18

1.9K 93 0
                                        

Michalina

- Dzień dobry, cóż tak pięknie pachnie?

Właśnie podszedł do nas człowiek przez którego nie zmrużyłam w nocy oka. Ideał chodzący po ziemi. Inteligentny, kulturalny,  czarujący, dowcipny a to tego nieziemsko przystojny. Od kiedy po raz pierwszy go zobaczyłam czekam codziennie z niecierpliwością aż znów się pojawi obok mnie. Dziwnie silne przyciąganie jakie czuję zaskakuje mnie od samego początku naszej znajomości. Powinnam czuć do niego jakąś niechęć w końcu to jego była żona pozbawiła mnie władzy w nogach i przykuła mnie do wózka inwalidzkiego na resztę mojego życia jednak on ma w sobie coś takiego że nie jestem w stanie nawet przez moment źle o nim pomyśleć. Co to jest? Nie mam bladego pojęcia i mnie to z lekka przeraża ale w życiu wiele rzeczy nas przeraża ale zarazem sprawia że nasze życie nabiera kształtów i barw. Stoi teraz w opinającym jego umięśnioną klatkę piersiową podkoszulku i luźnych spodniach od piżamy wiszących mu nisko na biodrach z bosymi stopami wygląda jak model z okładki czasopisma dla kobiet. Sto procent testosteronu. Prawdziwy facet o pięknych zielonych oczach i czarnych jak noc włosach przystrzyżonych modnie i schludnie. Obecnie są zmierzwione przez sen a ja zastanawiam się jakby to było móc przeczekać palcami po całej ich długości. Stoi i się patrzy, rozmawia z Patrycją a do mnie dociera że gapię się na niego jak napalona nastolatka. Muszę się ogarnąć.

- Dzień dobry.- odpowiadam i się uśmiecham do niego delikatnie na co jego uśmiech się poszerza.

Siadamy razem do śniadania, zaskakuje mnie to że mimo iż jestem na wózku bez problemu dosięgam do stołu i mogę wygodnie zjeść. Jemy rozmawiając o planach na dziś, Patrycja za godzinę musi być w pracy Michał za to jedzie tam na późniejszą godzinę. Zostanę sama, ale nie boję się. Większość życia byłam sama z Patrycją zawsze się mijałyśmy w drodze z pracy do pracy i na uczelnię. Z narzeczonym też nie spędzałam wiele czasu przez wzgląd na obowiązki zarówno moje jak i jego. Nie miałam z tym problemu, odpowiadało mi to i byłam naprawdę szczęśliwa i zakochana aż do dnia felernego pożaru w którym zginął na trzy miesiące przed ślubem. Teraz jedyny minus pozostania samej jest taki że jeszcze nie do końca radzę sobie ze wszystkim sama, jeszcze się nie przystosowałam do tego ale jestem na dobrej drodze.

Po śniadaniu ładuje naczynia do zmywarki i jadę do sypialni Michała aby się przebrać. Podciągam się na rękach aby usiąść na fotelu stojącym w jego pokoju gdzie będzie mi wygodniej się przebrać. Zdejmuję górę od piżamy i zakładam biustonosz a na niego zwykły T-shirt w kolorze kości słoniowej. Z majtkami i spodniami jest trudniej ale w końcu mi się udaje. Podciągam prawą stopę na lewe kolano i zakładam skarpetki. Nie potrzebuję butów wiec sobie je odpuszczam. Gdy staram się usiąść ponownie we wózku ten niestety odjeżdża przez co ja upadam na podłogę z głuchym łoskotem. Hałas jest większy niż wymaga tego sytuacja. Do pokoju wpada Michał i staje jak wmurowany patrząc na moje ciało rozwalone na podłodze a ja zaczynam się śmiać. Tak śmieje się bo nic innego mi już chyba nie zostało.

- Nic ci nie jest?

- Nie, zapomniałam zaciągnąć hamulec i mój rydwan mi odjechał.

- Oj Misia Misia. Chodź posadzę cię w twoim rydwanie.

Teraz oboje się śmiejemy ale po chwili Michał poważnieje i odzywa się już bez grama śmiechu.

- Naprawdę wszystko ok? To musiało boleć.

- Bolało ale nic mi nie jest.

- Co powiesz na to żeby jechać ze mną do firmy, zobaczysz w jakich warunkach pracuje Patrycja i ja. Co Ty na to?

Nie wiem czy nie chce mnie zostawiać samej ponieważ upadłam czy naprawdę chce żebym zobaczyła jego dziecko jakim jest dla niego jego firma ale myśl że mogę mu towarzyszyć bardzo mi się podoba. Tylko że muszę się znowu przebrać, dobrze że chociaż spodnie które założyłam nadają się do biura.

- Ok ale daj mi pięć minut muszę się przebrać i uczesać.

- I tak ślicznie wyglądasz. - stwierdził jakby oczywisty fakt i po chwili zawstydził się swojej wylewności wyszedł z pokoju. Szukam odpowiedniej bluzki i zauważam że są tu wszystkie moje wyjściowe ubrania ale ani jednej pary dresów nie mam. Ciekawe czy to celowy czyn przyjaciółki czy tak bardzo się spieszyła przy pakowaniu. Zakładam czarną bluzkę z przodem zabudowanym koronką na długi rękaw który też jest z koronki do tego moje  czerwone spodnie które mam już na sobie i czarne botki na obcasie. Obcas jest wysoki ale nie grozi mi w nich upadek przecież i tak już nie mogę chodzić. Włosy rozczesuję i związuję w luźny kok na czubku głowy. I nakładam delikatny makijaż. Akurat makijaż u mnie to rzecz raczej nieczęsto spotykana więc Patrycja się zdziwi na mój widok. Gotowa wyjeżdżam z pokoju Michał stoi oparty o wyspę w kuchni i przegląda jakieś dokumenty, gdy słyszy że nadjeżdżam spogląda na mnie i ciężko przełykając ślinę patrzy bez słowa jakby podziwiał i starał się zapamiętać każdy szczegół z mojego wyglądu.

- Cholera, kurczę przepraszam ale mnie zatkało, pięknie wyglądasz teraz nie wiem czy to dobry pomysł faceci w firmie nie będą umieli się skupić na niczym gdy tylko cię zobaczą.

Bardzo w to wątpię ale i tak czuję się połechtana takim komplementem. Zwłaszcza że dostaję go od takiego faceta jak Michał.

- Jedziemy?- pyta nadal zaskoczony moim widokiem Michał 

- Jasne, już ruszamy.

Nie moja pokuta.  ZAKOŃCZONA Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz