Rozdział 5

2.9K 145 133
                                        

Dzisiaj na moje szczęście obudził mnie budzik, a nie ojciec. Wstałem, wziąłem bokserki i poszedłem się umyć. Po kilkunastu minutach wyszedłem z łazienki. Postanowiłem ubrać czarne rurki do tego zwykłą granatową bluzę adidasa bez kaptura. Spakowałem plecak, wziąłem telefon i wyszedłem z pokoju. Na dole czekał na mnie mój ojciec. Siedział przy stole czytając gazetę. Przed nim stał kubek, z zapewne kawą i pusty talerz z okruchami.

- Hej - przywitałem się i podszedłem to lodówki wyciągając z niej mleko.

- Hej, jak było wczoraj w szkole? - zapytał.

- Dobrze. Poznałem naprawdę miłego chłopaka. Ma ze mną kilka lekcji.

- Jak się nazywa?

- Niall, Niall Horan.

- Jak chcesz to możesz go zaprosić do domu - powiedział.

- Na-naprawdę mogę? Ty nigdy...

- Oczywiście, że możesz. Nie będę zabraniał ci spotykania się ze znajomymi. Po za tym, ty nigdy ich nie przyprowadzałeś do domu, a więc droga wolna.

- Umm...dzięki.

Zaskoczył mnie tym co powiedział. Mój ojciec pomimo, że często odwala jakieś akcje to jest dobrym człowiekiem. Nie lubię go to prawda ale czasem potrzebuje go jako ojca. Staram się wykorzystywać takie sytuacje najlepiej jak mogę. Pewnie jutro znowu będzie miał mnie gdzieś. Już dawno do tego przywykłem.

- Louis, Louis słyszysz mnie? - wyrwał mnie jego głos z natłoku myśli.

- Eee, zamyśliłem się...co mówiłeś?

- Pytałem czy chcesz, żebym podwiózł cię do szkoły?

- Nie, dzięki. Przejdę się.

- W takim razie dobrze. Ja będę się już zbierał. Wrócę późno. Zostawiłem ci trochę pieniędzy na komodzie w przedpokoju - mówiąc to zabrał swoje rzeczy i wyszedł.

Po tych słowach pobiegłem do przedpokoju i zabrałem pieniądze, żeby ich nie zapomnieć. Wróciłem do kuchni i zrobiłem sobie płatki z mlekiem. Szybko zjadłem i wstawiłem wszystkie naczynia, łącznie z tymi ojca, do zmywarki. Poszedłem jeszcze raz do mojego pokoju i zabrałem z tamtąd plecak oraz telefon. Miałem dwa nieodebrane połączenia. Jedno od Zayna i jedno od Nialla. Postanowiłem najpierw zadzwonić do Zayna. Czekałem 2 sygnały po czym usłyszałem jego głos.
„Hej Lou, przepraszam ale po ciebie nie przyjadę"
„Hejka Zee, nie przepraszaj, rozumiem nie musisz po mnie przyjeżdżać, pojadę metrem, najwyżej spóźnię się na pierwszą lekcje"
„Nie, przyśle kogoś po ciebie. Zostań w domu, nigdzie się nie ruszaj. Zaraz ktoś będzie pod twoim domem, daj mu 10 minut"
„Ale nie, ja nie chce. Naprawdę dzięki, że chcesz dla mnie dobrze ale no bez przesady dam sobie radę"
„Ja się po prostu martwię i nigdzie się nie ruszaj, kończe zobaczymy się w szkole"
„Zay-" rozłączył się.
No przecież ja go zamorduję. Nie mam pięciu lat, żeby on mi załatwiał transport. Ehh, ale z drugiej strony to dobrze, że się martwi. Zaśmiałem się sam do siebie. Jestem tylko ciekawy kto po mnie przyjedzie. Tak naprawdę mulat nikogo mi nie przedstawił, bo nie było mnie na stołówce. Nagle usłyszałem trąbienie. Zabrałem wszystkie rzeczy i wyszedłem z domu. Przed nim stało czerwone, sportowe audi r8. Było świetne. Otworzyły się drzwi od strony pasażera.

- Chodź, bo się spóźnimy Tomlinson! - ktoś krzyknął do mnie.

Od razu podbiegłem do auta i wsiadłem do niego. Odwróciłem się do chłopaka. Był dość przystojny. Miał brązowe włosy i oczy. Widać było, że coś trenuje. Na pierwszy rzut oka, wydawał się być miłą osobą. Zobaczymy jak w praktyce.

Fake love ~ LarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz