Obudził mnie hałas pukania do drzwi. Pomyślałem, że to mój ojciec. Pewnie chce mnie obudzić. Po chwili przypomniałem sobie, że przecież ojciec po pierwsze by nie budził mnie tak spokojnie, a po drugie to go nie ma w domu. Odwróciłem się gwałtownie w stronę drzwi, ale były otwarte. Zdenerwowałem się. Powoli wstałem i podszedłem do nich. Wyjżałem na korytarz, ale nikogo nie było. Nagle znowu rozległo się pukanie. Dobiegało z mojego pokoju. Natychmiast się odwróciłem i o mały włos nie dostałem zawału. Nie krzyknąłem, ale się wzdrygnąłem. Na moim balkonie stał śmiejący się Harry. Był ubrany w czarne rurki i bluzę koloru brudnego zielonego z czarnym napisem "Obsession". Do tego miał czarne vansy i granatową opaskę, która podtrzymywała mu włosy, aby nie spadały mu na twarz. Podszedłem do drzwi balkonowych i otworzyłem je.
- Bawi cię to, że się przestraszyłem? - powiedziałem z frustracją w głosie.
-Troszeczkę, ale nie złość się - usprawiedliwiał się.
- W ogóle co ty robisz na moim balkonie?
- Jestem, tu żeby cię obudzić, bo moje kochanie zgubiło telefon i nie ma budzika.
- Ooo dziękuję - uśmiechnąłem się słodko.
- No to teraz idź się myć, a ja zrobię...jest twój ojciec?
- Nie, nie ma.
- No to zrób co powiedziałem, a zrobię śniadanie dla nas.
Nie odpowiedziałem i udałem się do łazienki. Wyszykowałem się i wyszedłem w samych czarnych bokserkach. Stanąłem przed szafą i zacząłem wybierać. W końcu założyłem na siebie czarne rurki, czarne vansy, carną bluzę adidasa z dużym czerwonym logiem na przodzie i do tego wszystkiego szarą beanie. Miałem ją tak założoną, że wystawała mi grzywka. Zabrałem plecak i zacząłem szukać telefonu. Po chwili przypomniałem sobie, że przecież go zgubiłem i dlatego Harry przyszedł tak wcześnie. Ale zaraz...Przecież ja mu nic nie mówiłem, więc skąd on niby wie o tym? A może mu powiedziałem? Już sam nie wiem. Wreszcie wyszedłem z pokoju i zszedłem na dół. Po całej kuchni roznosił się przyjemny zapach. Usiadłem przy stole na przecikwo kuchni i obserwowałem loczka.
- No to czym mnie dzisiaj zaskoczysz? - zacząłem.
Chłopak podszedł do mnie i postawił przede mną talerz z dwoma tostami. Harry za to mniał trzy tosty. Wrócił się jeszcze do kuchni po dwie gorące herbaty i usiadł na przeciwko mnie.
- Mmmm...- wziąłem gryza. - Dobre, dziękuję - uśmiechnąłem się.
- Wiem i dla ciebie wszystko - odwzajemnił uśmiech i puścił mi oczko.
To było urocze. Po zjedzonym posiłku umyłem naczynia. Trochę przed 7:35 AM byliśmy już w drodze do szkoły. Wyszedłem z samochodu. To samo zrobił zielonooki i udaliśmy się razem do szkoły.
Wszystkie przerwy spędziłem z Harrym. Na jednej z nich zauważyłem płaczącego Nialla. Chciałem do niego podejść, ale jak tylko mnie, w sumie nas, zobaczył to uciekł. Nie wiem dlaczego. Chciałem się tylko spytać czy mu w czymś nie pomóc, bo nie wyglądał za dobrze. Jak chce to niech mnie unika. Jego spawa. Dalej idąc, to Zayna też spotkałem, tak właściwie to na niego wpadłem. Przeprosiłem, a on spojrzał na mnie i widziałem, że chciał coś powiedzieć. Powstrzymał się i poszedł jak tylko ktoś był w jego zasięgu wzroku. Nie wiem do końca kto, bo kiedy się odwróciłem widziałem kogoś plecy znikające za ścianą. Jeszcze na swojej drodze spotkaliśmy Liama. Z nim normalnie pogadaliśmy i pośmialiśmy się. I tak cały czas spędzony w szkole minął mi szybko i przyjemnie.
Jechałem właśnie z Harrym z bandamką na oczach. Nie wiem gdzie, bo nie chciał mi powiedzieć i kazał zakryć oczy. To ma być niespodzianka. Byłem strasznie podekscytowany na to. Jechaliśmy już tak z pół godziny. Przez ten czas zdąrzyłem się już na niego kilka razy obrazić i przeprosić go za to, że się obraziłem. Trochę to skomplikowane, ale no byłem zdenerwowany gdzie mnie wiezie. W czasie gdy go przepraszałem słuchaliśmy muzyki i śpiewaliśmy. W końcu zatrzymaliśmy się. Chciałem zdejmować bandamkę, ale loczek mi przeszkodził.
CZYTASZ
Fake love ~ Larry
FanfictionNieśmiały chłopak, Louis Tomlinson trafia do nowej szkoły w Londynie. Imię Harry prześladuje go od pierwszego dnia liceum i wtrąca się w jego życie. ~~~ Uwaga: Przekleństwa i sceny 18+
