Chapter nine

463 33 43
                                        

San spał może dwie godziny. Chciał wszystko dobrze przygotować, by nic go nie zaskoczyło w drodze do Los Angeles. Dlatego na nogach był już w okolicach godziny piątej i czekał, aż Wooyoung się obudzi. Liczył, że chłopak zdaje sobie sprawę, że wolałby przed ósmą być już w drodze. Jednak dochodziła godzina siódma, a Wooyoung wciąż się nie pojawiał. To trochę irytowało Sana, który w końcu postanowił go obudzić.

- Wooyoung, jest już prawie siódma. - wszedł do pokoju już podminowany. - Mówiłem, że chcę jechać rano.

Od razu zauważył, że coś jest nie tak. Wooyoung nie zareagował na żadne jego słowo, a nie sądził, by ignorował go tylko przez ich wczorajszą kłótnię. Podszedł nieco zmartwiony do łóżka młodszego i usiadł obok pochylając się, by spojrzeć na twarz chłopaka.

- Co się dzieje? - zapytał dotykając delikatnie policzka młodszego, od razu stwierdzając, że chłopak jest strasznie rozpalony. - Coś cię boli? - zapytał, próbując wyciągnąć od młodszego jakiekolwiek informacje.

Ten pokiwał głową, a San wyraźnie widział, że nie jest z nim najlepiej. Nie wiedział tylko, co było powodem jego złego samopoczucia. Przecież nigdzie wczoraj nie wychodzili, raczej nie było to przeziębienie.

- Brzuch. - odpowiedział na pytanie Sana, cały czas chowając się pod kołdrą.

- Mam jechać do szpitala? - młodszy od razu zaprzeczył. Przecież nie chciał, żeby ktoś przypadkiem go rozpoznał. - To co mam zrobić? Nie jestem czarodziejem.

- J-Jedź beze mnie. A jak mi przejdzie, to po prostu wrócę do domu...

- Chyba sobie żartujesz. Nie zostawię cię w takim stanie, chcę mieć pewność, że nic ci nie jest i jesteś bezpieczny.

- A-ale-

- Poczekam ile będzie trzeba i pojedziemy razem, tak? - powiedział gładząc delikatnie jego policzek. - Ale co mam zrobić? Nie mogę zostawić cię bez pomocy. Nie jestem lekarzem...

Wooyoung miał pewien pomysł, ale nie był pewien, czy jest on dobry. Nie chciał jechać do żadnego szpitala, ale też nie chciał leżeć przez cały dzień z tym okropnym bólem brzucha i gorączką licząc, że w końcu przejdzie.

- Mam w torbie adres... - powiedział niepewnie, dobrze wiedząc, że to może być najgorsza decyzja, jaką mógł podjąć.

Co z tego, że Seonghwa wiedział, że tu są? Nie oznaczało to, że będzie chciał im pomóc, zwłaszcza, że San jeszcze nie wiedział o Parku. Może być zaskoczony, może nawet zacznie się kłócić ze starszym, a tego Wooyoung bardzo by nie chciał.

- T-Tylko nie bądź zły. - poprosił, gdy San wyciągnął z kieszonki pogiętą karteczkę.

- To mnie nie uspokaja. - przeczytał adres nieco zdezorientowany. O co w tym wszystkim chodzi?

Wooyoung podniósł się do siadu i już wtedy San wiedział, że nie da rady sam pójść z nim do samochodu. Dlatego od razu objął go i podniósł, nie zważając na protesty z jego strony. Schodząc na dół i wychodząc z klubu nawet nie zwracał uwagi na zdezorientowane spojrzenia ze strony reszty. Posadził Wooyounga z przodu wpisując w nawigację podany adres. Nie było to daleko, ale nie wiedział co dolega młodszemu, więc liczyła się dla niego każda minuta.

- Powiedz mi chociaż gdzie jedziemy, albo do kogo. - powiedział San nieco zdenerwowany.

Wooyoung spojrzał na starszego nieco przestraszony. Nie chciał go denerwować, a od wczoraj chyba tylko do tego się nadawał.

- D-Do Seonghwy.

Z początku myślał, że się przesłyszał, ale oczy Wooyounga mówiły wszystko. Skąd młodszy wiedział, że Park gdzieś tu mieszka? I czemu mu o tym nie powiedział? Może nie rozstali się w najlepszej relacji, ale nie zmieniało to faktu, że nie widzieli się trzy lata. To jednak trochę czasu.

Monster: Promise • Woosan [2] ✓Opowiadania do pokochania. Odkryj je teraz