Fajerwerki nie były już tak zachwycające, jak wcześniej, ich odgłos nie powodował przyjemnych dreszczy na ciele, a kolory nie były już tak piękne. Wręcz przeciwnie, zaczęły być irytujące, pozbawione magii i szybszego bicia serca. Przeszkadzały. Przeszkadzały myślom, którymi moja głowa była w tym momencie przepełniona, jak za mała walizka na długi wyjazd, która nie chce się dopiąć. Przeszkadzały również rozmowie, a raczej naprzemiennym krzykom, które towarzyszyły nam tej nocy. Nie wiedziałam czy bardziej powinnam się złościć, czy martwić. Miałam mętlik w głowie, jak chyba jeszcze nigdy. Nieważne ile razy przytrafiłaby mi się jakaś sytuacja, z nim i tak zyskiwała innej barwy i była jak nowa. Nie chciałam tego dłużej ciągnąć, nie w taki sposób.
- Shannon – usiadłam naprzeciwko niego i wpatrywałam się w te piękne ciemne oczy, w danej chwili pozbawione codziennego blasku.
- Odpowiedz mi.
- Ale ja nie wiem co ja mam ci powiedzieć. Nie wiem co z nią robiłeś. Widziałam jedynie jak – wzięłam głęboki wdech, tak będzie lepiej – rozmawialiście ze sobą przy samochodzie. Wsiedliście i odjechaliście. Nie odbierałeś telefonu, impreza się kończyła, wróciłam do domu. Jay wiedział, że nie byłam w najlepszym nastroju, więc zaoferował, że pojedzie ze mną i tam na ciebie poczekamy. Tyle.
- Tylko z nią rozmawiałem? – zapytał, a ja przed oczami miałam ich „rozmowę", ale byłam twarda.
- A mogłeś coś jeszcze z nią robić?
- Nie ! Na pewno nie ! – uniósł głos, żeby za chwilę chwycić mnie za rękę. – Przepraszam Chloe za to co się stało. To już się nie powtórzy. – był szczery, a przynajmniej wyglądał na szczerego. Chciałam, żeby to już nigdy nie miało miejsca, ale jaką miałam pewność? Teraz jednak bardziej liczyło się coś innego.
- Co to za operacja Shann? – ze spokojem w głosie zadałam pytanie, które nie dawało mi spokoju.
- Barku. Od poprzedniej trasy jestem na lekach przeciwbólowych. Na początku pomagały, czułem się jak młody bóg, ale z każdym kolejnym tygodniem było coraz gorzej. Stanley, mój lekarz, zalecił zastrzyki, z którymi było podobnie. Teraz konieczna jest operacja. – beznamiętne słowa wypadały z jego ust, a ja oszołomiona słuchałam tego.
- Dlaczego mi nie powiedziałeś? – był to niczym cios w plecy. Nie wiedziałam zupełnie nic, ani o tabletkach, ani o zastrzykach, ani o wizytach u lekarza. Poczułam się, jakbym nic nie znaczyła.
- Nie chciałem żebyś wiedziała. Chciałem sobie sam z tym poradzić. Nie wiem no, może wtedy byś nie chciała za mną być. Nie dość, że po czterdziestce, w sumie przy pięćdziesiątce, to jeszcze schorowany. Mogłaś trafić dużo lepiej.
- Słucham ?! Shannon, co ty w ogóle wygadujesz? Czy ty słyszysz samego siebie? Kocham tylko ciebie, nikogo innego, nie młodszego, starszego, bardziej lub mniej schorowanego, tylko ciebie! I przykro mi, że nie powiedziałeś mi o tym, bo byłoby ci łatwiej. Jak chciałeś sobie sam z tym poradzić, jak ukryć to przed wszystkimi? Jared ani Tomo nie wiedzą, prawda? Constance też nie?
- Nie – odparł i zwiesił głowę.
- Niewiarygodne, ale zostawmy to na razie. Najpierw trzeba porządnie zająć się tym barkiem. Rano zadzwonisz do lekarza, pójdziemy na wizytę i dowiemy się wszystkiego. A teraz chodź do domu, bo zimno się robi i czekają na nas.
**
Noc i poranek nie należały do najprzyjemniejszych. Ani na chwilę nie zmrużyłam oka, czuwałam, rozmyślałam, jednak bez większych rezultatów. Przed 8 Shannon zadzwonił do kliniki i umówił się z dr Willisem na wizytę w jego prywatnym gabinecie niedaleko Beverly Hills. Gdy wróciliśmy wczorajszego wieczoru wszystko było już sprzątnięte i posegregowane, a goście zbierali się do wyjścia, tak więc nie miałam dużo do zrobienia tego ranka i zaraz po śniadaniu udaliśmy się do lekarza. Gabinet mieścił się w bogatej dzielnicy, w dużym dwupiętrowym budynku zagrodzonym wysokim murem przed okiem wścibskich fotoreporterów. Gdy weszliśmy do środka powitała nas sympatyczna recepcjonistka oznajmiając, że pan Willis już czeka w pokoju 103. Nie mogłam stwierdzić kto bardziej się denerwował, czy ja, czy może Shannon, a może denerwowaliśmy się jednakowo mocno? Po uchyleniu białych mlecznych drzwi, naszym oczom ukazał się starszy, na oko 60 letni, siwawy z pogodną twarzą i równie przychylnym nastawieniem, pan Stanley, bo tak też się przedstawił.
CZYTASZ
Charmante chick
Fiksi Penggemar"Kochaj się ze mną tak, jakbyś już nigdy miał mnie nie spotkać" wyszeptałam mu do ucha. Chloé + Shannon
