Rozdział 24 Pyszne Brownie

35 4 0
                                        

Eureka! - Znalazłem!

Wyjechaliśmy na kamienistą drogę i zmierzaliśmy w stronę łąk rozsianych pod górami, których szczyty kryły się w chmurach pokryte białym puchem. Podobno znajdowało się tam piękne jezioro cyrkowe stworzone przez lodowiec. Szczyty górskie były ostre z wysokościami bezwzględnymi. Widziałam też w książkach zdjęcia pięknych wodospadów, które były najstarszymi na całej planecie. Powoli się zbliżaliśmy do łąki usianej polnymi kwiatami. Nagle poczułam chęć narysowania tego i uwiecznienia olśniewającego obrazu.

Liam był dobrym jeździec i z pewnością siebie prowadził konia. Jednak nie robił to tak dobrze, jak on... Czemu moje wszystkie myśli kręciły się tylko wokół jednego Fae?

– Jak ci się u nas podoba? – zapytał.

– Jest miło. – Odwróciłam się przez ramię i skrzyżowałam nasze oczy.

– Miło?

– Po prostu mi się tu podoba. – Nie wiedziałam, jak opisać to uczucie, które towarzyszyło mi w przystani. Chyba wolność najbardziej pasowała. Czułam się wolna, bez zasad i ciągle oceniających Fae (nie wspominajmy o Mallory) i na koniec jeszcze dodałam: – I jest miło.

Roześmiał się głośno, a ja uniosłam kącik ust.

– Mieszkasz tu sam? – zapytałam, zmieniając temat. Nie czułam się do końca komfortowo, mówiąc o swoich uczuciach, wolałam coś robić dla kogoś, niż mówić długie monologi, jak ta Fae jest cudowna.

– Nie, z matką i bratem. A co z twoją rodziną?

– Ojciec umarł i nie mam rodzeństwa – odparłam w skrócie, kolejny nieciekawy temat.

– A matka?

– Nie utrzymujemy kontaktu – wyjaśniłam po krótce, nie chcąc się rozwodzić na temat tej potwornej kobiety. Nigdy nie zrozumiem, jakim cudem jesteśmy spokrewnione. Z jednej strony byłam do niej podobna z wyglądu, jednak kiedy ktoś się dłużej przyglądał, zauważał, że moje rysy twarzy były bardziej miękkie i delikatne, a jej ostre, jakby ktoś je narysował od linijki. Do taty nie byłam w ogóle podobna z wyglądu, może z zachowania. Jednak skąd to mogłam wiedzieć, nie znając go w ogóle? Była to rzecz, którą najbardziej żałowałam w swoim życiu.

– Rodzina jest najważniejsza.

Prychnęłam. Jakoś wątpię.

– Gdy jest ona dobra i kochana. Kiedy jest okropna, to nie.

– Przykro mi – odpowiedział, rozumiejąc moją aluzję.

– Nie ma czego.

– Już prawie jesteśmy – zmienił temat, przeniosłam wzrok z niego na krajobraz, który rozpościerał się przed nami.

Powoli wyjechaliśmy z małego lasku i skręciliśmy w bok. Następnie przed nami rozpostarła się dolina, z pięknym jeziorem, otoczona górami i drzewami iglastymi. Zaczęliśmy zjeżdżać po ścieżce w dół w stronę krystalicznie czystej wody, w której odbijały się promienie słoneczne.

– Ślicznie – wyszeptałam, pożerając wzrokiem krajobraz, który wyglądał jak wyrwany z książki.

– Żartujecie sobie ze mnie? – warknął w tym samym czasie Liam ze złością, patrząc w bok.

Zmarszczyłam brwi, nie rozumiejąc go i spojrzałam w prawo, szukając czegoś, co go zdenerwowało. Od razu zobaczyłam to coś, a bardziej tego kogoś. Kawałek dalej były trzy wierzchowce i tuż obok nich trzy Fae. Nie kto inny jak Cassian, Xander i Nichollas. Nawet chwili spokoju od niego nie mogłam mieć! Liam do nich podjechał. Pierwszy nas zauważył Xander, który się uśmiechnął tylko w moim kierunku. Kolejny był książę i blondyn. Widziałam, jak na twarzy Cassiana zadrgał mięsień.

VeniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz