Pov. Bloom...
Długo nie mogłam wyrzucić z pamięci obrazu kobiety,o nieznanej mi twarzy.
Jak możliwe mogło być to,że mimo iż byłam tak blisko niej w ukazanym mi przez Isabel wspomnieniu,nie zapamiętałam jej wyglądu?
Czy była to forma czaru,nieznanego mi zaklęcia,a może...kolejna część tajemnicy?
Wracając myślami do słów kobiety, czułam dziwny dysonans,jakby jej historia,która wydarzyła się wiele lat temu,nie była tylko zwykłą opowieścią i co więcej,była historią,która wciąż żyła,a ja byłam jej częścią...
Gdyby nie pomoc Lockette prawdopodobnie utknęłabym tutaj na noc.
Moja magia,z nieznanego mi powodu,w tym miejscu nie działa tak jak powinna.
Coś lub ktoś kiedy tylko chciałam otworzyć portal,bez przerwy ją blokowało.
Na szczęście portal,który stworzyła moja mała bliźniacza wróżka,zamknął się kiedy od razu z niego wyszłam,ale otworzył się na nowo,gdy tylko znalazłam się w jego pobliżu.
Jak poradziłabym sobie bez jej pomocy?
Nie mam pojęcia,ale wiem,że mimo iż jest mała,często radzi sobie nawet lepiej niż prawdziwa czarodziejka...
🥀
Kiedy wreszcie dotarłam na Domino,byłam pewna,że jest już po północy i nie pomyliłam się.
Patrząc na zegar stojący w jednym z korytarzy zdałam sobie sprawę z tego,że zostało kilka godzin do świtu.
Świadomość tego,że kiedyś,być może wiele lat temu w tym samym zamku,właśnie w jednym z tych pokoi...w moim domu żyła ta dziewczyna,która chodziła tymi korytarzami,dotykała i podziwiała te same rzeczy,znała tajemnice, które przeszłość ukryła pod grubymi warstwami kurzu i czasu sprawiała,że historia Domino, naszego królestwa i naszej rodziny intrygowała mnie jeszcze bardziej. Jeśli istnieje choć cień szansy na to, że ta dziewczyna wciąż żyje i udałoby mi się ją odnaleźć,poznałabym nie tylko losy naszej rodziny,tajemnicę utkaną z kłamstw i ciemności,ale również jej rozwiązanie i odpowiedzi.
Przechodząc ciemnym korytarzem zastanawiałam się jak wiele dawno zapomnianych tajemnic i wydarzeń z przeszłości skrywają jeszcze mury tego zamku?
Przed pójściem do pokoju Daphne,miałam zamiar udać się do biblioteki,aby poszukać książki o motylach,którą widziałam we wspomnieniu kobiety,ale zatrzymałam się przy drzwiach sypialni moich rodziców,słysząc znajome głosy...
- Bloom zawsze była radosnym dzieckiem,nigdy nie sprawiała większych problemów.
Zawsze uśmiechnięta,pełna życia zachwycająca się pięknem otaczającego ją świata.
Nie wiem,kiedy tak bardzo się zmieniła - nie byłam pewna,ale wydawało mi się,że słyszałam głos Vanessy.
Jej głos poznałabym wszędzie.
Pamiętam jak zawsze wieczorem przed snem śpiewała mi kołysanki,a Mike opowiadał mi bajki,ale przecież...to niemożliwe,żeby tutaj byli.
Co mogliby robić tutaj o tak późnej porze?
- A ja nie wiem jak mogliśmy przegapić ten moment.
Jak mogliśmy nie zauważyć,że z dnia na dzień coraz bardziej się zmienia? Myślisz,że znasz swoje dziecko,a ono nagle dorasta i się zmienia,ale Bloom jest już dorosła i wszyscy wiemy,że jej zmiana nie ma nic wspólnego z dorastaniem - słysząc głos Mike nie miałam żadnych wątpliwości,że On i Vanessa naprawę tutaj są.
Nie widziałam ich.
Ich głosy były ciche,ale mimo to zbyt głośnie,by mogłam uważać,że rozmawiają przez telefon.
Musieli tutaj być,ale co mogło być tak ważnego,że musieli rozmawiać o tym,a może raczej o mnie,w środku nocy?
- Bardzo chcielibyśmy jej pomóc,ale nie wiemy jak - nie widziałam,ale czułam,że po policzkach Vanessy spływają łzy.
- Dziękujemy Wam za to,że zgodziliście się na tę rozmowę. Choć nie znaleźliśmy wyjścia z tej sytuacji jestem pewien,że wspólnie jakoś sobie z tym poradzimy - odparł mój biologiczny ojciec.
CZYTASZ
(𝑁𝐼𝐸)𝑆𝘱𝘦ł𝘯𝘪𝘰𝘯𝘦 𝘮𝘢𝘳𝘻𝘦𝘯𝘪𝘦 𝑩𝒍𝒐𝒐𝒎 𝒙 𝑽𝒂𝒍𝒕𝒐𝒓
Fanfic𝘒𝘖𝘕𝘛𝘠𝘕𝘜𝘈𝘊𝘑𝘈 𝘬𝘴𝘪ąż𝘬𝘪 "𝘒𝘪𝘦𝘥𝘺 𝘴𝘬𝘰ń𝘤𝘻𝘺 𝘴𝘪ę 𝘮ó𝘫 𝘤𝘻𝘢𝘴. 𝘉𝘭𝘰𝘰𝘮 𝘹 𝘝𝘢𝘭𝘵𝘰𝘳" 𝑆𝑇𝑅𝐴Ż𝑁𝐼𝐶𝑌 𝑃𝑅𝑍𝐸𝑍𝑁𝐴𝐶𝑍𝐸𝑁𝐼𝐴. Klucz do szczęścia cz.I : (Nie)Spełnione marzenie 𝑩𝒍𝒐𝒐𝒎 𝒙 𝑽𝒂𝒍𝒕𝒐𝒓 "Każdy z n...
