Rozdział XXV

171 22 22
                                    

Patrzył na nią tak, jakby ją widział w poprzednim wcieleniu. Uznała to za dziwne skojarzenie i ze zmieszania próbowała jeszcze się przekonać, że to pomyłka. Bo to nie był Sasuke, choć ich podobieństwo do siebie było co najmniej przerażające.

– Sakura? – Itachi stanął porządniej. – Co ty tu robisz?

– Chciałabym zapytać cię o to samo – wykrztusiła.

Puściła troczki worka i objęła się ramionami. Patrzyła na jego neonowo żółtą kamizelkę i dzieciaki pod ścianą, łącząc kropki. Kolejny element układanki czy zrządzenie losu? Jeśli jego praca w fundacji miała z tym wszystkim jakiś związek, to ona już niczego nie rozumiała. Jak na przypadek, było to zbyt... podejrzane. Zacisnęła pięści, przełknęła gulę strachu i postanowiła walić wprost. Itachi z resztą chyba na to właśnie czekał, jeśli mogła jakoś zinterpretować jego stanie w miejscu.

– Sasuke... może to wiesz, ale przestał się do mnie odzywać i nie rozumiem, dlaczego – wyjaśniła zdławionym głosem. Wzięła wdech, potem drugi i wypuściła powietrze. Tak ją uczyli na treningu, najszybszy sposób na uspokojenie się, ale ulga była niewielka. – Chciałam się czegoś o nim dowiedzieć... żeby go zrozumieć.

Niewiele mogła odczytać z twarzy Itachiego. Ta szelmowska mina musiała być dziedziczna, choć kiedy jej słuchał, zmarszczył brwi i poznała coś na kształt... współczucia. Rozpoznała w tym szansę i zamierzała się jej złapać jak pies patyka.

– No bo... dopóki nie usłyszał o tym dworcu, był spokojny, a potem nie chciał już ze mną rozmawiać... więc pomyślałam, że może coś mi tu pomoże go zrozumieć, bo wiadomo, co się o tym miejscu mówi – pokazała na grupkę nastolatków – ale mi to zupełnie do niego nie pasuje, ale jednak spotkałam tego typa który go zna i... i... teraz ciebie! – Podeszła do niego, zadzierając głowę i patrząc mu prosto w oczy. – Ty na pewno wiesz, co się stało. Proszę – wychlipała. Kiedy zaczęła płakać? – Proszę. Pomóż mi.

Dłonie Itachiego ścisnęły jej ramiona. Pochylił się do niej i przyjrzał uważnie. Miał w sobie coś, co sprawiało, że czuła się jak rozedrgane dziecko. Był dorosły, jasne, sama jego uwaga i spokojna mina działały jak mamina spódnica. Wytarła łzy szybko i niedbale, byle tylko nie przegapić niczego, co mógł sobą zdradzić.

– Przykro mi – wyznał cichym, ciepłym głosem.

– Pomóż! – Zatrzęsła się. – Proszę, nie zostawiaj mnie z tym samej. Przecież nawet jeśli to wszystko prawda to przecież nic nie znaczy. Znam go, znam! – zaklinała.

– Spokojnie – poprosił. – Uspokój się i porozmawiamy.

– Pomożesz mi? – Pociągnęła nosem.

– Oczywiście, że ci pomogę – westchnął. Pokiwał głową, jakby utwierdzając się w tej decyzji. – Daj mi moment.

Jego dłonie opuściły jej ramiona. Wyciągnęła chusteczki w worka i obserwowała jak podchodził do poszczególnych wolontariuszy. Rozmawiał z nimi, pokazywał im ją a oni kiwali głowami z empatią i przejęciem lub wzruszali ramionami, jakby im było wszystko jedno. Zanim skończył, łzy ustały, częściowo dlatego, że przyglądało się jej coraz więcej osób, których nie znała i którym nie ufała. Itachi zdjął kamizelkę i włożył ją do jednej z toreb. Pomachał do niej dłonią, prosząc, by podeszła do niego.

≫≪

Bał się wysiąść z samochodu ojca, wyjść na skwar i znowu wrócić do tego ciemnego, małego pokoju, który służył mu zarówno za schronienie, jak i klatkę. Mimo to życie zdawało się płynąć dalej, bo samochód wciąż posuwał się naprzód bez większych przeszkód. Czemu nikt się go nigdy nie słuchał i czemu rzeczy choć raz nie mogły pójść po jego myśli?

The Clue |SasuSaku|Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz