Ze wszystkich dostępnych płynów on kupował akurat Downy.
Przeznaczenie – pomyślała Gloria, dyskretnie zaglądając mu do koszyka.
Minęli się wcześniej kilka razy, gdy przemierzała dobrze znaną trasę między półkami w drogerii, rzucając mu ukradkowe spojrzenia. Zrezygnowała z żelu pod prysznic dla Jamesa, żeby wyszli w tym samym momencie i oto stała za nim w kolejce do kasy.
Nazywał się Wymond Blance i mogłaby wyrecytować jego życiorys jak agenci na filmach. James uważał to za niepokojące, ale kogo obchodzi zdanie młodego Devira.
Postawiła swój Downy obok Downy Wymonda i zaśmiała się krótko, żeby zwrócić jego uwagę.
– Myślałam, że tylko ja sama robię pranie. – Żałosne.
Gdy się uśmiechnął, zaczęła mu zazdrościć skóry, na której nie widać rumieńców.
– Jednak jest nas dwoje.
Odezwał się. Odezwał się, a ona kochała emocje, jakie tym wywołał. Trzepotanie serca, ciepło w żołądku, uwaga zawężona do jednego człowieka.
To minie – powiedział głos Jamesa w jej głowie. Zlekceważyła go tak, jak lekceważyła prawdziwego Jamesa, gdy próbował jej wmówić, że zakochuje się we własnych hormonach, a nie rzeczywistej osobie.
Patrzyła na niego, trochę dłużej niż wypada (dużo dłużej), ale on ani na moment nie odwrócił wzroku.
Oddychaj.
Rozpaczliwie szukała mądrych słów, jednak wszystkie uciekły. I chociaż nienawidziła braku kontroli, kochała szalejące emocje.
Wymond otworzył usta, ale w tym momencie kasjerka chrząknęła znacząco.
Żałowała, że nie jest Jamesem i nie może zabić jej wzrokiem.
W zamian zacisnęła dłonie w pięści, bo każdy niekontrolowany ruch palców mógł ją wiele kosztować.
Półkę perfum z tyłu na przykład.
Wymond gwałtownie obrócił głowę w stronę kasjerki. Strzyknęło. Sycząc, złapał się za kark.
– O mój Boże! Nic ci nie jest? – Gloria położyła dłoń na ramieniu Wymonda.
Dotknęła go!
Wdech, wydech, zatroskany uśmiech.
Jedna, dwie, trzy sekundy patrzył na jej dłoń, zanim ich spojrzenia się spotkały.
Odpuściła sobie tonięcie w bezkresnej głębi czerni jego hebanowych oczu, przy których gwiazdy traciły blask, a wszystkie zorze świata chowały się, zawstydzone ich pięknem. Nie była jedną z bohaterek harlekinów, które kupowała, żeby czytać Jamesowi co zabawniejsze fragmenty.
Tak, tylko dlatego pochłaniała je w kilka wieczorów. Glorii Rived nie interesowały jakieś mierne romanse, a już na pewno nie chichotała przy nich jak głupia trzynastolatka.
Mogłaby też przestać się tak wściekle rumienić. Nie dość, że przypominała te wszystkie desperatki to jeszcze porywacza z Kolekcjonera. Irytująca, ale imponująco skrupulatna postać.
– Wszystko w porządku? – powtórzyła, widząc, że Wymond postanowił tonąć w jej oczach.
Ewentualnie z bólu nie mógł ruszać szczęką.
Zamrugał energicznie.
– Tak.
Nie wiedziała, co odpowiedzieć, jej dłoń wciąż leżała na jego ramieniu, stali tak blisko, mogła poczuć zapach jego gumy do żucia (arbuz)...
CZYTASZ
Czarny Jogurt
FantasyWiększość uczniów nie jest ludźmi i większość o tym nie wie. James wciąż musi kłamać, bo jeśli to wyjdzie na jaw, bójki zmienią się w magiczne pojedynki i nikt już nie będzie bezpieczny. Pomijając te drobne szczegóły, życie mija mu na sprzeczkach, r...
