Rozdział 25

440 15 0
                                        

Olivia

Wstałam dziś ok. Pietanstej, by nie usnąć w czasie sylwestra. Jestem podekscytowana dzisiejszym dniem, który przeczuwam, że będzie najlepszym w tym roku. Nie mogę się doczekać, jak Vince zobaczy mnie w nowej sukience i razem będziemy odliczać do Nowego Roku. Impreza zaczyna się o 22, więc mam sporo czasu.

Zaraz dochodzi 18, a ja nadal leżę w łóżku, czytając kolejną książkę. Wczoraj tak bardzi wciągnęła mnie "Arystoteles i Dante odkrywają sekrety wszechświata", że nie mogę po prostu zostawić jej w domu. Postanawiam w końcu na przed ostatnim rozdziale skończyć czytać, by zostawić sobie ten koniec na początek roku. Idę do łazienki I biorę ciepły prysznic. Odświeżam się i robię mini porządki z moim ciałem.

Gdy już dochodzi 20:30, wyciągam z szafy moją nową bieliznę i kupioną sukienkę. Bielizna jest koloru czerwonego i ma koronkę. Sukienka również jest czerwona i długa. Szczerze, nie wiem czemu wybrałyśmy takie kreacje z Di. Chcemy się chyba czuć wyjątkowo i powitać jak najlepiej rok 2023. Ma głęboki dekolt oraz wcięcie na nogę, która podreśla moją figurę. Robię porządny makijaż, składający się z czerwonych odcieni. Robię czarne kreski i tuszuje rzęsy. Ostatnią rzeczą są usta, które maluję na krwisty odcień.

Dochodzi powoli 22, a za oknem słyszę trąbienie samochodu. Szybko biorę ze sobą torebkę I zamykam dom. Na Dorze czeka już Vince ubrany w czarne garniturowe spodnie I czarną koszulę. Ma rozczochrane włosy. Jego strój nadaje mu męskości. Na koszuli można zobaczyć mięśnie.

Przygląda mi się I nawet nie mrugnie okiem. Widzę w jego oczach pożądanie z błyskiem. Cieszę się I podchodzę do niego.
Kładzie swoje ręce z tyłu moich pleców, przez co mam ciarki. Skanuje moją twarz I szepcze do ucha.

- Pięknie wyglądasz.

- Ty również nie najgorzej - śmieje się, a on otwiera mi drzwi do samochodu.

Wchodzę do niego wraz z mężczyzną i jedziemy w stronę domu Ryle'a

Podczas jazdy zauważam Vincenta żyły na dłoniach.

Boże jakie on ma boskie dłonie

Gdy orientuje się, że patrzę na jego rękę, zabiera ją z kierownice i kładzie ją na koim udzie, ściskając lekko.

Próbuję opanować się, lecz coraz szybciej oddycham. Czuję, jak robię się czerwona, a jego ręka wędruje bliżej.

- Czy ty chcesz bym zemdlała? - piszczę z wzrastającej ekscytacji.

Vince patrzy,na mnie I uśmiecha się złośliwie. Jego ręką powoli podąża coraz wyżej już przy moich majtkach.

- Vince, rozpraszasz mnie - mówię, tyle ile zostało mi powietrza.

Po kilku minutach orientuję się, że właściwie jesteśmy na miejscu. Vince ciągle mi się przygląda i nie chce spuszczać ze mnie wzroku.

- Bałem się wczoraj, że znów cię stracę - mówi po chwili, a ja zastanawiam się co właściwie wczoraj się wydarzyło.

Gdy w końcu przychodzi mi ten moment, od razu kładę dłonie na jego policzkach i uśmiecham się do niego.

- Mówiłam Ci, że nie potrafię się w tobie odkochać. Powiedziałeś mi już całą prawdę. Chciałeś mnie po prostu chronić.

Szybko, nim skuma o co chodzi, wysiadam z samochodu I biegnę w stronę domu. Niestety szpilki nie ułatwiają mi roboty.

Nagle czuję, że źle stanęłam i już widzę przed oczami mój nieszczęsny wypadek. Zamykam oczy i czekam jak dotknę tego zimnego chodnika. Czekam tak długo, że zastanawiam się, czy przypadkiem już nie jestem w niebie. Otwieram oczy, a przed sobą widzę twarz blondyna, który trzyma mnie w talii z niepokojącą miną.
Śmieję się na głos i staję na nogach, lecz Vince nadal mnie przytrzymuje. Rownież się śmieje i razem wchodzimy do domu.

We are not realOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz