San musiał podjąć kilka istotnych decyzji, między innymi, czy chce zostać w Ameryce, czy wrócić do Korei. Na ten moment nie musiał martwić się mieszkaniem, ale przecież nie będzie wiecznie żerowal na ojcu. Owszem, zbliżyli się do siebie w ostatnim czasie, mężczyzna dużo mówił o sobie i swoim życiu, odpowiadał na wszystkie pytania Sana, co sprawiało, że wyglądał na szczerego i godnego zaufania człowieka. Mieszkanie tutaj było dla Sana niczym doświadczenie całkiem nowego życia, które go ominęło przez decyzję swojej matki. Nie miał jej tego za złe, mimo wszystko dzięki temu, jaki los go spotkał, był w stanie poznać Wooyounga. Nawet jeśli koniec końców się rozstali, nie żałował ani chwili spędzonej z nim.
- Myślałeś już o tym, co chcesz robić? - zaczął rozmowę jego ojciec, kiedy wieczorem przygotowywał kolację.
- W jakim sensie?
- No wiesz, coś, co będzie sprawiało ci przyjemność, gdzie się odnajdziesz. Bo chyba nie zamierzasz spędzić reszty życia zamknięty w pokoju przez całe dnie? - prychnął cicho, a San niestety musiał przyznać mu rację. Nie mógł tak po prostu siedzieć tutaj bezczynnie.
- Myślałem nad znalezieniem pracy... Ale mam wrażenie, że nigdzie się nie kwalifikuję. Mam za małe doświadczenie. Studia z kolei trochę kosztują...
- Nie pytam o to, bo chcę cię wpędzić w poczucie winy. Pytam, co chciałbyś robić w życiu, byś był szczęśliwy i czuł się spełniony. Na razie odnoszę wrażenie, że ciągle błądzisz i szukasz swojego miejsca.
- To nie takie proste zacząć od nowa, kiedy nigdy tak naprawdę się za coś nie brałem... Już ci mówiłem, jakie są moje doświadczenia. Kto by zechciał zatrudniać kryminalistę?
- Dlatego pytam, co ty chciałbyś robić. Niespełnione marzenia, chęć podejścia jakiegoś hobby. Co tylko chcesz. Może będę ci w stanie pomóc.
San nigdy nie zastanawiał się tak naprawdę, co chciałby robić. Wszystko, co dla innych było jedną z dróg, czymś co zawsze mogło być planem B, dla niego było nieosiągalne. Zniszczył sobie życie przez te kilka lat spędzone z gangiem.
- Nie wiem, czy to, czego bym chciał jest dla mnie osiągalne - powiedział ze słabym uśmiechem.
- A czego byś chciał? - ojciec odwrócił się w jego stronę, wyczekując jego odpowiedzi.
San poczuł się nieco speszony. Nigdy nie rozmawiał z nikim o tym, co by zrobił, gdyby nie dołączył do gangu, jedynie Wooyoung znał go od tej strony. Ale nawet Jung wiedział, że z jego chęci nic nie wyniknie, kiedy jedyne, z czym się spotka, to nienawiść ludzi, którzy dowiedzą się o jego przeszłości.
- Uczyłem się kiedyś śpiewać - zaczął niepewnie, wyczekując reakcji ojca. Ten jednak stał i słuchał. - Lubiłem to, ale potem wszystko się pokomplikowało i nie miałem czasu na tego typu rzeczy... Kiedy poznałem Wooyounga, robiliśmy razem tego typu rzeczy. Poczułem wtedy przez chwilę, że chciałbym spróbować, ale z moją sytuacją to raczej niemożliwe...
- Więc mówisz, że chcesz śpiewać? - uśmiechnął się mężczyzna.
- Nie musisz robić mi nadziei, wiem, że wiele nie osiągnę w tym wieku.
- Dlaczego tak sądzisz? Zawsze możesz spróbować i się wycofać. Jeśli jestem w stanie ci pomóc, czemu miałbyś nawet nie spróbować?
- Możesz mi pomóc? Jak?
- Wspominałem chyba o twoim bracie... - zastanowił się przez chwilę. - Może nie wiedzieliście o swoim istnieniu, ale myślę, że będziemy w stanie ci pomóc. Jinyoung zajmuje się firmą w Korei, kiedy ja jestem tutaj. Zawsze możesz zacząć ćwiczyć tutaj, zdecydować, czy jesteś gotowy i spróbować również w Korei. Jinyoung na pewno ci pomoże.
San milczał. Nie spodziewał się takiej reakcji, był bardziej przygotowany na śmiech i coś typu "zapomnij". Tymczasem ojciec zachęcał go, by spróbował, mimo tego, że znał jego przeszłość i zdawał sobie sprawę, jak trudno będzie mu osiągnąć sukces przez swoje błędy.
- Mówisz na poważnie? - spytał niedowierzając.
- Czemu miałbym żartować? - prychnął. - Skoro masz starego, który siedzi w tej branży, czemu miałbyś na tym nie skorzystać?
San uśmiechnął się pod nosem, a jego serce zabiło mocniej na samą myśl, że może zacząć żyć marzeniami, które myślał, że dawno w nim zgasły.
•●•
Na 10:00 miał zaplanowane pierwsze spotkanie z instruktorem wokalnym, który miał ocenić jego potencjał i pomóc mu się podszkolić. Stresował się na samą myśl, ale już zdecydował, że musi przynajmniej spróbować.
Przed wyjściem oglądał sporo filmików Wooyounga, jak występował. Mógł się od niego naprawdę wiele nauczyć i trochę szkoda było mu, że się rozstali. Minęło jednak trochę czasu i powoli ruszał naprzód. Myślał o nim codziennie, śledził jego działalność w zespole, ale poza tym, nie miał z nim kontaktu.
- Ty jesteś San? - usłyszał głos, na co podniósł wzrok z nad telefonu.
- Tak - wyprostował się, stając przed mężczyzną.
- Pan Park nigdy nie mówił, że ma drugiego syna. Jesteście naprawdę podobni - powiedział przyglądając się mu. - Ja jestem Austin. Chodź ze mną proszę.
Niepewnie poszedł za mężczyzną tak, jak mu kazał, próbując ukryć swoje zdenerwowanie. Austin wydawał się być miłym i sympatycznym człowiekiem, ale mimo to obawiał się, co powie na jego umiejętności. Przecież nie był profesjonalistą, nigdy nie śpiewał przed publicznością większą, niż grupa uczniów w szkole.
Mimo że miał średnie szanse, by odnieść jakiś sukces, chciał chociaż spróbować. Jeśli faktycznie się do czegoś nadaje, będzie musiał pracować dwa razy ciężej, niż inni, by udowodnić, że nie jest złą osobą. Może jego doświadczenie zrobiło swoje i miewał momenty, kiedy tracił nad sobą kontrolę, zwłaszcza po rozstaniu z Wooyoungiem. Jednak był zdania, że potrzebuje czegoś, na czym może się skupić, a jeśli było to coś, co lubił, nie widział przeszkód, by dać sobie szansę. Kto wie? Może kiedyś będzie miał okazję spotkać się znów z Wooyoungiem?
Tak, jak myślał, Austin nie był byle jakim instruktorem, znał się na swojej robocie. Dlatego chciał zastosować się do wszystkich jego rad i dać z siebie jak najwięcej, by usłyszeć chociaż, że nadaje się do tej roboty. W innym wypadku nie miał nawet po co próbować. Spędził więc na sali około 2 godziny, pracując nad swoim głosem i słuchając rad mężczyzny odnośnie tego, co należałoby poprawić. To, co usłyszał na koniec wystarczyło jednak, by był pewien tego, co robić dalej.
- Masz dobry głos. Stabilny przede wszystkim. A uwierz mi, że to bardzo ci się przyda. Masz talent i szkoda byłoby go nie wykorzystać. Mam nadzieję, że jeszcze się zobaczymy. Miło było cię poznać, San.
Po wyjściu z budynku San poczuł się jak nowonarodzony. Czuł satysfakcję z tego, co usłyszał i jak wiele dziś zrobił. To już był krok w kierunku marzeń, a ze słowami pochwały tylko bardziej się nakręcał. Nawet jeśli nie będzie łatwo, już zdecydował. Zamierzał obrać tą ścieżkę, niezależnie od tego, jaki będzie odzew ze strony publiki. To nie tak, że musiał mieć rzeszę fanów. Jemu wystarczyło, że ktokolwiek doceni jego starania. I tak poczuje się zaszczycony.
CZYTASZ
Monster: Promise • Woosan [2] ✓
FanfictionDruga część 'Monster' Wooyoung nie spodziewał się, że życie stanie się dla niego trudniejsze, gdy związek z Sanem będzie przeszkodą w jego karierze. Mimo wszystko jest gotów zaryzykować i postawić miłość ponad marzenia. . Przed przeczytaniem poleca...
![Monster: Promise • Woosan [2] ✓](https://img.wattpad.com/cover/283304840-64-k67095.jpg)