Rozdział 13 Duch walki

52 5 0
                                        

Veritas Numquam Perit - Prawda nigdy nie ginie

Głowa bolała mnie piekielnie. Chyba po raz tysięczny w tym tygodniu. Usiadłam na łóżku i przetarłam oczy. Skrzywiłam się. Całkowicie zapomniałam, jak bardzo bolała mnie kość ogonowa i wszystko inne.

Znajdowałam się w komnacie, w której zamknął mnie Cassian. Cassian... Wtedy sobie przypomniałam. O cholera! Całowaliśmy się, ale to nie było najważniejsze. Ktoś był w moim ciele. Kennzie. Cholera! Zaczynałam się powtarzać i ostatnio zbyt często miałam problemy z pamięcią.

Jakim cudem ona weszła i zawładnęła moim ciałem?! Tak się w ogóle da? No, najwidoczniej tak. Nigdy nie chciałam się dowiedzieć, czy to możliwe i w jaki sposób.

Wstałam gwałtownie z łóżka i od razu zakręciło mi się w głowie. Ten objaw ostatnio też był częsty i powinnam zacząć się tym martwić, jednak teraz znajdowało się to na samym końcu mojej długiej listy problemów, która się nie kończyła.

Podparłam się o łóżko, by nie upaść. Kiedy przestało mi się kręcić w głowie i chcieć wymiotować, podeszłam do lustra.

Spojrzałam na siebie. To byłam ja. Moja twarz, ciało, myśli, dusza. Odetchnęłam z ulgą. Może to był tylko sen? Jednak wiedziałam, że nie. Nie miałabym tyle szczęścia. Nigdy go nie miałam w życiu. Musiałam koniecznie porozmawiać z Avery. Może ona coś wie. Tylko jak stąd wyjść?

Wcześniej Kennzie wyważyła drzwi, ale ja nie miałam szans tego zrobić. Zanim na dobre zaczęłam wymyślać sposoby wydostania się z tej komnaty, usłyszałam szczęk w zamku przekręcanego klucza.

Drzwi się otworzyły, a ja chwyciłam pierwszą rzecz, którą miałam pod ręką.Była to poduszka. Lepsze to niż nic, choć wątpiłam, że poduszką zamorduję księcia Fae. Jednak zawsze warto spróbować.

Do środka wszedł Cassian. A kto inny.

– Nie atakuj. – Uniósł dłonie, pokazując, że nic w nich nie ma, jakby coś było mu potrzebne do poderżnięcia mi gardła. – Przybywam w pokojowych zamiarach.

Prychnęłam.

– Jeszcze ci uwierzę.

– To ostatnio ty mnie zaatakowałaś – zauważył z uśmiechem.

– Nie broniłeś się.

– Nie wolno bić dam. – Parsknęłam sarkastycznym śmiechem.

– Także nie wolno porywać ich i więzić – zauważyłam z przesłodzonym uśmiechem. – Jednak ty to zrobiłeś.

– Powiedziałaś, że rozumiesz.

Co miałam mu na to powiedzieć? Że to nie ja, a psychopatyczna wariatka, która żyła ponad pięćset lat temu? Od razu uznano by mnie za szaloną, jak już nie uważano mnie za taką.

– Gdzie Avery? – zapytałam o osobę, która teraz była najważniejsza. Musiała być bezpieczna, bo inaczej już przyrzekałam mu długą i bolesną śmierć.

– Po co ci ta wiedza? – zapytał.

Dopiero teraz zauważyłam, że ktoś musiał wstawić nowe drzwi i posprzątać bałagan, który tu zrobiłam przez mój napad furii.

– Jestem księżniczką, więc potrzebuję pomocy swojej damy dworu w różnych czynnościach. Na przykład ubranie, mycie. Mam wymieniać dalej? – Oczywiście, że umiałam zrobić to sama, jednak on nie potrzebował tej wiedzy.

– Jakoś wątpię.

– Mam ci wymienić konkretne rzeczy, które od niej potrzebuję?

– Nie możecie się zobaczyć – powiedział. – Razem jesteście zbyt niebezpiecznie.

VeniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz