Rozdział 36 To nie tak!

25 3 4
                                        

Avery

Si Vis Pacem, Para Bellum - Jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny

Obracałam się ekspresowo. Odbierałam ataki i sama je zadawałam. Wszędzie było coraz więcej Fae. Poczułam uderzenie i prawie zwinęłam się z bólu. Dostałam kopniakiem w brzuch. Przeturlałam się i z bólem wstałam. Za chwilę się uleczę. Kolejny cios wymierzyłam i padł jak długi. Radość nie trwała długo, bo kolejni zaatakowali.

– Xander! – krzyknęłam w obawie, że gdzieś leży martwy.

Nie widziałam go nigdzie. Uchyliłam się przed mieczem i prawie spadłam ze schodów. Zachwiałam się. Wykonałam obrót i podcięłam mu nogi, a następnie z precyzją przedziurawiłam mu serce. Zawył i już nie żył. Byłam w swoim żywiole. Wszytko było precyzyjne i wyuczone już wiele lat temu. Wiedziałam, że te umiejętności mi się przydadzą, ale nie sądziłam, że w takiej sytuacji.

Zamachnęłam się i przecięłam kolejną szyję, i następną. Krew się polała, a mnie to dziwnie pocieszyło. Nie czulam tego przerażenia co zawsze. Wiedziałam, że nie są żołnierzami ani od Tineanebris, ani Luxaria, czyli ich śmierć była dobra. Wszędzie słyszałam wrzaski, krzyki i szczęk broni. Odcięłam się od tego. Byłam tylko ja, miecz i moi wrogowie, którzy padali. Wszędzie była krew i czasami kości. Skrzywilam sie z obrzydzenia.

Zobaczyłam Xandera, walczył kawałek dalej. Jego ubranie było poplamione krwią wrogów, a na ramieniu sączyła się jego własna. Miał kilka długich ran. Jednak te kilka sekund, które mu poświęciłam, mogły się okazać zabójcze. W ostatniej sekundzie obróciłam się i strzała przeznaczona w moje serce porwała mi suknię, i poczułam palący ból w udzie. No nie, to naprawdę była ładna kreacja! Wyrwałam ją i przebiłam przypadkowego mężczyznę. Przynajmniej na coś się przydała.

Musiałam jak najszybciej stąd zniknąć. Musieliśmy dostać się do wyjścia. Teraz! Kolejna strzała śmignęła obok mnie. Rozejrzałam się, dostrzegłam na wyższym piętrze strzelca. Musiałam się do niego dostać. Wskoczyłam na grubą barierkę i zaczęłam biec mimo tego, że udo mnie paliło. Chwyciłam się grubej kotary i obróciłam ją tak, że strzały mnie nie dotknęły.

Zaczęłam się wspinać. Ręce mnie bolały i były obdrapane, pomagałam sobie jedną nogą. Kiedy byłam już prawie na górze, chwyciłam się barierki i pociągnęłam. To Amberly specjalnością była wspinaczka. Mężczyzna mnie zauważył, przeturlałam się i wyrwałam jakiemuś posągowi tarcze. Strzały się odbiły. Wyjęłam mały sztylet i rzuciłam w niego. Zobaczyłam kolejną strzałę i ukryłam się za filarem. Wzięłam głęboki oddech.

– Kurwa! – warknął.

Obejrzałam się i zobaczyłam rozwalony łuk. Zaatakował. Przewróciłam się i obroniłam tarczą przed ciosem. Była cholernie ciężka i każdy ruch mi utrudniała. Rzuciłam ją jak frisbee. Nie trafiłam, bo się obrócił i schował za filarem. Tarcza spadła na schody.

Zaatakowałam. Starałam się jak najbardziej idealnie wyprowadzać ciosy, jednak jego uniki były bezbłędne. Nagle uderzył mieczem w mój i mi wyleciał. Nie wiedziałam, gdzie jest. Rzucił się na mnie, a ja chwyciłam jedną ze strzał z kołczanu i wbiłam mu w dłoń. Zawył i puścił miecz, chciałam go chwycić, ale kopnął go butem i poczułam krew w ustach. Uderzałam go kolanem i się przeturlałam. Musiałam wstać! Chwycił mnie za kostkę, kopnęłam go i wstałam. Poczułam, jak lecę do przodu. Zaczął mnie dusić od tyłu. Całą siłą, jaką posiadałam, przechyliłam się do przodu i uderzyłam go w krocze. Zawył! Chwyciłam jego sztylet i odcięłam mu głowę.

Ciało upadło.

Wyjrzałam za barierki i zobaczyłam Xandera. Walczył piętro niżej. Chwyciłam zasłony i zjechałam z mieczem w ręce. Kiedy tam byłam, wykonałam kopniakiem celne uderzenie i powaliłam przeciwnika Xandera.

VeniOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz