaga się zaangażowania, a Edwin praktycznie go zlekceważył. Tak jak Ollie lekceważył go przez większość związku. O Boże, czy to znaczy, że stał się jak Ollie? Nie. Ollie w ogóle nie liczył się z jego zdaniem, a Edwin liczył się ze zdaniem Jamesa. Zamierzał zastosować się do wszystkiego, o co prosił. Ollie się nie stosował. A może Ollie też zamierzał i nigdy mu nie wychodziło? Nie, nie. Nie mógł być jak on. To kompletnie inny rodzaj lekceważenia. Ale co jeśli wszyscy ludzie, których spotykamy, naprawdę zostawiają w nas cząstkę siebie? Jeśli każde negatywne doświadczenie, zostawało w Edwinie już na zawsze i już zawsze miało wyciekać w momencie, w którym się tego nie spodziewał? Nie chciał porywczości Yo ani egoizmu Olliego, ani brutalności Charliego, ani krzyków swojego ojca.

Błękit pokrywał zaschniętą czerwień na piersi Jamesa. Tam, gdzie dopiero przed chwilą skończył wylewać frustrację po całym dniu upadania, farba łączyła się w fioletowe smugi. To nie będzie jego najlepszy obraz. Dobrze, że nie zmarnował na niego płótna.

– Przepraszam – wyszeptał, gdy James otworzył oczy – że powiedziałem, że chcę, żebyś był dupkiem. Nie chcę. Po prostu czasami zapominam, że nie jesteś i to jest takie dziwne, że coś mówię, a po tobie to nie spływa. Nie jestem najlepszy w kontaktach z ludźmi. Przeczytałem tyle książek, żeby umieć odczytać emocje i odpowiednio zareagować...

– Nie chcę, żebyś reagował odpowiednio, Edwin. Masz być sobą.

Prawie wywrócił oczami.

– Ale mogę to robić lepiej. Rozwijać się. Wczoraj powinienem zapytać, czy możemy porozmawiać rano. I to nie byłoby wbrew sobie. To opcja, którą odrzuciłem.

– Dlaczego?

Zamarł z pędzlem w dłoni. Od początku rozmowy tylko nim gestykulował, zamiast malować.

– Dlaczego co?

– Dlaczego ją odrzuciłeś? Może to, które opcje odrzucasz, opisuje cię lepiej, niż to, jakie przychodzą ci do głowy.

– Czy to ważne? Ludzie i tak się zmieniają. Jeśli mam wybór, chcę się zmieniać pod ciebie.

Ale czy jesteś człowiekiem? – zlekceważył myśl.

Mimo że Edwin skrzywił się mentalnie na ostatnie zdanie, bo brzmiało zbyt cukierkowo, na usta Jamesa wypłynął łagodny uśmiech.

– Spędzamy wystarczająco dużo czasu razem, żeby na siebie wpływać. To przychodzi samo. – Przerwał, by wybrać następne słowa. – Jeśli będziesz się do tego zmuszał, to będzie udawanie. Chcę, żebyś przyłapywał się, że robisz coś tak, jak ja bym to zrobił, i uśmiechał.

Czarny JogurtOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz