San dawał z siebie wszystko i wszyscy widzieli, jak bardzo się stara. Stał się między innymi wzorem do naśladowania dla innych, którzy również przygotowywali się do debiutu pod okiem wytwórni. Jedynym problemem w osobie Sana była jego przeszłość, której nie dało się tak po prostu zmazać. Głównie z tego względu patrzono na niego nieco inaczej, wielu wciąż mu nie ufało i nie wierzyło, że mógłby się zmienić. W dodatku był zamieszany w całą sytuację z Wooyoungiem, to również mu nie pomagało. Mimo wszystko jednak, dzięki swojej ciężkiej pracy udowodnił, że jest gotowy przyjąć nawet i falę krytyki. Jeżeli mu się nie uda, trudno, przynajmniej próbował. Na ten moment znał przybliżoną datę swojego debiutu, choć wszystko jeszcze mogło się wydarzyć.
Na weekend mógł sobie pozwolić na wyjście do dobrze znanemu sobie baru, by porozmawiać ze starym przyjacielem. Nie widzieli się szmat czasu, ale San podejrzewał, że i tak go tam zastanie. Nie miał w życiu nic innego do roboty. Mimo że kiedyś narzekał, słuchając śpiewu Seungyouna, teraz uśmiechał się pod nosem, uciekając myślami do przeszłości, gdzie mimo że nie był wcale dobrym człowiekiem, miał obok ludzi, których traktował niemalże jak rodzinę. Później pojawił się też Wooyoung. To był moment, kiedy wszystko zaczęło się zmieniać...
- Myślałem, że już o mnie zapomniałeś, albo gdzieś cię wywieźli hen daleko - zaczął Cho, dołączając do Sana po swoim występie. - Co się z tobą działo?
- Trochę namieszałem...
- To już słyszałem - prychnął, na co San uniósł brew.
- Od Wooyounga. Wpadał tutaj co jakiś czas. Ale ostatnio go nie widuję. Marnie wyglądał, to ci powiem. Może i życie idoli jest męczące, ale on boryka się z czymś znacznie gorszym i nic na to nie mogłem poradzić.
- Co masz na myśli? - spytał San nie do końca rozumiejąc słowa starszego. Seungyoun wydał się być zdziwiony tym pytaniem.
- Jak to co? Chłopak ma złamane serce, widać to po nim. Kiedy opowiadał mi, co się stało omal się nie popłakał.
- Kiedy do ciebie przyszedł...?
- A ja wiem? Jakoś niedługo po tym jak wyszedł ze szpitala. Potem wysłali go ma hiatus i pojawiał się tu od czasu do czasu, żeby się wyżalić. Za to ciebie widzę pierwszy raz od dłuższego czasu. Gdzie ty byłeś?
- W Ameryce - odparł wprost. - Pewnie to już wiesz od Wooyounga. Spędziłem trochę czasu z ojcem, chciałem dowiedzieć się o nim czegoś więcej, no i o mamie. Potem zacząłem u niego trenować i teraz jestem tutaj.
- Zaraz... trenować? Będziesz śpiewał?
- Też miałem co do tego wątpliwości. Ale lepiej spróbować, niż siedzieć w miejscu i się nad sobą użalać.
- Wooyoung nie wie, prawda?
- Skąd miałby wiedzieć? Nie kontaktuję się z nim od czasu wypadku. Wiem, że to nie była najlepsza decyzja, ale chciałem po prostu naprawić to, co zepsułem.
- To znaczy?
- Przeze mnie omal nie wyleciał z wytwórni. Straciłby to wszystko, na co pracował latami. Ja tylko Myślałem racjonalnie...
- Rozumiem cię. Ale z tego, co mówił Wooyoung, to marzenie straciło swoje znaczenie, jeśli nie ma ciebie w jego życiu. Jest jak cień, zupełnie niepodobny do tego Wooyounga, którego znałem.
- Doskonale ukrywa to przed kamerami...
- Nie zadbasz o niego, patrząc na nagrania i czytając artykuły.
- Wiem, ale nie mogę wrócić. Tak będzie lepiej dla nas obydwu.
- Ciekawe pod jakim względem - Cho wyraźnie się już zdenerwował. - Sytuacja jest prosta, wracając do niego dasz mu szczęście, a chowając się jak tchórz tylko pogorszysz obecną już beznadziejną sytuację. Twój wybór.
- Nawet gdybym chciał... Już za późno. Nie chcę niepotrzebnie mieszać.
Ta odpowiedź najwyraźniej nie spodobała się starszemu, ale nie zamierzał już dłużej się kłócić. Wiedział, co chciał osiągnąć San, ale w tym samym czasie zdawał sobie sprawę, czego naprawdę potrzebuje Wooyoung.
- Więc? Kiedy debiutujesz? - zmienił temat, nie widząc sensu w ciągnięciu tematu.
- Na jesień.
- Tak szybko?
- Mam jeszcze sporo do dopracowania, ale wstępnie powiedziano mi, że jestem gotowy. Nie mam gwarancji, że osiągnę sukces...
- Zawsze znajdzie się ktoś, kto słucha wykonawcy dla jego muzyki, a nie życia prywatnego. Nawet jeśli będzie ich niewielu.
- Tylko czy to wystarczy...
- O tym dopiero się przekonasz.
•●•
Wielkimi krokami zbliżał się comeback, a Wooyoung z dnia na dzień czuł się coraz gorzej. Nie miał siły na nic, a udawanie, że wszystko jest w jak najlepszym porządku tylko bardziej go męczyło. Nie chciał zawieść swoich przyjaciół po raz kolejny, kiedy ci tak bardzo ekscytowali się wydaniem kolejnego albumu i występami, jakie ich czekają. Nie tak dawno wrócił do wspólnych aktywności z zespołem i osobiście nie czuł żadnej poprawy w swoim samopoczuciu. Wszystko, co się zmieniło, to na gorsze.
Naprawdę niewiele jadł, już nawet nie przez głos z tyłu głowy, który zawsze próbował mu wmówić, że jest za mało idealny. Momentami zwyczajnie nie miał siły nawet myśleć o jedzeniu po kilku godzinach ćwiczeń. Tak naprawdę nie pamiętał, kiedy zjadł porządny posiłek. To odbijało się na jego zdrowiu bardziej, niż mógłby przypuszczać.
- Dobra. Jedziemy ostatni raz - oznajmił Yunho, kiedy ćwiczyli choreografię z samego rana.
Wooyoung westchnął cicho i ustawił się na swoim miejscu, czując jak powoli całe jego ciało odmawia mu posłuszeństwa. Bogu dzięki za chwilę kończyli trening.
Zazwyczaj odznaczali się niesamowitą energią i wymagającymi układami na scenie i to zdecydowanie było najcięższą częścią wszystkich comebacków jakie do tej pory mieli. Nigdy jednak Wooyoung nie miał aż takich problemów z nadążeniem za resztą grupy, a po treningach ledwie łapał oddech i trzymał się na nogach. Udawanie stawało się coraz trudniejsze.
Kiedy muzyka ucichła, a oni wszyscy zatrzymali się w pozach końcowych, wszystko zaczęło rozmazywać się przed jego oczami, a gardło stało się niewiarygodnie suche. Przykucnął wyczerpany, chwytając się za głowę, próbując jakoś złapać oddech. Coś ewidentnie było nie tak.
- Woo? Wszystko w porządku? - głos Seoho słyszał jak przez mgłę. Nie minęło kilkanaście sekund, a obraz przed oczami stał się całkowicie czarny, a on upadł bezwładnie na posadzkę.
- Woo!
Wszyscy spanikowani zebrali się przy najmłodszym członku grupy, starając się dowiedzieć, co się z nim dzieje i próbując jakoś mu pomóc. Nie chcieli od razu zabierać go do szpitala, doskonale wiedząc, jak by się to skończyło... Mimo ich nawoływań jednak Jung nie ocknął się przez dłuższą chwilę, co zmartwiło ich wszystkich jeszcze bardziej. Jego stan mógł być znacznie poważniejszy, niż zakładali. Zabrali go do pomieszczenia obok, kładąc na niewielkiej kanapie, gdzie w końcu otworzył oczy mamrocząc coś pod nosem. Widząc przed sobą przyjaciół zdał sobie sprawę, że musiał zemdleć.
- Jak się czujesz? - spytał Yunho przykucając przy kanapie i podając chłopakowi butelkę z wodą.
- Szczerze... Marnie.
- Przestraszyliśmy się... - powiedział Yeosang. - Nie otwierałeś oczu przez dłuższą chwilę. Myślę, że powinniśmy mimo wszystko zadzwonić po pogotowie.
- Nie - zaprotestował od razu. - To spowoduje niepotrzebne problemy.
- Ale martwimy się o ciebie, Woo. Nie wyglądasz najlepiej, a czeka nas jeszcze więcej pracy. Nie możemy pozwolić, byś tak się wysilał, będąc w takim stanie.
- Nic mi nie jest.
- Akurat. - do rozmowy w końcu dołączył lider. - Nie zamierzam patrzeć, jak jeden z moich członków katuje się w ten sposób. Masz się zbadać Woo, rozumiesz? Chcemy, żebyś był zdrowy i w pełni sił. Inaczej nie wystąpimy.
CZYTASZ
Monster: Promise • Woosan [2] ✓
FanfictionDruga część 'Monster' Wooyoung nie spodziewał się, że życie stanie się dla niego trudniejsze, gdy związek z Sanem będzie przeszkodą w jego karierze. Mimo wszystko jest gotów zaryzykować i postawić miłość ponad marzenia. . Przed przeczytaniem poleca...
![Monster: Promise • Woosan [2] ✓](https://img.wattpad.com/cover/283304840-64-k67095.jpg)