!UWAGA!
Problemy rodzinne, wspomnienie próby samobójczej
---------------------------------------------------
Daichi
- Przypomnij, dlaczego z tobą idę? - spojrzałem na Sugę.
- Ponieważ nie mam zamiaru sam przez to przechodzić. Może nawet się uda że nas wyrzuci. - chłopak wyglądał na faktycznie podekscytowanego tą opcją. - Poza tym jesteś dobrym chłopakiem i zrobisz to dlatego, że cię o to proszę. - mruknąłem tylko twierdząco, nawet jakbym chciał się wykłucać nic by to nie dało. - W końcu. - mruknął Koshi gdy zza zakrętu wyłonił się nasz autobus.
Wsiedliśmy do niego, było całkiem pusto więc mogliśmy usiąść w naszym ulubionym miejscu. Torba z prezentem dla babci Sugi wylądowała na trzecim siedzeniu jakby samo dotykanie jej przeszkadzało chłopakowi. Wiedziałem o jego sytuacji rodzinnej, tylko połowę z niej mógł tak naprawę ją tak nazywać. Jego ojciec nie był dobrym człowiekiem i kiedy jeszcze mieszkał w domu z jego mamą atmosfera była niezdrowa. Z tego co opowiadał nigdy nie doszło do przemocy fizycznej ale wybuchowa natura mężczyzny przyprawiła jego żonę o nerwicę, i pewnie gdyby to dłużej trwało to samo by spotkało Koshiego. Jego babcia zaciekle broniła swojego syna, i nadal to robi, równocześnie próbując przekonać Sugę że to jego matka jest tą złą. Na samą myśl o tym chwyciłem dłoń mojego chłopaka.
- O czym myślisz? - dopiero teraz spostrzegłem, że mi się przypatrywał.
- O niczym, nie przejmuj się. - pogładziłem kciukiem jego dłoń, nie było powodów abym bardziej go denerwował. Chłopak zmrużył oczy ale nie dopytywał.
- Chyba chwilę tu posiedzimy. - mruknął zwracając moją uwagę na powolne tępo przemiessczania się pojazdu. - Będzie ci przeszkadzać jeśli się zdrzemnę? Nie za dobrze spałem tej nocy. - Koshi położył głowę na moim ramieniu.
- Dobrych snów. - uśmiechnąłem się i lekko odchyliłem głowę.
Chciałem wiedzieć co dzieje się w jego myślach, często bałem się że przegapiam jakieś momenty, że nie jestem w stanie dać swojemu ukochanemu bezpiecznej przestrzeni. Przęłknąłem ciężko próbując sobie przypomnieć o naszej umowie, po tym jak ostatnio ukrywał coś co go gnębiło i niemal przez to się utopił przyrzekł mi że będzie mi mówił o wszystkim. Nie byłem na tyle naiwny by wierzyć że faktycznie tak robi ale widziałem, że się stara. Przestał też brać na siebie wszystkie problemy innych, a raczej pozwalał mi ściągnąć z niego choć odrobinę tego. Tak, byłem z niego dumny. Wraz z tą myślą pocałowałem go w czubek głowy, choć przez maskę gest ten nie był już tak przyjemny. Koshi mruknął coś ale na szczęście chyba go nie obudziłem. Spojrzałem przez okno, bylismy już w miarę blisko choć dotarcie tu zajęło nam sporo czasu. Suga poruszył się sztywno ale nie podniósł głowy.
- Zaraz będziemy skarbie. - szepnąłem. Chłopak nie odpowiedział ale poczułem jak jego mięśnie się napinają. - Wszystko dobrze? - dotknąłem delikatnie jego policzka.
- Tak. Po prostu o czymś myślałem. - Koshi podniósł się i rozciągnął na ile pozwalała ograniczona przestrzeń. Widziałem że jest przygaszony, o czymkolwiek myślał nie było to nic dobrego. - Spokojnie, to nic takiego. - zobaczyłem jak policzki mojego chłopaka unoszą się w uśmiechu.
***
- Przyniosę więcej herbaty. - babka Koshiego wstała i wyszła zostawiając nas na chwilę samych.
- Jak się trzymasz? - widziałem wyraz jego twarzy po każdej szpili wbijanej przez kobietę.
- Jakoś. - westchnął opierając się o moje ramię. W jego głosie było coś więcej niż irytacja czy zwykły smutek który mogły wywołać zaczepki jego babki. Otoczyłem go ramieniem.
- Możemy stąd iść jeśli chcesz.
- Wtedy będzie tylko gorzej. - chłopak wtulił twarz w moją pierś. - A tak na jakiś czas będę miał spokój. - chciałem coś jeszcze dodać ale w drzwiach pokazała się babcia Koshiego.
- Nie przystoi tak. - prychnęła spoglądając na nas. Mocniej przyciagnąłem do siebie Sugę, może poprosił mnie abym nic nie odpowiadał na takie zachowania ale zrobił to samo abym go wspierał. Rozmowa dalej była równie niezręczna i pełna sztucznych słodkości co przed opuszczeniem przez kobietę pokoju ale wyraz twarzy mojego ukochanego się nie zmieniał.
- Zaraz wrócę. - chłopak nagle wstał i niemal wybiegł z pomieszczenia. Spojrzałem za nim nie do końca pewien co powinienem zrobić.
- Widzisz chłopcze co zrobiłeś? - niedowierzając spojrzałem na kobietę. - Przez ciebie taki się stał, nie mam nic do was ale, trzymajcie te swoje ciepłe łapska zdala od mojego kochanego wnuka. - Nie zdążyłem nawet nic powiedzieć nim kontynuowała. - Chcę mieć prawnuki a ty mu ich nie dasz więc skończ z tą zdziwioną miną. Troszczę się o swojego jedynego wnuka jak to babcia powinna. - po kilku sekundach do pokoju wrócił Koshi, jego twarz była wyraźnie czerwona, ochlapana wodą tak samo jak grzywka i koszula. Szybko wstałem, miałem rację, że coś się dzieje. Zignorowałem wszelkie ustalenia co do tego spotkania, zabrałem szybko nasze rzeczy i wyprowadziłem Sugę z mieszkania jego babki nie zwracając uwagi na jej krzyki.
- Mów co się dzieje. - starałem się brzmieć opanowanie ale jego stan znów był fatalny.
- To nic takiego, Sawamura. - Koshi oparł się o ścianę na klatce schodowej. - Po prostu, byłem głupi i naiwny. - nie przerywałem mu, spokojnie stałem u jego boku trzymając go za rękę. - Pomyślałem, że może tu będzie choć w zasadzie nie wiem czemu bym tego chciał. Nienawidzę go. Ale. - chłopak pokręcił głową. - Z jakiegoś powodu myślałem że tu będzie. - przytuliłem go mocno. - Dai, on nawet nie dzwonił, zapomniał o tym, że ma dziecko, a ja najwidoczniej nadal głupio liczę że coś się zmieni. Próbowałem nawiązać z nim lepszy kontakt, skończyło się na kilku zdaniach. - oddech Sugi był szybki i płytki, powinienem dać mu dokończyć ale nie byłem w stanie.
- To nie głupota. - odsunąłem się od niego abym mógł spojrzeć mu w oczy. - Brakuje ci figury ojca, to zrozumiałe. - pogładziłem Koshiego po policzku. - Wiesz że to on jest draniem, to najważniejsze. - mój dobór słów pewnie zostałby skrytykowany przez każdego psychologa jednak to wszystko było prawdą. - Masz prawo czuć się wściekły na niego, tak samo jak smucić się, że go nie ma czy liczyć na zmianę. Skarbie, to wszystko jest normalne. - jasnym się stało dlaczego Suga starał się być jak ojciec dla wszystkich, nie chciał aby inni tracili to co on. Poczułem ścisk w gardle na myśl o tym.
- Nie chcę mieć nadziei, wiem że nic się nie zmieni a nawet jeśli to o wiele lat za późno. - głos Sugi rwał się a łzy zbierały w jego oczach. Znów go przytuliłem a on pozwolił sobie na płacz.
***
- Nie pamiętam kiedy ostatnio płakałem przez tego dupka. - przyznał Koshi gdy na chwilę udało nam się wyrwać z tego świątecznego młyna. Dwie wigilie jednego dnia były dla nas wyzwaniem, zwlaszcza że na obu musieliśmy zjeść chociasz po trosze każdego dania, wymienić słowo z każdym oraz oczywiście opowiedzieć jak to się stało że jesteśmy razem. Powietrze było wypełnione śmiechem i historiami, tymi świeższymi i mniej, co to byłyby za święta bez opowiastki o tym jak to wujek za młodu kradł choinki od sąsiada.
------------------------------------
Może ale tylko może trochę zbytnio poszłam w prywatę : p
Chciałam o tym napisać i stwierdziłam że taka historia pasuje do Sugi wlaśnie przez jego bycie Sugamamą
Więc
Zdrowych wesołych świąt, spełnienia marzeń i aby przyszły rok był lepszy!
A i w połowie sobie przypomniałam że to hej Japonia i tam święta są inne alee postanowiłam już iść tym tropem : p
Mam nadzieję że się wam podobało (bo mi jak samo pisanie tak to efekt narazie nie :"D) i buziaczki!
A i mam zamiar dać doś z AtsumuxOmi (nie pamiętam imienia naszego bakteriofoba) oraz... coś miałam ale teraz nie pamiętam... a! Kolejna prywata tym razem słodko gorzka z jeszcze nwm jakim shipem...
CZYTASZ
One shoty z Haikyuu!!! : D
Fiksi PenggemarTak jak nazwa wskazuje i nie, nigdy tu nie będzie x reader : ) W książce są rozdziały z sekcją "!UWAGA!" - są to ostrzerzenia przed tematami wrażliwymi znajdującymi się w danym one shocie Zapraszam i miłej zabawy :"D Ps. Tak styl się w nich zmieni...
