Dobre przeczucia

116 12 10
                                    

– Musimy porozmawiać.

Tooru obserwował, jak Koushi nieznacznie się spiął po usłyszeniu tych dwóch słów. Chwilę później wziął głębszy wdech i wydech, a jego ramiona opadły.

– Dobrze, porozmawiajmy – powiedział.

Tooru schylił się i podniósł swoją koszulkę z podłogi, żeby następnie ją na siebie założyć. Uznał, że tak poważnych rozmów nie powinien przeprowadzać z nagą klatą. Nie przeszkodziło mu to jednak zostać w bokserkach. W końcu był we własnym domu i tylko jego mąż go widział.

Koushi i Tooru usiedli naprzeciwko siebie na kanapie.

– Więc o co chodzi? – zapytał Koushi. Wydawał się jednocześnie zaciekawiony i zaniepokojony. Aż Tooru zaczął sobie wyrzucać, że znowu go czymś zamartwia.

– To nic złego – wyjaśnił pospiesznie. – Po prostu bardzo intensywnie nad czymś ostatnio... Nie, od wielu miesięcy. Od wielu miesięcy już nad tym myślałem.

– Jeszcze kiedy miałem amnezję?

– Zgadza się – Tooru przytaknął skinieniem głowy. – Właściwie to odkąd wybudziłeś się ze śpiączki.

– Trochę mnie martwi, co aż tak zaprzątało ci głowę...

– Chciałbym powiedzieć, że niepotrzebnie, ale to chyba nieprawda – odparł Tooru, uśmiechając się krzywo. – Postaram się ci to wyjaśnić najlepiej, jak będę w stanie, dlatego prosiłbym cię, żebyś pozwolił mi się wygadać.

– Jasne. Nie ma sprawy.

Tooru odetchnął. Nie sądził, że aż tak będzie się tym wszystkim stresował. Nie bał się jednak reakcji Koushiego, a jedynie tego, że w końcu powie to na głos. Czuł, jakby za chwilę miał przypieczętować coś bardzo ważnego i nieodwracalnego. Przytłaczała go ta odpowiedzialność.

– Nie domyśliłem się, że chciałbyś mieć dziecko, dopóki mi się nie wygadałeś na skutek utraty pamięci – zaczął Tooru.

Koushi rozszerzył oczy szeroko ze zdziwienia, ale nic nie powiedział. Tooru miał wrażenie, że na moment przestał oddychać.

– Nawet o tym nie myślałem tak naprawdę. Podświadomie założyłem, że skoro ja ich nie chcę, to z tobą jest tak samo. Teraz wiem, że byłem głupi. – Tooru uśmiechnął się słabo. – Żałuję, że nie porozmawialiśmy o tym wcześniej, bo to oszczędziłoby nam naprawdę wielu zmartwień.

– Tooru...

– Spokojnie. Nie winię cię za to, Koushi. – Tooru zawahał się. – To znaczy trochę tak, ale w sumie to winię nas obu. W końcu swoją postawą zawsze dawałem ci jasno do zrozumienia, jak źle czuję się w towarzystwie dzieci i że ich najzwyczajniej w świecie nie lubię.

Tooru przez chwilę rozglądał się po salonie w poszukiwaniu inspiracji i przede wszystkim odwagi. Miał nadzieję, że chociaż raz uda mu się użyć odpowiednich słów, żeby wyrazić swoje myśli.

– W mojej wizji przyszłości nigdy nie było dziecka. Tak właściwie nigdy nie było też żony, a tym bardziej męża, ale ty to wszystko zmieniłeś. – Tooru złapał kontakt wzrokowy z Koushim, ale z jego miny niewiele był w stanie wyczytać. – Przy tobie zacząłem pragnąć rzeczy, które wcześniej wydawały mi się nieosiągalne. Ale tak chyba działa miłość, co nie?

Koushi uśmiechnął się łagodnie i niezwykle czule. Po raz pierwszy od dłuższego czasu.

– Aktualnie jest mi bardzo dobrze w naszym małżeństwie i tak naprawdę nie potrzebuję żadnych zmian. Pokonaliśmy już największe przeciwności i teraz jest już tylko lepiej. Tak mogłoby zostać i myślę, że oboje bylibyśmy szczęśliwi.

My Lovesick Setters || OiSugaOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz