Widzę twarz jakiegoś chłopaka. Nie czuję podłogi. Pewnie mnie nosi, bo moje nogi i ręce jakby były w powietrzu.
- Oliv? Obudź się proszę.
Powoli otwieram oczy i widzę Vince'a.
- Boże całe szczęście - mówi z ulgą i sadzi mnie na swoich kolanach.
Przytulam się do niego I pytam:
- Co się dzieje?
- Zemdlałaś, gdy dowiedziałaś się o wypadku.
Przypomina mi się dzisiejszy dzień. Jak bardzo mnie zabolała wiadomość mamy.
Czemu ja nie byłam przy telefonie?
Pewnie mama jest zawiedziona, że przyszłam dopiero po godzinie. Jednak nie każdy ma przy sobie telefon, prawda?
Vince patrzy na mnie i przytula siędo mnie.
- Muszę do nich iść - Chcę wyjść z jego objęć, ale nie daję mi jakiejkolwiek szansy. Na mojej twarzy lecą łzy. - Vince, proszę cię! Ją muszę zobaczyć co z moim tatą!
Wyrywam się z jego ramion, ale nie daje za przegraną. Po kolejnych ciosach w końcu odpuszczam i kładę się na torsie mężczyzny.
- Vince, ty nie rozumiesz. Ja chce go zobaczyć. Stan krytyczny.. proszę - szepczę, bo tylko tyle mogę powiedzieć.
Vince przeczesuje moje włosy i odpowiada:
- Byłem tam wcześniej. Nic twojemu tacie nie jest. Ma tylko złamaną rękę, a twoja mama go ciągle pilnuje. A poza tym - sadzi mnie tak, abym mogła patrzeć na jego oczy. - Mam nakaz od twojej mamy, aby się tobą opiekować, więc nie utrudniaj mi tego.
Podnosi butelkę, która stała na ziemi i ją podaję.
- Napij się - biorę od niego i jak najwięcej piję. Teraz dopiero poczułam, jak brakowało mi wody.
Uśmiecham się do niego i znów zmieniam pozycję, żeby na nim leżeć. Jestem zmęczona. Chcę spać i najlepiej byłoby tutaj. Na nim. Vince jakby czytał mi w myślach, ponieważ szepcze do mnie.
- Śpij Skarbie. Odpocznij.
* * *
Chyba jest ranek. Albo to światło z pomieszczenia. Zasłaniam ręką oczy, żeby tak mnie nie oślepiało.
No tak, jestem w szpitalu.
Gdy wstaję, czuję za sobą chłopaka. Również śpi i pewnie trochę mu w tym przeszkadzałam. Nigdy nie widziałam, jak spał. Zwykle to on pierwszy wstawał, a przecież tylko raz widziałam go rano.
Próbuję, powoli wstać, aby nie obudzić chłopaka. Ma prawo odespać to.
Boże, jaki on jest uroczy
Przyglądam mu się kilka minut. Chciałabym codziennie rano widzieć go jak śpi i jak się uśmiecha.
Wkońcu Idę w stronę pielęgniarki i pytam ją.
- Przepraszam, gdzie leży mój tata?
- Nazwisko?
- Gabriel Davis.
- Leży w sali nr. 13.
Dziękuję pielęgniarce i szybko biegnę w stronę sali. Jest dość daleko, ponieważ znajduje się na samym końcu budynku. W końcu odnajduję pomieszczenie i wchodzę do niego.
Tata leży w łóżku i..... śmieje się. Mama również, która siedzi obok I trzyma go za rękę. Razem odwracają się w moją stronę uśmiechnięci, jakby nic się nie stało.
- Cześć Kochanie - odzywa się mama, a ja siadam obok niej. - słyszałam co ci się stało. Mogło być z tobą gorzej, niż z twoim tatą.
Uśmiecham się lekko do rodziców.
- Tato jak się czujesz? Podobno miałeś stan krytyczny.
Tata robi wielkie oczy I patrzy na matkę.
- Stan krytyczny? Nie, po prostu złamałem sobie rękę, nic poza tym.
Jestem zaskoczona odpowiedzią ojca. Patrzę na mamę, która nie dowierza moim słowom.
- Gabriel nie miał żadnego stanu krytycznego. Chyba coś źle zrozumiałaś.
Patrzy na mnie, a później wyciąga telefon. Czyta napisanego przez nią smsa i odpowiada.
- To nie miało tak zabrzmieć. Chyba po prostu napisałam coś o czym myślałam, a nie co zamierzałam. Przepraszam Oliv.
Nie wiem w sumie jak się czuć. Czuję jednocześnie ulgę, bo tata nic poważnego nie ma. Jednak zbyt pochopnie zareagowałam.
Słyszę jak ktoś wchodzi do pokoju. Nie odwracam się, tylko nadal patrzę na uśmiechniętego rodzica. Bardzo się martwiłam. Gdyby coś się stało..
Czuję, jak ktoś kładzie mi rękę na ramieniu i mówi.
- Wezmę pani córkę do domu. Musi odpocząć - mama skina głową, a blondyn bierze mnie za rękę I odprowadza.
Gdy Wychodzimy na zewnątrz, Vince wskazuje, abym usiadła do jego samochodu. Robię to i czekam jak sam wsiądzie na swoje miejsce. Odpala samochód i ruszmy do mojego domu.
- Przepraszam - odpowiadam, lecz chłopak mnie chyba nie zrozumiał, ponieważ podnosi jedną brew do góry. - Przez cały dzień musiałeś mnie pilnować. Spałam na tobie, a sam pewnie się nie wyspałeś. Musiałeś mnie tu wziąć, jak zemdlałam. Boże, ile ja ci narobiłam kłopotów - zakrywam swoją twarz, aby nie widział mojego zawstydzenia.
Vince szybko skręca gdzieś na parking i tam parkuje.
Czy on chce mnie już wysadzić?
Nie odpowiada tylko patrzy na mnie. Zrozumiałam, że chyba jednak muszę wysiąść, więc biorę swoje rzeczy i trzymam klamkę, lecz Vincent bierze szybko mnie za rękę i przytrzymuje.
Patrzę na niego, a on odpowiada:
- Oliv, nie jesteś dla mnie ciężarem. Jesteś dla mnie naprawdę ważną osobą cieszę się, że mogłem tyle czasu z tobą spędzić. Nie wiesz, ile czasu na to czekałem - w jego oczach widzę błysk i szczerość.
Ile czasu na to czekałem, to brzmi jakby czekał więcej, niż się poznaliśmy
- Jak to tyle czekałeś? - pytam, ciekawa odpowiedzi chłopaka. Jednak i tak się cieszę, że nie muszę iść na pieszo do domu bo bym miała jeszcze 3 kilometry.
Vince teraz patrzy na drogę u znów zaczyna prowadzić. Coś pod nosem mówi, lecz nie rozumiem co.
- Opowiem Ci kiedyś Oliv - tylko tyle powiedział.
- Na pewno? Obiecujesz?
- Obiecuję - mówi.
Przypomina mi się roztrzęsiona Di, która płakała jak się dowiedziała o wypadku mojrgo taty.
- Chwila, napisze tylko Di, że z tatą wszystko w porządku.
Do Di:
Naszczęście nic mojemu tacie się nie stało. Mama się pomyliła, a on złamał tylko rękę.
Po niemal sekundzie dostała wiadomość.
Od Di:
Boże, całe szczęście.
Jeszcze chwilę piszę Di co się działo w szpitalu i odkładam telefon.
Akurat w tej chwili dotarliśmy na miejsce.
- Czy mógłbyś ze mną zostać? Chciałabym nie być w tej chwili sama.
Chłopak patrzy na mnie I uśmiecha się.
- Oczywiście.
Bierzemy wszystkie rzeczy z samochodu i wchodzimy razem do domu.
Czuję, że dzisiaj przekazał mi część swojego serca. Wiem, że to dopiero początek. Że wkrótce staniemy się kimś ważnym dla siebie.
Oboje.
CZYTASZ
We are not real
RomanceCzy miłość polega na zaufaniu drugiej osobie? Czy miłość tak naprawdę nas oślepia? Olivia poznaje w szkole o 4 lata starszego Vincenta, który uczęszczał do jej szkoły. Oliv ma problemy psychiczne, jednak na jej drodze pojawia się On, który zmienia j...
