28. Sfinalizujemy umowę.

4.3K 198 331
                                        

Mason

Pojechałem za nią. Z piskiem opon wyjechałem z parkingu i starałem nadążyć się za jej tempem. Wymijałem samochody i byłem przerażony jej nieodpowiedzialnością na drodze.

Na wyświetlaczu przy kierownicy wyświetlił się nieznany numer. Przewróciłem oczami i zirytowany odebrałem połącznie.

— Słucham — zacząłem twardo.

— Mason, tak? — zapytał nieznany mi głos.

— Tak.

— Brian z tej strony. Przyjaciel Aarona. — Przedstawił się. — Wyślę ci adres, na który pojedziesz. Tam będzie Adalyn, Castio i Aaron. Ja też jadę. — Westchnął. — Chodzi o jej życie, stary.

Gnoje.

Uderzyłem z całej siły ręką w kierownice. Rzuciłem głośną kurwą i przyśpieszyłem.

— Nie ufam wam — warknąłem. — Jak jej się coś stanie... Jesteście, kurwa, skończeni.

Rozłączyłem się i poczekałem na SMS-a. Muszę jej pomóc.

Aaron

Cholera. Ten skurwysyn może jej zrobić krzywdę. Mogąc chcieć się na mnie zemścić, zabije mi ją. Obierze moje cholerne szczęście i ostatnią nadzieję.

Moja duma stoi wysoko razem z wizją odebrania mi bliskiej mi osoby. Adalyn mi nie wybaczy.

Co drugi samochód trąbi, chcąc okazać nienawiść do mnie i mojej szaleńczej jazdy. Wymijam bandę tych skończonych idiotów i jadę pod adres, którego Castio nawet nie musiał mi podawać. Oczywiście, że będzie to nasz rodzinny dom.

Dom, w którym obiera życia moim ukochanym.

Brain

— Pizdo z drogi! — krzyczałem przez otwarte szyby.

Mój przyjaciel się, kurwa, zakochał.

Adalyn

Dojechałam na wskazany mi adres. Brama, przed którą stanęłam otwarła się automatycznie ukazując przyjemny, jednorodzinny domek. Wjechałam na parking, zgasiłam silnik i odetchnęłam.

Muszę udawać, uśmiechać się, a jednocześnie nie ukazywać paraliżującego przerażenia.

Zaufałam mu. Mam nadzieję, że zemsta na Castio się uda i pożegnamy się z nim raz na zawsze.

Wysiadłam zgrabnie z samochodu i zamknęłam za sobą drzwi. Pokonałam część ogrodu, w między czasie rozglądając się do dokoła. Drzewa w ogrodzie dawały cień, a ich wysokość robiła wrażenie.

— Adalyn? — Castio pojawił się zza rogu, wywołując mój dreszcz. — Witam.

— Cześć. — Machnęłam słabo dłonią. — Po co tutaj jestem?

Zaczynałam się bać. Czułam ciągnący się za sobą niepokój i zwróciłam uwagę na gesty staruszka. Nie był tak spokojny, jak miałam okazje go poznać. Przecierał dłonie i nieefektywnie ukazywał swoją pewność siebie.

— Chodź Adalyn, sfinalizujemy umowę. — Stwierdził, idąc przed siebie. Gestem ręki wskazał, żebym podążała za nim.

Byłam zdziwiona, a jednocześnie ciekawa, co się może wydarzyć i jak będzie wyglądał finał tej całej sytuacji. W końcu miałam łamać serce. Skąd wie, że Aaron zdążył się zakochać? Nawet ja nie mam takiej pewności. Co więcej, jestem w stanie powiedzieć, że nie ma na to szans.

Szłam w niepewności za Castio, aż zobaczyłam otwarty garaż domu i dwóch wielkich ochroniarzy. Jednego z nich miałam okazję zobaczyć na kolacji. Drugiego nie znałam.

Not a chanceOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz