Rozdział 23

389 16 0
                                        

Olivia

Dzisiaj Wiglia. Czas spędzony z rodziną. Każdy jest ucieszony, rodzice rozmawiają a dzieci radośnie otwierają prezenty.
Czemu nie cieszę się z nich?
Uwielbiałam święta I co rok odliczałam do Bożego Narodzenia. Piekliśmy pierniczki i faworki. Ten czas był dla mnie sekundą pocieszenia i lekkości w sercu.

Dzisiaj jednak nawet nie chce mi się wstać z łóżka. Trochę przesadziłam, mówiąc tak do Vincenta. A może i nie? Przecież kto normalny tak bije niewinnego człowieka?
Mimo, że za nim nie przepadam, to nie mogę uwierzyć, że Vince walnął go. A może i wiele razy? Pewnie nawet mogłabym policzyć te wszystkie rany.
Zniszczył mi święta, które miały być co roku cudowne. Wszedł do mojego serca i namieszał mi. Czy z niego wyjdzie? Nie wiem, ale chcę od tego wszystkiego ochłonąć.

- Oliv! Co ty tam robisz? Pomóż nam! - krzyczy moja mama z domu, a ja jęcze, wstając z tak wygodnego łóżka.

- Idę! Daj 5 minut!

- Już 7 raz mi to mówisz! - krzyczy, a ja rozmyślam kiedy do niej mówiłam.

Szybko ubieram się w stare ciuchy i idę do kuchni. Mama z uśmiechem na twarzy piecze pierniczki i robi barszcz.

- Co się stało, że nie wstajesz? - pyta i przytula mnie.

- Nic, w czym ci pomóc? - pytam i biorę sobie szybko jedno ciastko, by nie zauważyła.

Zauważam tatę, który patrzy na mnie niczym pies chcący złapać gołębia.
Uśmiecham się do niego I również skradam się po drugie ciastko, aby podać ojcu.

- Oliv! A precz mi stąd! - szmatką bije mnie po rękach, a ja uciekam od niej.

- Tato, pomóż no! Ja się tak poświęcam dla ciebie! - mąka goni mnie, a ja biegnę wokół stołu.

- Dzielna córka z ciebie. Musisz tak częściej - mówi I sobie je ciastko, patrząc na gazetę.

Uciekam do salonu i biorę do ręki książkę.

- Ha! I co teraz? - mówię do rodzicielki, a ona szybko bierze mnie i rzuca na kanapę.

Krzyczę z radości, czując jak mama łaskocze mnie.

- Mamo przestań! - śmieję się, a ona przestaję już po kilku minutach.

Kładzie się obok mnie, patrząc na sufit.

- Słyszałam, że pokłóciłaś się z Vincentem.

- Skąd? - pytam podejrzliwie.

- Matki mają swoje sekrety - mówi z cwaniackim uśmiechem. - Ja wiem, że czasami się nie układa. Ale widzę, że się stara. To nie jest byle jaki chłopak. To jest Vince. Jedyny w swoim rodzaju.

Wzdycham, chowając twarz w poduszce.

- Mamo mogę zostać w tej chwili sama? - słyszę kroki i zamykane drzwi.

Czuję zmęczenie, więc postanawiam przespać się, aby ta Wigilia szybciej nadeszła i się skończyła.

* * *

- Olivia, wstawaj za godzinę siadamy do stołu - słyszę głos ojca i pokazuję mu kcik w górę, aby wiedział, że wstałam.

Szybko wychodzę z łóżka I postanawiam wziąć szybki i zimny prysznic. Chcę się wybudzić i poczuć tą magię świąt. Dzisiaj chcę ubrać czerwoną sukienkę z odkrytymi plecami. Jest piękna - dostałam ją od mamy. Mam nadzieję, że się jej spodoba efekt. Szybko suszę sobie włosy I robię staranny makijaż. Sukienka jest dopasowana do mojej talii I jest przede wszystkim długa. Zakładam szpilki, by podkreślić moje długie nogi. Mimo, że będę chodzić w nich po domu, to zapewne będę siedzieć i rozmawiać tylko przy stole. Bynajmniej mam taką nadzieję.

We are not realOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz