Rozdział 13

844 42 0
                                        

Hope nie widział już więcej tego wzroku.Sean zachowywał się jak gdyby nic się nie stało i to właśnie najbardziej ją przerażało.Traktował to jak nic.

-Hope choć!-Zawołał.

Zeszła do niego.

-Muszę iść ..

-Gdzie?

-Za niedługo wrócę.Nigdzie się nie ruszaj.

-Dlaczego?Nie mogę wyjść na dwór.

-Nie!-Krzyknął.

Zmarszczyła brwi.

-Po co ci broń?

-Musze zapolować ...jedzenie się kończy.

-Trzeba było nie budować się w samym środku lasu.

-Hope zostań tutaj i zaczekaj po prostu czekaj...

Cały dzień siedziała patrząc się przez okno widziała wiele zwierząt biegnących obok.

Postanowiła dłużej nie zwlekać.

Wyszła na zewnątrz.

Świerze powietrze wprawiło ją w wesoły nastrój.

Szła przez las nie patrząc jak bardzo się od domu oddaliła.

Zatrzymała się dopiero przy strumyku.

Przysiadła i obmyła sobie twarz.

W kafli wody widziała jakąś dziewczynę i chłopaka, który celował do niej.

Obraz był zamazany, ale i tak mogła rozpoznać, że stali nieopodal siebie.

Widziała jak nacisnął spust.Padł huk.

Obróciła się.

To działo się naprawdę...zastrzelił ją.Spojrzała z powrotem..ciało dziewczyny leżało na ziemi, ale strzelcy nigdzie nie było.

Szybko wstała.

Gdzieś tu był.

Zaczęła bieg.

Biegła i biegła.

Kompletnie się zgubiła.

Liście zakrywały jej twarz.

Odgarniała je, lecz gałęzie raniły ją.

Została pochwycona w czyjeś ramiona chciała się uwolnić.

Kopnęła w tył i obróciła się.

-Sean.

-Hope co ty tu robisz?Mówiłem żebyś nie wychodziła.Tu jest niebezpiecznie.

-Gdzie byłeś ?

-Polować..-Pokazał jej trzy króliki i dwie wiewiórki.

Sean nie zjadł jedzenia.Nie tknął go nawet podczas gdy Hope zajadał się nimi.

Wieczorem przez całe obżarstwo nie mogła spać...brzuch ją bolał.

Przewracała się z boku na bok.Wciąż myślami wracała do wydarzenia sprzed strumienia.

Rano była zadumana.Nawet Sean to zauważył.

Zwaliła to na niewyspanie.

W nocy go też nie było.Myślał, że tego nie zauważyła, lecz kiedy wstała z łóżka drzwi od jego pokoju były otwarte, a go w nim nie było.

Zniknął na tak długo, że Hope mogła bez problemu poszperać.

Znalazła kilka wiatrówek...sztyletów...mieczy i parę karabinów.

Nie bała się była wyczerpana psychicznie i fizycznie.

W nocy nie może spać myśląc po co on się z nią bawi.

Daję nadzieję...

Może czeka na najlepszy moment aby ze mną skończyć?

Nie to ja skończę z nim.

W nocy zabrała naładowany pistolet i w ciemnościach czekała.

Usłyszała jego ciężkie kroki kiedy otworzył drzwi i wszedł do środka.Nachylił się.

-Wiem, że cię chowasz ...nie wiem tylko po co?

Uniosła broń.

-Kiedy to znalazłaś...

-Niedawno...-Skinęła za siebie gdzie miała resztę broni.

-Na co?

-Nie interesuj się tym...

-Sean mów zaraz, bo do ciebie strzelę.

-Nie zrobisz...-Przerwał głośny huk.

Otworzył szeroko oczy.

-Następny będzie w głowę.To jak..odpowiesz..

-Do zabijania.Nie mówi, że nie wiesz po co jest broń.

-Na co ci to ...zabijać.

-Hope nie jestem...znaczy w pewnym sensie może trochę jest coś we mnie co jest podobne do ciebie, ale ja nie jestem tym...Hope...-Westchnął.

-Jestem mordercom.



HunterOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz