Hope była już od dziecka szkolona.Jej brat nauczył jej wszystkiego czego wie.Ojciec wpajał, że każdy musi umieć się bronić.Teraz jako dorosła musi zmierzyć się z tym co ją czeka.
Los lubi płatać figla.Dziewczyna nie spodziewała się, że zostanie ło...
Hope otworzyła oczy i spojrzała na Raya, który spał.Wstała i zaczęła pisać coś na kartce położyła ją na drugiej połowie.
Zamknęła delikatnie drzwi.
Uśmiechnęła się z tego co mu napisała.
Wzięła walizki i podeszła do każdego z osobna.
Żegnając się jak przystało na królewnę.
-Idzie wraz z tobą.
-Ale...-Spojrzała na Balta.
-Będzie cię chronił kiedy my już nie będziemy.Od samego początku był tutaj tylko dla tego.Każdemu przyda się towarzysz...samemu podróż nie służy.-Cońe przyprowadził konia.
-Jeszcze nigdy mnie nie zawiódł.Ciebie też nie powinien wystarczy, że mu zaufasz.-Przytaknęła.
-Do zobaczenia.-Wskoczyła na konia.
Balto ustawił się obok niej.
-Trzymaj się..
-Miłej drogi.
Złapała lejce i pociągnęła.
Jadąc galopem spojrzała za siebie w oknie widziała twarz Raya.Uśmiechnęła się.
W ręce trzymał kartkę.
Czuj się wykorzystany...zostałeś zdominowany przez Jej Wysokość
Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.
Jechała już kilka godzin.Chciała położyć się i zasnąć, ale zostało jeszcze parę godzin.Wytrzyma.
Kiedy oczy zaczęły się jej zaklejać.Zatrzymała konia i zeszła z niego.
Przywiązała klacz do pnia i rozłożyła koc.
Balto pojawił się obok niej.
Zasnęła.
Obudziły ją kroki.Z przymkniętymi oczami słuchała.
-Jest!-Ktoś próbował zabrać jej plecak.Wyrwała się i z całej siły przywaliła tej osobie w brzuch.
Zatoczyła się do tyłu.
-Yall wszystko dobrze!-Ktoś zawołał.
Osobnik pochylił się do przodu i zwymiotował.Hope złapała go za głowę.
-Czego chcecie?
-Chciałem plecak.
-Kłamiesz.
-Mówię prawdę.
-Po co ci on?
-W mieście nie ma nic do jedzenia.
-Utrzymujecie się z kradzieży.
-To jedyny sposób aby mieć coś w ustach.
-Jak nie przestaniesz kłamać będziesz miał kulkę w ustach.
-Kto cie przysłał?
-Nikt..Alfa by zły ..bardzo zły..od tygodnia nic nie jedliśmy.-Zostawił go.
Jest ich więcej.
Poczuła dotyk na ramieniu obróciła się i z półobrotu przywaliła w bok.
Coś chrupnęło.
Ktoś krzyknął.
-Po co ci to było?
-Kim jesteś?-Stał na kolanach.
-Kimś o kim powinieneś zapomnieć dla twojego dobra.-Przejechała nożem po jego szyi.
-Jasne?
-Oczywiście.
Młody męzyczna biegł przez hol.Zatrzymał się przed drzwiami.Bał się je otworzyć.Pan nie będzie zadowolony.
Przełknął ślinę.
-Ronald!Do mnie!-Wszedł do środka.
Młody jasnowłosy męzczyzna siedział na krześle.Jego ciemne oczy świdrowały go.