Rozdział 6

475 22 0
                                        

Ten tydzień minął spokojnie. Poprawiłam swoje oceny, z mamą lepiej się dogadywałam, znów pogodziłam się z Di I Rylem.
Lecz Vince nie odpisywał mi. Pytałam się, kiedy mam do niego przyjść, jednak żadnych odpowiedzi. Szczerze, niepokoiło mnie to i jednocześnie brakowało mi go.
Tyle mi namieszał w głowie, a teraz sobie odszedł.

Jak Cason

Teraz Wracamy z Di do domu. Dzisiaj będziemy znów się uczyć razem.

- Do ciebie czy do mnie? - pyta Di.

- Chodźmy do mnie - weszłyśmy do domu i szybko wbiegłyśmy do mojego pokoju.

- A jak z Vincentem?

- Nadal nie odpisuje na moje wiadomości. Chciałabym przyjść do niego i sprawdzić czy wszystko z nim w porządku, ale nie wiem gdzie nawet mieszka.

Przyjaciółka rozmyśliła trochę i mówi:

- Mam pomysł! Poszukajmy go na portalach społecznościowych, tam coś powinno być.

Szybko włączam komputer i szukamy go.

- Jakie ma nazwisko?

- Chyba Williams.

- Vince Williams? Nieźle jego rodzice wybrali imię .

Nic nie znalazłyśmy. Jednak po kilku minutach mnie olśniło.

- Boże Di! Już wiem! Przecież on pracuje jak prawnik w tej dużej firmie.

Di zrobiła wielkie oczy i zaczęła piszczeć.

- Nie dość, że przystojny, to jest jeszcze prawnikiem! Cholera Oliv, ty masz szczęście.

Uśmiechnęłam się na jej słowa. Może i miałam szczęście. Chłopak miał do wybrania każdą dziewczynę z szkoły. Każda pewnie by się na to zgodziła. Jednak on zwrócił na mnie uwagę. Na normalną dziewczynę, która się od rana do wieczora się uczy.

- To co idziemy do niego? Jak on nazwał ciebie przy twojej mamie dziewczyną, to ty też tam możesz zrobić przy jego kolegach.

- Masz rację, dobra to zbierajmy się.

* * *

- Myślisz, że to tu? - Di była trochę przerażona.

Firma jest ogromna.

- Wow.

- Dobra, chodź - mówię do Di I wchodzimy do budynku.

W środku wszystko wygląda jeszcze lepiej. Wszystko jest takie nowoczesne.
Po kilku minutach zauważyłam panią siedzącą za biurkiem.

- Zobacz to pewnie sekretarka. Chodź spytamy się jej - biorę Di za ramię i idziemy w stronę starszej kobiety.

- Dzień dobry, szukamy Pana Vincenta Williamsa.

Pani popatrzyła na nas krzywym wzrokiem I powiedziała:

- A kim są młode panie, aby przeszkadzać Panu Vincentowi?

Popatrzyłam na Di i uśmiechnęłam się do niej.

- Jestem dziewczyną Vincenta. Proszę mi powiedzieć, gdzie jest jego biuro.

Pani zrobiła wielkie oczy I powiedziała, którędy mamy iść.

- Dziękujemy, miłego dnia - uśmiechnęłam się do sekretarki i poszłyśmy w stronę biura.

Po kilku minutach zauważyłyśmy drzwi z tabliczką "Vincent Williams".

- To tu - mówi Di.

Jednak, gdy miałam już rękę na klamce usłyszałam kobiecy głos.

- Vincencie, czy możemy to umówić na kolacji? Przecież jesteśmy dla siebie stworzeni.

- Nie Casie. Mówiłem Ci już, że nie jesteśmy razem.

- To ta zdzira - mówię Di. Wszystko jej opowiedziałam o układzie z Vincentem.

Szybko biorę klamkę i wchodzę do środka.

- Cześć Skarbie! - podchodzę do chłopaka I całuję go w policzek. Blondyn jest nieco zszokowany.

Zanim Vince coś powie, szybko siadam na jego kolanach.

- A ty kim jesteś? - Casie zrobiła się całą czerwona.

- Jestem dziewczyną Vince'a. Jakiś problem? - Popatrzyłam na Casie.

- Dziewczyna? Vince, do cholery co to ma znaczyć ten cyrk?! Czemu ona ci siedzi na kolanach? Przecież my już się pogodziliśmy!

Vince położył ręce na mojej talii i wyżej usadził. Zaczął mnie przytulać od tyłu.

- Casie, my nigdy się nie pogodzimy. Możesz już iść i pożegnać się ze wszystkimi, bo w tym budynku już więcej stopy nie postawisz.

Popatrzyłam ironicznie na kobietę, która była bardzo wkurzona. Zrobiła się całą różowa. Casie była piękną kobietą. Miała bardzo ładną sylwetkę i urodę, jednak wszystko zależy od charakterku.

- Zemszczę się jeszcze Williams - grozi mu palcem, a później na mnie spogląda - z tobą też później porozmawiam.

- Dobrze, zapamiętaj sobie, że Vince nie jest już twój! - krzyknęłam do niej, aby usłyszała, ponieważ była już na zewnątrz biura.

Odetchnęłam z ulgą i spojrzałam na chłopaka. Jego ręce nadal spoczywały na mojej talii. Gdy sobie uświadomiłam, że siedzę na jego kolanach, niemalże od razu zaczerwieniłam się jak burak.
Szybko wstałam, lecz Vince mnie nie puścił i znów siedziałam na nim.

- Daj mi trochę czasu - szepcze do ucha, a ja na jego dźwięk drżę.

- Czemu mi nie odpowiadałeś? - zapytałam, również cicho jak on.

Blondyn popatrzył na mnie I mocniej mnie objął.

- Musiałem to sobie wszystko przetrawić. Myślałem, że się nie zgodzisz na moją propozycję. Trochę byłem w szoku.

Ręce położył na moich udach.

- Mam pytanie - Williams znów cicho mówił, przez co prawie go nie usłyszałam. - A co jeśli...

-Gołąbeczki moje, przeszkadzam wam? - Di weszła szybko do biura.

Przestraszyłam się tak samo, jak Vince.
Szybko wstałam z jego kolan i podeszłam do przyjaciółki. Na chwilę zapomniałam o Di. Mam nadzieję, że nie jest zła.

- No tak, Vince poznaj moją przyjaciółkę Di - dziewczyna Pomachała Vincentowi - to ona w sumie pomogła mi ciebie znaleźć.

- Szukałyście mnie? - Popatrzył na mnie. W jego oczach dostrzegłam błysk, jednak szybko znikł.

- Jeśli nie odpowiadałeś, to jak miałam się z tobą porozumieć?

We are not realOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz