Rozdział 12 Pocałunek

48 6 0
                                        

Alea Iacta Est - Kości zostały rzucone

Patrzyłam prosto w jego czarne oczy. Jaka głupia się okazałam, wierząc, że mu zależy, że nie jestem dla niego tylko wrogiem, a sobą. Gdybym słuchała swojego instynktu samozachowawczego, nigdy by się to nie wydarzyło, a moje serce nie bolałoby tak bardzo. Jednak wtedy nie odkryłabym, jakim zdrajcą jest Nichollas. Przynajmniej jedno wyszło na dobre. Teraz wiem, komu ufać. Tylko Avery.

– Amberly, zostaw ten łuk – powiedział poważnie, patrząc mi prosto w oczy.

Uniosłam kącik ust i wypuściłam strzałę. Może i byłam tragiczna w walce wręcz, z bronią, w bieganiu, ale jedno wychodziło mi bezbłędnie. Strzelanie. Nawet z zawiązanymi oczami trafiłabym w cel. Nożami też mogłam rzucać i przy tym zawsze wygrywać.

Strzała wbiła się idealnie w ramię Cassiana.

– Kurwa – warknął i wyrwał strzałę z ciała.

Krew pociekła na nieskazitelnie białą koszulę, ale rana już się zasklepiała. Przełamał strzałę na pół, patrząc na mnie wściekle. Odwrócilam jak najszybciej się dalo wzrok od krwistej substancji.

Poczułam krople deszczu na twarzy. Rozpadało się.

– Wiesz, że mnie nie zranisz – powiedział i zaczął iść. Czekała go długa droga do mnie i na pewno jego koszula nie pozostanie w jednym kawałku.

– Wiem. – Nałożyłam kolejną strzałę i strzeliłam. – Ale mnie to pociesza.

Przewrócił oczami i z syknięciem wyjął z ciała kolejny grot.

Kolejna strzała wbiła się w jego nogę.

Nie pozwoliłam smutkowi i rozpaczy przejąć nade mną kontroli. Najgorsze w tym było to, że ja zaczynałam coś czuć. Już w pałacu w nocy, na balu i przy każdy spotkaniu otwierałam się coraz bardziej i mała część mnie zaczynała wierzyć, że coś z tego wyjdzie. A okazało się, że zauroczyłam się w swoim własnym porywaczu, ale czy on mnie do końca porwał? Nie. Sama się zgodziłam, bo mu zaufałam. Był tylko kłamcą, który wykorzystywał innych do swoich celów.

– Porozmawiajmy – jęknął, wyciągając następną strzałę z ciała.

Prychnęłam. Nagle zebrało mu się na rozmowy. Do rozmów przy filiżance kawy byłam gotowa na początku naszej znajomości. Teraz byłam wściekła.

– Nie mamy o czym rozmawiać.

– Perełko, ja... – zaczął mówić, a ja przerwałam mu, po strzelając go ponownie.

Bez znaczenia jak bardzo byłam wściekła, to wciąż nie umiałam zabić Fae, choć w tym momencie chętnie bym to zrobiła, ale moja ludzka część mi nie pozwalała. Jednak nie na długo.

– Pieprz się, to są konsekwencje twoich decyzji.

Błysnął piorun.

W jednym momencie patrzyłam w jego oczy. Czarne zszargane kłamstwami, a w drugiej patrzyłam w oczy młodej kobiecie.

– Kennzie, proszę cię – usłyszałam błagalny głos dziewczyny.

– Nie zmienię decyzji – warknęłam z pełną mocą i ruszyłam dalej, nie przejmując się, czy zostawiłam ją w tyle.

– Proszę...

– A co mam zrobić innego? – zapytałam, odwracając się do niej przodem, aż na mnie prawie wpadła. – Dalej się podporządkowywać? – prychnęłam.

Wyglądała, jakby chciała to właśnie zaproponować, ale w końcu zmieniła zdanie. Przez mrok prawie nie widziałam jej twarzy, ale byłam pewna, że zastanawiała się, co powiedzieć.

VeniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz