15

2K 96 3
                                        

Nie poznaję tej kobiety, jest tak przepełniona nienawiścią i to ona właśnie ją napędza w tym momencie. Nie podoba mi się to że Michalina musi to przeżywać, jednak jak na złość ta stara małpa zamiast się ruszyć do wejścia szarpie się w kierunku Michaliny krzycząc jak szalona.

- To twoja wina że moja córeczka jest w areszcie, ty pomiocie szatana byłaś jego kochanicą dlatego nie dbał o potrzeby mojej córeczki!!! Zabije cię i tak samo ciebie zniszczyliście moje dziecko. Ona jest idealna i cudowna a wy, wy...- nie kończy ponieważ do sali wbiega lekarz i ochrona. Pochodzą do mnie ale gdy szalona Pierzyńska się odzywa już wiedzą że to nie ja jestem tu problemem.

- Zabije was!!! Po cholerę ratowaliście tego śmiecia- wskazuje na Michalinę- powinna zdechnąć skoro Anna miała taką potrzebę!!! Zabiję....

Ochrona wyciąga ją na siłę ze sali a ja oszołomiony podchodzę do Michaliny i kumam tuż przy niej. Twarz ma zaczerwienioną od łez.  Ścieram je delikatnie swoją dłonią i dopiero teraz uświadamiam sobie że nadal mam w ręce kwiaty i książkę dla niej.

- Hej, już dobrze. Przepraszam że znów cię niepokoiła widocznie nie posłuchała Sławka.

- Zabierz mnie stąd proszę, nie chcę tu już być. Boję się zostawać tu sama.

Serce mi pęka na dźwięk łamiącego się jej głosu, przytulam ją mocno do siebie a ona płacze w moich ramionach. Jak Boga kocham dziś płacze po raz ostatni przez rodzinę Anny. Zrobię wszystko aby jej tego oszczędzić. Lekarz stojący za moimi plecami zabiera głos.

- Podam pani coś na uspokojenie, zaśnie pani po tym na kilka godzin.

- Nie! - podrywa się natychmiast z moich ramion- mam dość spania i leków, nic mnie nie boli, nie czuję nic po za strachem. Dwa dni z rzędu mnie nachodziła. Dwa dni. Przyjaciół wypraszacie zanim się nimi nacieszę a takich jak ta kobieta nawet nie zauważacie. Miałam wyjść jutro jednak wyjdę dziś na własne żądanie.

- Miałaś jutro wyjść?- pytam Michalinę cholera mieszkanie nie jest jeszcze gotowe, ale nie mogę jej tu zostawić.

- Tak, chciałam wam powiedzieć jak przyjedziecie do mnie. Tak się cieszyłam a ta kobieta tu wpadła i zaczęła tak krzyczeć na mnie. - Nagle jej prawa dłoń dotyka mojej twarzy w miejscu gdzie uderzyła mnie ta szalona baba. - mógłby ktoś mu to obejrzeć, krew nie przestaje lecieć.

Krew? Jaka krew? Dotykam dłonią twarzy i zauważam na malcach sporą ilość krwi. Lekarz natychmiast reaguje, wychodzi ze sali mówiąc że za moment wróci.

- Zabierzesz mnie do mojego starego mieszkania?

- Nie ma mowy.

- Nie chcę tu zostawać.

- Nie zostaniesz ale tam też nie wrócisz, dopóki nie skończą waszego nowego mieszkania zatrzymasz się u tego fajnego sąsiada przed czterdziestką.

Lekki uśmiech pojawia się na jej twarzy. Nie chcę żeby się smuciła.

- Nie będę Ci przeszkadzać?

- Oczywiście że nie.

Lekarz wraca i każe mi usiąść na krześle, robię co każe i siadam. Opatruje mi ranę na twarzy, zakłada trzy szwy. Nie wiem jakim cudem zostawiła po uderzeniu aż taki ślad. W czasie gdy lekarz się mną zajmuje próbuje przekonać Michalinę żeby została do jutra w szpitalu, jednak ona nie daje się namówić i zgadzam się z nią. Bałbym się zostawić ją tu na noc samą, Pierzyńska groziła jej śmiercią i to przy świadkach. Koniec końców lekarz odpuszczam i mówi że po obchodzie wieczornym będzie mogła wyjść. Dobrze że nie musimy tego robić od razu ponieważ muszę załatwić kilka rzeczy. Zauważam że Michalina zasnęła siedząc na wózku. Właśnie wózek muszę zadzwonić do sklepu i zapytać czy możemy dziś odebrać zamówiony dla Michaliny. Zanim jednak zadzwonię przykrywam kocem drobne ciało śpiącej kobiety.

Nie moja pokuta.  ZAKOŃCZONA Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz