Dedykowane : wojtuniczek
Stałam tam oniemiała wpatrując się wielkimi oczami w scenę rozgrywającą się przede mną. Styles - wyższy o głowę od chłopaka, którego aktualnie maltretował , zadawał cios za ciosem. Każdemu uderzeniu towarzyszył cwaniacki uśmieszek wymalowany na jego twarzy i ryk śmiechu jego kumpli, oraz jęknięcia ofiary. Chłopak , na oko z pierwszej klasy liceum , niski, chuderlawy, z włosami na pazia i okularami w grubych oprawkach, przyjmował cios raz za razem w brzuch, albo twarz.
Aż się we mnie zagotowało. Szczerze? W tamtej chwili miałam ochotę po prostu podejść i dać tej piździe , Stylesowi w morde. Kto by nie miał? Może należysz do osób, które bałyby się to zrobić, nie wnikam, nie oskarżam. Ja należe do tej drugiej grupy. Nie wahałabym się gdyby nadażyła się ku temu odpowiednia okazja. A okazja - niewątpliwie była.
- Ej, Styles! - wrzasnęłam. Ryki ucichły. Wszyscy zgromadzeni oderwali wzrok od szopki i skupili go na mojej osobie. Styles we własnej osobie, również raczył obdarzyć mnie spojrzeniem, zaprzestając przy tym szykowania następnego ciosu. - Może byś tak znalazł równego sobie, co? - założyłam ręce na piersi patrząc mu wyzywająco w oczy.
- Niby kogo? Może ciebie? - zadrwił.
- A choćby i nawet. - odparłam.
Kilku zebranych gości ryknęło śmiechem na nowo. Śmiali się w ciul głośno trzymając na wyrzeźbione na sterydach brzuchy. Styles też się śmiał, choć jego oczy zdradzały niepokój. Widać wczorajszy pokaz moich " umiejętności " dał mu się we znaki. Inaczej tamten chłopak. On patrzył z niedowierzaniem i jakby rezygnacją, co nabuzowało mnie jeszcze bardziej. Myślą, że nie dam mu rady? Szowinistyczne tempe gruchy.
- No to chodź , skarbie. Pokaż co potrafisz, bo nie wiem, czy wolisz od tyłu, czy może na ścianie... Ta wiedza może mi się przydać... - zaśmiał się podchodząc bliżej, na co jego kumple zareagowali gromkim śmiechem. Tego było już za wiele. Styles przesadził. I to definitywnie. Jak ten dupek w ogóle śmiał...? Przedtem chciałam mu dać w morde? Teraz mam ochotę go zabić.
Nie zastanawiałam się długo - jeszcze bardziej zmniejszyłam dzielącą nas odległość, po czym bez zbędnych cergieli zadałam cios zaciśniętą pięścią. Trafiłam w oko. Ojjj zostanie po tym ślad. Faceci zamilkli. Nie widziałam wszystkich ,ale kilku z nich patrzyło na mnie buzią zamiatając podłoże. Opadły szczeny co? Ale ja nie poprzestawałam na tym. Styles otrzymał ide mnie w prezencie cios w brzuch i szczękę. Nawet nie próbował się bronić. A spróbowałby oddać!
Odeszłam od niego na małą odległość.
- To cie, myślę czegoś nauczy, dupku. Nie myśl, że jako dziewczyna nie jestem w stanie spuścić ci wpierdol. - warknęłam tak, żeby wszyscy usłyszeli. - A to masz ode mnie w pakiecie... - i zadałam ostatnie uderzenie. Gdzie? Hmmm... Faceci wiedzą o co chodzi. Ignorując w pełni jęki i przekleństwa Stylesa podeszłam do chłopaka.
- Wszystko okay? - zapytałam.
- T-Tak... Ja... Dzięki. - wymamrotał uśmiechając się blado.
- Cóż... Cała przyjemność po mojej stronie.
