Historia Magistra Vitae - Historia jest nauczycielką życia
Przeczytałam wszystkie notatki, które robiła ta osoba. Przynajmniej ja tak podejrzewałam. Dobrze wiedziałam, że po przylocie tu ludzie mieli drobne problemy językowe. Niektóre słowa się inaczej wymawiało, akcent i można stwierdzić, że Fae bardziej donioślej się wypowiadali niż ludzie. Przynajmniej tak było napisane w księgach. Przeczytałam każdą kartkę po trzy razy, starając się upewnić, że wszytko dobrze przetłumaczyłam. Były bardzo dokładne, jakby wiedziała o wszystkim z własnej ręki. Jakby ta osoba tam była. Wątpiłam, że rozkład się zmienił w ciągu tych pięciuset lat. Tak starych budowli się nie przebudowywało. Jeżeli były aktualne, to bardzo nam to pomagało.
Przewróciłam się na drugi bok w łóżku. Totalnie nie mogłam zasnąć od godziny lub dwóch. Co jak na mnie było normą, której z całego serca nienawidziłam. Wstałam, nałożyłam kapcie, nie kłopocząc się narzucaniem już szlafroka na moją koszulę nocną, która miała tyle wspomnień z pałacu. Wyszłam z pokoju. Muszę się czegoś napić. Zeszłam do kuchni i wzięłam kubek, i nalałam soku porzeczkowego. Był pyszny. Usiadłam przy stole i odstawiłam szklankę. Spojrzałam na mapę i wszystkie kartki, które kilka godzin temu starannie rozłożyłam. Wzięłam mapę i położyłam się na kanapie. Zaczęłam znowu ją studiować. Zaznaczone były chyba z trzy tajne przejścia. Dla służby, przez klapy w ziemi pod dywanami i za posągami. Wejścia do biblioteki były pogrubione czarnym ołówkiem.
Nie zauważyłam, w którym momencie oparłam głowę o miękką poduszkę i przymknęłam powieki, a ciemność mnie ogarnęła. Poczułam pod skórą znowu to samo dziwne uczucie. Już wiedziałam, że opuszczałam swoje ciało i szłam pięćset lat wstecz, by oglądać życie Kennzie.
Byłam w jaskini z Liv. Dziewczyna jak zawsze była przerażona i niepewna tego, co robiła. Patrzyłam razem z nią na grotę, która wyglądała jak biuro. Pod kamienną ścianą był wielki stół z masą porozrzucanych na nim papierów. Dalej w górę pięły się półki ze starymi księgami pokryte kurzem. Krzesła były powywracane, jakby ktoś w pośpiechu czegoś szukał lub stąd uciekał.
– Jesteś pewna, że to bezpieczne miejsce? – zapytała, zakładając kosmyk za ucho.
– Jestem tego pewna. – I taka była prawda, zawsze się upewniałam. – Nikt tu nie przychodzi. – Uniosłam suknię, która zahaczyła o książkę na ziemi. Materiał, który niegdyś był w kolorze butelkowym, teraz zabrudził się błotem. Tak samo jak peleryna. Już nie wspominając o mojej fryzurze, która przez ulewę całkowicie się rozwaliła. Dlatego z korony we włosach zostały dwa warkocze.
Omiotłam ostatni raz spojrzeniem jaskinię, która teraz była komnatą, a następnie odwróciłam się i wyszłam, a za mną Liv. Ściana sama się zamknęła za pomocą magii krwi i teraz nikt, kto nie znał sposobu na wejście, nie zauważyłby nawet , że w środku jest jaskinia. Stałyśmy teraz przy jeziorku, na które padało światło księżyca w pełni. Jezioro było cyrkowe, a wokół niego w dolinie rozpościerała się piękna łąka, pokryta kolorowymi kwiatami. Teren był nietknięty przez Fae czy ludzi.
– Ten sztylet jest, aż tak ważny?
– To najpotężniejsza broń. Muszę go mieć – powiedziałam z naciskiem na ostatnie słowa. Dla tego kawałka stali byłam zdolna zrobić wszystko.
– No dobra, a skąd pewność, że on jest w bibliotece? – zapytała, idąc tuż za mną, a jej włosy spięte wstążką, powiewały na wietrze. Miała na sobie granatową, prostą suknię, która jak moja była ubrudzona. Jednak w przeciwieństwie do niej, nie obchodziło mnie czy jest zniszczona, brudna. Liczył się cel, a suknię zawsze można uszyć nową czy wyprać. Czego na tej planecie nie rozumieli.
CZYTASZ
Veni
FantasíaW świecie Fae rodzi się człowiek. Mała dziewczynka z ametystowymi oczami w dodatku następczyni jednego z najsilniejszych dworów. Amberly to córka króla i królowej, którzy toczą wojnę z inną krainą od zarania dziejów. Nagle w jej życiu pojawia się ta...
