Siedziała na drzewie pobliskiego lasu i spoglądała na zamek.Kalowenowie.
Wyciągnęła rękę i spojrzała na nią.
Z jej palców buchnęły płomienie.Zamknęła dłoń.Zgasły.
Podsunęła kolana pod brodę.
Głupie królewskie życie to wszystko jest jak jakiś dobry żart.
Ciągłe bala, pilnowanie się przed telewizją.
Co się stało z tymi czasami kiedy dziadkowie cieszyli się tym, że mają sforę i o nią dbają, a nie o jakieś durne królestwo gdzie co druga osoba nienawidzi cię albo chce cię zabić.
Zeskoczyła z drzewa.Usłyszała jakiś szelest.Obróciła się.Nikogo nie widziała.
Ruszyła z powrotem do pałacu.
-Muszę ci coś powiedzieć.Hope.-Mama próbowała uspokoić oddech.
-Nie ja nie mogę.-Wyszła.
Ojciec odprowadził ją wzrokiem.
-Jak dobrze wiesz istnieją łowcy...
-Opowiadałeś mi to kiedyś.
-Tak i ...chodzi o to, że byłaś wychowywana na różnych zasadach walki.
Twój wuj obiecał kiedyś ciebie pewnemu łowcy.Aby zawrzeć pokój między nami.
-Mam być z łowcą?!
-Dlatego zostałaś szkolona aby móc w razie czego obronić cię.
-Nikt nie spytał mnie o zdanie.
-Byłaś jeszcze w brzuchu matki.
-On będzie miał jakieś czterdzieści coś lat.Tato to obleśne.
-Skarbie..
-Nie.Koniec tego.-Wystawiła ręce do góry i obróciła się na pięcie.
-Przyjadą jutro rano.
-Słucham?
-Rada zabierze cię do siebie.Pokażą ci co należy wiedzieć...
-Tato ja nie chce.
-Wiem kochanie. ale to była już uzgodnione zanim się narodziłaś.
-Nie możesz nic z tym zrobić.
-Niestety.
-A jeżeli on mi coś zrobi?
-Nie odważy się, a jeśli nawet by próbował jesteś przecież doskonale wyszkolona..jeszcze rada..
nawet palcem cię nie tknie..-Łzy zebrały się w jej oczach.
-Sprzedaliście mnie za jakiś głupi rozejm.-Wyszła.
Zaczęła się pakować.Nie płakała już.Wiedziała, że to i tak nic nie da.
Mama objęła ją.
-Spokojnie skarbie.
-Mamo ja nie chce być z jakiś starym..
-Skąd wiesz, że on będzie stary?Właśnie nie wiesz.Będzie starszy, ale czy stary?
Zjawili się o świcie.Z kapturami na głowach i spuszczonym wzroku.
Wzięli ją ze sobą.
Jechali konno.
-A nie można autem?Byłoby szybciej.-Nie odpowiedzieli.
Jechali w ciszy.Hope zasnęła.
Obudziła się kiedy zatrzymali się przed jakimś wejściem.
-Witajcie bracia.Ach jakiś nowy?-Ktoś stał w tunelu.
Zeszli z koni.Ściągnął ją któryś z siodła.Zniknęli w ciemnościach.
-Podejdź.Nie bój się.Choć chłopce...zaraz.-Strażnik dopiero pojął swój błąd to nie męzczyzna tylko kobieta.
-Jestem Hope.
-Witaj.Nazywają mnie Cońe.-Szli za światłem.Przed nimi rósł przepiękny las.
-Jak ślicznie.
-Niech cię nie zwiedzie ten widok.Nasz świat może być zarówno tak samo zabójczy jak i urodziwy.
Weszli do ozdobnie zdobionego budynku.
-Świątynia nauki.-Wrota zamknęły się za nimi.
-Witaj.-Skłonił się do niej.
Hope również dygnęła.
-Nie spodziewaliśmy się dziewczyny, ale to nic nie zmienia.Choć za mną.
Pokazali jej pokój.Rozpakowała się.
-Hope.Choć.Za godzinę rozpoczynasz trening.
-Już?
-Im szybciej tym lepiej.
CZYTASZ
Hunter
WerewolfHope była już od dziecka szkolona.Jej brat nauczył jej wszystkiego czego wie.Ojciec wpajał, że każdy musi umieć się bronić.Teraz jako dorosła musi zmierzyć się z tym co ją czeka. Los lubi płatać figla.Dziewczyna nie spodziewała się, że zostanie ło...
