Theo's pov:
Obudziłem się nagle przez ostre światło słońca wpadające do sypialni. Przez chwilę leżałem zdezorientowany, nie mając pojęcia, która jest godzina. Mimowolnie nabrałem ciężko powietrza i mruknąłem przecierając oczy. Jasność była tak intensywna, że wydawało się, jakby dzień dopiero się zaczynał. Jednak zanim zdążyłem się do końca otrząsnąć i sprawdzić czas, światło zaczęło szybko blednąć, pozostawiając po sobie tylko przygaszony półmrok.
- Przepraszam, nie chciałem cię obudzić - dobiegł mnie cichy głos - odsłoniłem na chwilę zasłony, nie wiedziałem, że jest takie słońce.
Z trudem próbowałem otworzyć oczy, wciąż oślepiony resztkami światła i własnym zmęczeniem. Mrugając powoli, zacząłem rozglądać się po pokoju, szukając rozmówcy. Przez moment widziałem tylko rozmazane kształty, ale w końcu mój wzrok się wyostrzył — wtedy dostrzegłem Liama.
Miał na sobie za dużą, bordową bluzę, która luźno opadała na jego ramiona, oraz czarne spodenki zsuwające się z bioder, jakby w ogóle nie były jego rozmiarem. Stał przy oknie niepewnie, lekko spięty, jakby nie wiedział, co zrobić z rękami, i w milczeniu czekał na moją reakcję.
- Nic się nie stało, kochanie - zapewniłem mimowolnie się uśmiechając, gdy zrozumiałem, że ubrania, które ma na sobie należą do mnie.
Odwróciłem się na bok, podpierając się na łokciu. Zsunąłem kołdrę, odsłaniając nagi tors, i przesunąłem się nieco w głąb łóżka, robiąc więcej miejsca. Spojrzałem na blondyna, który wciąż wydawał się zakłopotany, i lekkim ruchem głowy dałem mu znak, że to miejsce dla niego.
– Chodź tu - zachęciłem młodszego, który szybko wykonał polecenie.
Gdy ułożył się plecami do mnie, naciągnąłem na nas kołdrę i objąłem go pewnie ramieniem. Odpowiedział tym samym gestem, a po chwili poczułem, jak powoli się rozluźnia. Przysunąłem się bliżej, chowając twarz w zagłębieniu jego szyi i opierając brodę o kark. Pachniał przyjemnie — hotelowym żelem pod prysznic i delikatną nutą moich perfum, które przeszły na bluzę. Z rozczuleniem musnąłem ustami jego szyję, zatrzymując się tam odrobinę dłużej, niż było to konieczne.
- Która jest godzina? – zapytałem cicho, wciąż zaspany.
- Krótko po piątej rano – odpowiedział po chwili i obrócił się twarzą do mnie następnie przylegając nią do mojej klatki piersiowej.
Zmrużyłem oczy, próbując się dobudzić. Położyłem dłoń na jego włosach i zacząłem je delikatnie głaskać.
- Piąta... - westchnąłem - Czemu ty już nie śpisz?
Wzruszył lekko ramionami.
– Obudziłem się w nocy i nie mogłem już zasnąć. Pomyślałem, że poczekam aż ty się obudzisz.
– Wszystko w porządku? – zapytałem cicho – Coś złego ci się śniło?
Poruszył się lekko pod kołdrą i przez chwilę milczał.
– Nie do końca... nie pamiętam snu. Obudziłem się w środku nocy i już nie mogłem zasnąć.
- Dawno temu się obudziłeś?
Skinął głową.
– Tak. Myśli mi nie dają spokoju.
– O czym myślisz? – dopytałem łagodniej.
Zawahał się.
– O różnych rzeczach... za dużo tego naraz.
Przesunąłem dłoń wzdłuż jego ramienia, uspokajająco.
– Chcesz o tym pogadać czy spróbować jeszcze zasnąć?
Spojrzał na mnie przez chwilę, jakby ważył w głowie obie opcje.
– Nie wiem... – mruknął w końcu. – Gadanie chyba tylko bardziej mnie rozbudzi.
