Rozdział 8

2.6K 118 58
                                        

Następny tydzień minął w podobnej atmosferze co pierwszy. Poznałem bardzo miłą dziewczynę. Siedzę z nią na chemii. Ma na imię Livia ale mówię na nią Liv. Z chłopakami jest jeszcze lepiej niż było. Dzięki nim stałem się bardziej pewny siebie. Co do ojca to jeszcze nie wrócił i chyba w najbliższym czasie się na to nie zapowiada. Wysłał mi pieniądze i napisał, że będzie mi przesyłał je co tydzień. Dla mnie to spoko układ, jeśli można to tak nazwać.

Właśnie wracałem do domu. Pierwszy raz zdecydowałem się pojechać metrem. Nie było źle prócz tłumu ludzi. Kierowałem się ze stacji metra już do domu. Postanowiłem jeszcze wejść do sklepu i kupić jakieś chipsy, bo miałem straszną ochotę na nie. Chodziłem między alejkami by znaleźć regały z przekąskami. Wreszcie po kilku chwilach udało mi się je odnaleźć. Przystanąłem przy nich i zacząłem wybierać. Nagle usłyszałem jakieś głośne rozmowy na początku alejki. Odwróciłem głowę i nie mogłem uwierzyć kogo widzę. To ten pieprzony Styles z bandą przygłupich kolegów. Na moje nieszczęście złapałem z nim kontakt wzrokowy. Szybko go zerwałem i wziąłem pierwszą lepszą paczkę chipsów. Chciałem już biec do kasy, ale ktoś przyszpilił mnie do słupa.

- Nie ładnie tak się nie przywitać z przyjacielem Louis...- uśmiech pojawił się na jego twarzy. - Trzeba być kulturalnym.

- Nie jesteśmy przyjaciółmi, więc mnie zostaw - wyszeptałem.

- Co ty powiedziałeś? - zacisnął szczękę.

- Zostaw mnie - powiedziałem głośno.

- Jak sobie życzysz...- mówiąc to naprawdę mnie puścił.

Miałem już dziękować i sobie iść, ale odwrócił się i uderzył mnie w twarz z pięści. Dostałem w policzek. Automatycznie złapałem się za niego i poczułem łzy zbierające się w oczach.

- Może to cię nauczy bycia kulturalnym dla przyjaciela - mówiąc to zaśmiał się głośno i odszedł w stronę kas, gdzie czekali na niego koledzy.

Co on sobie ubzdurał? Jestem kulturalny dla osób, które są kulturalne dla mnie. Po za tym, nie jesteśmy przyjaciółmi. Czemu to do mnie się przyczepił? Dlaczego go spotkałem, oczywiście musiałem mieć chęć na chipsy. Akurat dzisiaj, kiedy on też. Nie wytrzymam zaraz. Przecież ja go nienawidzę. To czemu w takim razie nadal mi się podoba? Nie rozumiem siebie.

Wyszedłem ze sklepu, bo odechciało mi się wszystkiego. Chciałem być już w domu. Zadzwoniłem po drodze do Nialla czy przyjedzie, oczywiście zgodził się. Chwila nie minęła, a już byłem pod domem. Wszedłem do niego i pobiegłem na górę do pokoju. Położyłem plecak koło szafy i podszedłem do lustra. Dotknąłem lekko policzka i skrzywiłem się od razu. Strasznie bolał. Pewnie będę miał siniaka. Zacząłem płakać. Chciałem się uspokoić, bo blondyn miał przyjechać, a ja jestem w takim stanie. Z tych prób wyniosłem tylko jeszcze więcej łez. Nie potrafiłem się uspokoić. Nagle do mojego pokoju wpadł Horan. Podszedł i od razu mnie przytulił. Nawet nie słyszałem, że wchodzi do domu. Trwaliśmy tak chwile, aż w końcu wziął mnie na ręce i posadził na łóżku. Powoli zaczynałem się uspokajać. Wreszcie przestałem płakać, a on odkleił się ode mnie. Podszedł do swojego plecaka i wyciągnął wodę, którą mi dał. Wziąłem kilka łyków i postawiłem ją na szafce. Wyszedł nagle z pokoju i wrócił z lodami zawiniętymi w szmatkę. Podał mi je, a ja przyłożyłem okład do policzka. Najpierw poczułem straszny ból, który z każdą chwilą był zastępowany ukojeniem. Po tym Niall usiadł z powrotem obok mnie. Zdałem sobie sprawę, że on nie wie dlaczego płakałem, więc opowiedziałem mu całe zdarzenie jakie miało miejsce w sklepie. Widziałem, że z każdym moim słowem staje się bardziej zły. W końcu skończyłem, a on na mnie spojrzał. Przestał na mnie patrzeć tak na początku historii. Widziałem w jego oczach złość.

- Ja pierdole, czemu on się na ciebie uwziął. Jesteś jakąś jego ofiarą do kurwy?! - prawie krzyknął. - A nie przepraszam, jesteś jego pieprzonym przyjacielem. On ma jakiś fetysz, kurwa. - zaczął wymachiwać rękami. - I czy on musi bić cię za każdym razem jak cię widzi? Nie wytrzymam już kurwa. A powiedziałeś chłopakom?

Pokiwałem przecząco głową.

- Nie powiedziałeś?! A bo najpierw zadzwoniłeś do mnie. Później musisz im powiedzieć. - już się uspokoił. - W tym całym zajściu jest progres...

- Jaki progres? - zdziwiłem się.

- Przeciwstawiłeś mu się. Może trochę nie poradnie ale jednak. Jestem z ciebie dumny Lou. - wyszczerzył się. - Może zamówimy coś, z tej złości aż głodny się zrobiłem - mówiąc to złapał się za brzuch.

- Ty zawsze jesteś głodny - zauważyłem.

- Bo wszystko mnie wkurwia - zaśmiał się, a ja razem z nim.

Zamówiliśmy dwie duże pizze. Jedną pepperoni, a drugą z szynką i pieczarkami. Jedliśmy je, oglądając jakiś film. Po skończonym filmie Horan musiał iść do domu, bo obiecał mamie, że będzie wcześniej. Posprzątaliśmy pudełka i odprowadziłem go do drzwi. Pożegnałem się z nim i wróciłem na górę. Poszedłem wziąć prysznic i umyć zęby do łazienki. Wyjąłem z plecaka telefon i włączyłem go.

7 PM, Numer nieznany:
Było szybciej niż 2 tygodnie, przyjacielu.

9:42 PM, Louis:
Nie jesteśmy przyjaciółmi. Co ja ci takiego zrobiłem??

9:43 PM, Numer nieznany:
Jesteś

Zmienić numer nieznany na: Harry?
Tak

9:45 PM, Louis:
Odpierdol się ode mnie, nie chcę cię znać

9:46 PM, Harry:
Ty się sam prosisz o wpierdol

9:46 PM, Louis:
Zostaw mnie w spokoju proszę

9:47 PM, Harry:
Teraz proszę, a wcześniej co było. Nie pozbędziesz się mnie tak łatwo.

Nie odpisałem mu na to. Pokaże te wiadomości Zaynowi. Może coś z tym zrobi jak już wiadomo, że to Harry. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że nadal mi się podoba. No ale to chyba nic złego. Jest przecież bardzo przystojny. Każdemu się podoba to czemu nie mi. Na wszelki wypadek nie powiem tego Niallowi. Jakby się dowiedział o tym to ja nie chce wiedzieć co by zrobił. Na początku pewnie by krzyczał na mnie i by się obraził, a później to nie wiem. Myślałem jeszcze o tym chwile, a potem w końcu usnąłem.

***

10.06.18

Fake love ~ LarryOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz