-3-

756 21 2
                                        

Minęło kilka konkursów, niektóre z nich wygrałam. Jestem z siebie dumna, nie potrafię w to uwierzyć. Wygrywam konkursy przeciwko Austryjaczką albo Norweżkami. Dalej nie potrafię uwierzyć. Teraz czas na Turniej Czterech Skoczni. Pierwszy taki konkurs w historii kobiecych skoków. To jest coś magicznego, choć muszę walczyć z wszystkimi oczekiwaniami. Polacy mają za duże oczekiwania w moją stronę, mój pierwszy sezon w którym cokolwiek osiągam a oni chcą żebym jeszcze wygrała Turniej. Za dużo, choć nie powiem. Napędza mnie to do pracy, ale to nie to napędza mnie najbardziej do pracy. Ponownie zobaczę Norwega, Halvora. W tym samym czasie mają Turniej, nie mogę się doczekać. Dzisiaj pierwszy konkurs, najpierw jak zwykle kobiety. Nie mogę się doczekać. Skacze w parze z Yuką Kobayashi. Jest dość ciężki przeciwnik, ale miejmy nadzieje że się uda. Skacze przed ostatnia, więc siedzę już długo. Jestem w jednemu pomieszczeniu z Maren Lundby, zaczęła ze mną rozmawiać. Jest moim idolem, więc było to dla mnie wielkim szokiem.
- Jak się czujesz? - Zapytała i lekko się rozciągała, ja też. Choć i tak bardziej się stresowałam niż rozciągałam, ale muszę oczyścić głowę.
- W porządku, choć lekko się stresuje - Powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Nie masz czym, naprawdę dobrze skaczesz - Powiedziała i podniosło mnie to lekko na duchu.
- Po prostu czuje że są duże oczekiwania, ale jak będę na belce to wszystko zniknie - Powiedziałam i zapięłam kombinezon, założyłam kamizelkę i wzięłam narty.
- Powodzenia - Powiedziała i puściła mi oczko. Była naprawdę wspaniała osobą, gdy weszłam na górę zauważyłam że ona jest prawie że za mną. Nie przejmowałam się tym, czas oddać dobry skok. Stałam obok belki i czekałam, Yuka już się odepchnęła. Skoczyła tylko 96 metrów. Było słabo, ale nie przejmowałam się tym. Moja kolej, usiadłam na belce. Poprawiłam okulary, i dostałam sygnał. Czas skakać. Odepchnęłam się i po nie długim torze odbiłam się. Poczułam że to nie było najlepsze odbicie, zachwiało mną w powietrzu lecz nie dałam się. Walczyłam o każdy metr, skoczyłam daleko od zielonej lini. Nie ma się czym chwalić, 96 metrów to nie daleko. Lecz ja skoczyłam daleko, ledwo wyhamowałam. Ściągłam narty i wstałam. Spojrzałam na ekran. 140 metrów! Co?! Co się dzieje? Ten sezon to jakiś cud, nie potrafię w to uwierzyć. Rozgromiłam moją rywalkę, pierwsze miejsce. Teraz tylko czekać aż Maren skoczy. Przebrałam się i czekałam z niecierpliwością, skoczyła 135 metrów, ledwo co ledwo zajęła drugie miejsce. Stres zrobił się jeszcze większy, przy każdym skoku siedziałam jak na szpilkach. Maren skoczyła 139, zajmuje obecnie pierwsze miejsce. Zostałam tylko Ja. Nagle jakby wszystko zniknęło, uspokoiłam się. Gdy dostałam znak że mam skoczyć, odepchnęłam się i poczułam się jak ptak, wylądowałam na 138.5 metra. Gdy się zatrzymałam nawet nie ścigałam nart, przykucłam i spojrzałam na telewizor. Czekałam na noty. 19. 18.5. 19. 19.5. 19. Wygrałam! Kamila i Kinga na mnie skoczyły, wylądowałam na śniegu. Cieszyłam się, po chwili ściągłam narty i przeszłam przez bramkę.
- Gratuluje, mówiłam żebyś się nie stresowała - Powiedziała Maren Lundby i objęła mnie lekko.
- Ja też gratuluje, drugie miejsce - Powiedziałam z uśmiechem i zostawiłam narty obok. Szybko się przebrałam, pobiegłam na rozdanie nagród. Prawie się spóźniłam. Potem wzięłam telefon i zadzwoniłam do mamy, dużo dla mnie znaczyło że zawsze była przy telefonie po moich konkursach. Teraz czas na mężczyzn.
- Przepraszam - Powiedziałam bo jak to ja, weszłam w osobę. Znowu w Halvora. Zarumieniłam się.
- Znowu ty? - Zaśmiał się.
- Przepraszam, nie chciałam - Zaśmiałam się i pojawiłam się niebezpiecznie blisko Halvora.
- Mi to kompletnie nie przeszkadza - Powiedział i podniósł moją głowę.
- Halvor! - Krzyknął ktoś za nim a ja odsunęłam się na bezpieczną odległość. Daniel-Andre Tande. To on krzyknął.

Lot | Halvor GranerudOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz