the real shanimal

114 12 1
                                        

Postanowiłam zaryzykować, bo w końcu co mi szkodzi. Zapytam i tyle, jak odpowiedź będzie przecząca to trudno, spróbuję za jakiś czas. Dzwoniłam z bardzo pesymistycznym nastawieniem, mimo iż w głębi serca miałam nadzieję. Odczekałam parę sygnałów i gdy już miałam się rozłączyć usłyszałam świergoczący głos po drugiej stronie słuchawki.

- Tak słucham? – powiedział mój rozmówca.

- Cześć, tu Chloe. – odpowiedziałam niepewnie.

- Chloe, Chloe, Chloe – powtarzała moje imię jakby próbowała sobie coś przypomnieć – Ah tak ! Tata wspominał o Tobie. – powiedziała, wyraźnie ciesząc się z braku amnezji.

- Suuuper, mi nikt o Tobie nie mówił– dziewczyna po drugiej stronie jedynie prychnęła.

- Veronique, siostrzyczko – dodała z przekąsem, a mnie zamurowało.

Nie, żebym nie wiedziała, że mam siostrę, bardzo dobrze o tym wiem, aczkolwiek nie spodziewałam się, że to właśnie ona odbierze telefon. Veronique jest straszą ode mnie o 2 lata i jest dzieckiem z wcześniejszego małżeństwa mojego ojca. Mimo, iż znałam ją od urodzenia, zawsze podawałam się za jedynaczkę. Nigdy nie miałyśmy ze sobą dobrego kontaktu. Zawsze byłyśmy przeciwko sobie. Zawsze była dla mnie nikim. Ulubienica rodziców,oczko w głowie. Ja od 17 roku życia mieszkałam sama,ona natomiast zawsze z rodzicami,bez nich była nikim. Nie odzywałam się z nią od ponad 4 lat.

- Jest gdzieś mama lub tata niedaleko ciebie? – zapytałam jak gdyby nigdy nic.

- Ojjj a z siostrą to już nie łaska porozmawiać? 4 lata przerwy to za mało, żeby parę zdań zamienić? Czy może jesteś już tak wielką gwiazdą Hollywood, że nie marnujesz czasu na kogoś takiego, jak ja?! – wykrzyczała do słuchawki.

- Vera, proszę cię, nie zaczynaj takiego tematu, daj mi mamę i miejmy to z głowy.

Po chwili ciszy w słuchawce usłyszałam znajomy mi głos.

- Tak słucham

- Mamo, cześć, tu Chloe.

- O Chloe, witaj. Co u ciebie słychać? – zapytała w brytyjskim stylu nie oczekując na odpowiedź, bo przecież nie liczyło się, czy mam się dobrze. – W jakiej sprawie dzwonisz?

- Tak sobie pomyślałam, że jakbyście mieli wolne, to może chcielibyście przyjechać na trochę się do mnie? – zapytałam z nadzieją.

- Do ciebie? Do Los Angeles? Wiesz ile to jest godzin lotu?

- Ah no tak, nie pomyślałam o tym, masz rację, ale jest mi tu naprawdę dobrze i chciałam przedstawić wam kogoś bardzo ważnego w moim życiu. Zresztą mniejsza, nie będę was na koszty roamingowe naciągać, mam nadzieję, że wszystko u was dobrze i zdzwonimy się jakoś. – powiedziałam od niechcenia dobrze znaną mi formułkę, bo zawsze tak kończyła się moja minutowa rozmowa z rodzicami.

- My mamy się świetnie, wczoraj Veronique sprawiła nam cudowny prezent- zaczęła opowiadać, ale musiałam to przerwać.

- Wiesz co, nie mogę rozmawiać, właśnie ktoś przyszedł, opowiesz innym razem. Trzymajcie się. Pa. – powiedziałam i czym prędzej się rozłączyłam.

Usiadłam na kanapie i włączyłam telewizor przerzucając z kanału na kanał. Na niczym nie mogłam się skupić i nic nie miało dla mnie sensu z tego co mówili w TV, jakby posługiwali się zupełnie innym językiem niż ja. Nie wiem jak długo tak przesiedziałam, ale z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk dzwonka do drzwi. Wstałam, przeczesałam palcami włosy i ruszyłam do drzwi, gdzie po otworzeniu przywitał mnie olbrzymi pluszowy tygrys z wielgaśnymi oczami, który pachniał jak Shannon.

Charmante chickOpowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz