12. Kombinujesz

5K 196 157
                                        

— Dostaniesz wynik w ciągu dwóch tygodni. — oznajmiła starsza lekarka, wpisując prawdopodobnie moje dane w skupieniu na szarym laptopie. —Zadzwonimy do ciebie.

Stałam z Rosalie w nowoczesnym gabinecie po skończonym pobieraniu krwi.

Kiedy przestałam mieszkać z mamą, skupiłam się głównie na przeprowadzce, nowym mieście, swoich pasjach i innych mało znaczących sprawach, przez co zaniedbałam swoje zdrowie. Chociaż może w ten sposób sama się usprawiedliwiam i przeciągam termin poznania wyniku tego konkretnego badania. Wiem, że jestem w grupie ryzyka zachorowania na raka piersi, bo kobiety od strony mojego ojca niestety chorowały na tę przypadłość. Moja babcia zmarła zdecydowanie za wcześnie właśnie z tego powodu. Opuściła mnie osoba, która, pomimo że mój ojciec odsunął się całkowicie ode mnie i mamy została. To ona pokazała mi piękno i głębie oczu, w które teraz tak rzadko patrzymy. I przede wszystkim jak dużą część naszego życia tracimy na czekanie. Czekanie aż ktoś łaskawie nas zaakceptuje, obdarzy miłością albo chociaż zatęskni. Jak każdy miała swoje wady, ale za to była prawdziwa i szczera do bólu, a tego mi brakowało. Kogoś, kto byłby w stanie mi uświadomić, że niektóre pojęte przeze mnie decyzje były zbyt pochopne i nieprzemyślane.

— Dziękuje. W takim razie będę czekać. — obdarzyłam staruszkę uśmiechem i przetarłam spocone dłonie. — Do widzenia. — pożegnałam się, wychodząc za drzwi pomieszczenia, gdzie nareszcie mogłam wypuścić spięty oddech.

Opuściłyśmy z blondynką jak najszybciej wysoki budynek i z przerwą na szybkie lody wróciłyśmy pod mój apartamentowiec.

— Dziękuję, Rosalie. — powiedziałam, opierając ręce o drzwi samochodu. — Dam ci znać od razu jak dostanę wynik. — uśmiechnęłam się słabo.

— No co ty, nie masz za co. — odwzajemniła uśmiech. — Hej, Adalyn. — przekręciła kluczyki w samochodzie i wysiadła zaraz za mną. Stanęła na chodziku, po czym wzięła głęboki oddech.

— Ja go chyba kocham. — powiedziała cicho, patrząc w ziemię.

Co?

— Rosalie... — zmarszczyłam brwi w szoku. — Czy ty jesteś zakochana? — zapytałam głupio, podchodząc do blondynki.

Nie jestem w stanie opisać tego, co poczułam przez wyznanie dziewczyny. Ewidentnie zmieszanie, bo byłam pewna, że ich relacja nie jest brana na poważnie – przynajmniej ze strony dziewczyny, ale teraz widząc w jej błękitnych oczach migoczące iskierki, sama poczułam ciepło na sercu.

— Wiem, jakie miałaś do nas podejście. — westchnęła. — Nie ukrywam, że się nie myliłaś. — patrzyła w dalszym ciągu w ciemny chodzik. — Jest mi tak głupio. — pokręciła głową. — Poleciałam na pieniądze i nawet sama nie wiem, w którym momencie moje serce zaczęło bić szybciej, kiedy tylko o nim myślę. — mówiła cicho speszona. — Ja za nim szaleje. — zaśmiała się smutno. — Cokolwiek to znaczy.

— Co masz na myśli, mówiąc, że się nie myliłam? — zapytałam zdziwiona. Skąd ona znała moje nastawienie do jej osoby i ich związku?

— Wiem, że za mną nie przepadasz. — wzruszyła ramionami. — Eliaz delikatnie wspomniał.

Mason. Co za papla załamana.

— Wiesz Rosalie, nie owijając w bawełnę, to byłam przekonana, że nie traktowałaś tej relacji na poważnie. Zrzuciłabym tę niepewność w stosunku do twojej osoby na troskę o Eliza, która to pewnie jedynie spotęgowała, ale nie uwierzę, że nie wzięłaś uwagę jego zarobków. — przyznałam szczerze. — Dlatego jestem teraz trochę zszokowana. I sama jestem zdziwiona, że to powiem, ale całkiem pozytywnie. Widzę, co się dzieje w twoich oczach. — szturchnęłam ją ramieniem.

Not a chanceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz