Rozdział 5 Śnieg

60 5 0
                                        

Carpe Diem - Chwytaj dzień

Pierwsze co poczułam, był to palący ból w całym ciele. Następnie uświadomiłam sobie, że cały świat był skąpany w ciemności. Z wielkim trudem uchyliłam powieki i zamrugałam. W pierwszej chwili promienie słoneczne mnie oślepiły i nagle usłyszałam jakieś krzyki i podniesione głosy. Wtedy przypomniałam sobie, co się wydarzyło. Wspomnienia pojawiły się w moim umyśle w tym samym momencie. Vasper mnie zaatakował.

Otworzyłam oczy i w końcu coś zobaczyłam. Była to zamazana twarz Avery ściągnięta w bólu. Pomrugałam kilka razy i w końcu zobaczyłam ją dokładnie.

Na jej twarzy pojawiła się nieopisana ulga i odetchnęła spokojnie. Jej oczy były czerwone i przekrwione, jakby siedziała i płakała tu od wielu godzin.

– Amberly! Słyszysz mnie? – Skrzywiłam się na jej krzyk.

– Co z nią? – To był Nik.

Usiadłam, a obok mnie przyklękła Avery, trzymając mnie za ramiona na wszelki wypadek, gdybym zemdlała.

Rozejrzałam się. Znajdowaliśmy się wciąż na tym samym korytarzu.

Nade mną stał Nik, a obok Cassian. Stał nad ciałem nieprzytomnego Vaspera. Ale co on tu robił?

Jego wyraz twarzy był jak wykuty z kamienia, nic nie okazywał. Avery była totalnie przerażona, a Nik zdenerwowany i zmartwiony.

– Coś cię boli? – zapytał książę Cassian, lustrując wzrokiem moje ciało.

– Przecież widać, że jest ranna – odparła Avery.

– Jak się tu znaleźliście? – zapytałam.

– Próbowałam otworzyć drzwi, ale były zablokowane, wtedy przyszedł Nik, a później książę – zaczęła tłumaczyć. – Wyglądasz naprawdę blado, trzeba cię zabrać do lekarza.

Nie, przez to będą większe kłopoty. Już wystarczająco wiele Fae dowiedziało się, że tu byłam.

– Nie.

– Co? – zapytała z zaskoczeniem Avery.

– Nie chcę, by rodzice się martwili, a to nic poważnego. – Matka byłaby bardziej wściekła niż zmartwiona. – No nie wiem... – powiedziała nieprzekonana przyjaciółka.

Spróbowałam wstać, ale zachwiałam się niebezpiecznie i od upadku uratowała mnie Avery. Podtrzymała mnie.

– Na pewno wszystko dobrze? – zapytał Cassian.

Kiwnęłam głową. Wystarczyło mi, że widział tę scenę, nie potrzebowałam tego, by się jeszcze martwił.

– Co z nim zrobicie?

– Coś wymyślimy – odpowiedział Nik księciu. – Teraz już idźcie. – Tym razem skierował swoje słowa do mnie i Avery.

Nie protestowałam. Droga do pokoju była długa, szłam wolno i to bardzo przez dotkliwy ból całego ciała. Musiałyśmy też omijać wszystkich, całą straż i służbę.

Kiedy dotarłyśmy, umyłam się, a Avery opatrzyła mi rany. Po tym zdarzeniu na pewno będę miała mnóstwo pięknie fioletowych siniaków. Z kolan i łokci miałam zdartą skórę, a w różnych innych miejscach zadrapania. Na moim gardle znajdowały się ślady dłoni Vaspera. Za każdym razem, kiedy się odzywałam, czułam ból.

– Jak się czujesz? – zapytała, kończąc oczyszczać ranę Avery.

– Wszystko mnie boli – odpowiedziałam zgodnie z prawdą.

– Powinno niedługo być lepiej. Twój ojciec ostatnio załatwił nową maść na obrażenia. Podobno działa cuda.

– Te twoje niedługo może trwać na pewno tydzień – mruknęłam z ironią.

VeniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz